Dożywocie za uzależnienie od alkoholu i narkotyków

Rządowa nowelizacja kodeksu karnego przewiduje możliwość dożywotniego uwięzienia osoby uzależnionej, np. narkomana lub alkoholika. Za co? Za to, że jest uzależniony. Czyli za to, że jest chory. Artykuł ukazał się 11 marca na wyborcza.pl.

Tak, to prawda: uzależnieni często łamią prawo. Osoby znajdujące się w stanie czynnego uzależnienia – pijący alkoholik, ćpający narkoman – popełniają przestępstwa. Alkoholicy piją w miejscach, w których jest to zabronione, zanieczyszczają też otoczenie. Narkomani kradną. A przede wszystkim posiadają narkotyki, co według polskiego prawa już jest przestępstwem. Ten akurat przepis jest głupi i zbrodniczy: to tak, jakby karać za kaszel chorego na płuca. Co nie znaczy, że można usprawiedliwiać kradzieże, przemoc i inne szkody, jakie uzależniony wyrządza drugiemu człowiekowi. Trzeba powstrzymywać chorych przed krzywdzeniem innych. Także karać. Ale przy karaniu pamiętać, że do czynienia zła pcha uzależnionych niesamowite cierpienie. Cierpienie wywołane przez chorobę, która jest w dużej mierze niezawiniona.

Bo uzależnienie nie wynika tylko ze złej woli i złego charakteru chorego. To nie tylko problemy psychologiczne i duchowe, ale także wrodzone zaburzenie wydzielania neuroprzekaźników w mózgu. Według szeroko przyjętej medycznej definicji Morse’a i Flavina uzależnienie jest silnie uwarunkowane genetycznie.

Dlatego w cywilizowanych krajach przedkłada się leczenie nad karanie. W Polsce wymiar sprawiedliwości również może zamienić uzależnionemu karę na leczenie (albo ją zawiesić, jeśli chory zacznie się leczyć).

Z tej możliwości nasze sądy korzystają jednak względnie rzadko. Bo Polska chorych, słabych i odmieńców nie lubi.

Teraz jednak ma być jeszcze gorzej.Według nowelizacji raczej trzeba najpierw karać, potem dopiero leczyć.

I leczenie po karze może być przymusowe. Alkoholik czy narkoman, który popełnił przestępstwo, po odsiadce może zostać skazany na drugą odsiadkę w zamkniętym zakładzie „leczniczo-zapobiegawczym”.

Za co? Przecież nie za popełnione przestępstwo – za to już swoje odsiedział. Jedyna odpowiedź brzmi: pójdzie siedzieć za to, że jest chory.

A jest możliwe, że pójdzie siedzieć na zawsze. Bo sąd może nakazać BEZTERMINOWĄ IZOLACJĘ UZALEŻNIONEGO po wyroku. Uzasadniając to tak: uzależnienie jest nieuleczalne, a więc zawsze może znowu popchnąć chorego do przestępstwa (tymczasem uzależnienie rzeczywiście jest nieuleczalne, ale można je zaleczyć, utrzymując trwałą abstynencję).

Podsumowując: za chorobę – dożywocie.

Jestem alkoholikiem i ćpunem. Moje leczenie często było bardzo nieprzyjemne, ale było dobre. Nie jestem zwolennikiem cackania się z chorymi. Uważam, że można postawić chorego przed trudnym wyborem: więzienie albo leczenie. Czy też: bezdomność albo leczenie. Chory potrzebuje wstrząsu.

Ale potrzebuje też wewnętrznej dyscypliny. Podkreślam: wewnętrznej. Czym innym jest przebywanie w ośrodku, w którym jest mi ciężko, ale przezwyciężam się, bo wiem, że na zewnątrz czeka mnie coś gorszego (nędza, więzienie, picie i ćpanie). Czym innym jest przebywanie w więzieniu (gdzie zresztą nieraz ćpa się na potęgę) albo w zamkniętym, quasi więziennym ośrodku dla…

No właśnie, dla więźniów czy dla pacjentów?

Człowiek zamknięty dożywotnio w ośrodku przymusowego „leczenia” będzie jeszcze bardziej bezbronny niż zwykli chorzy czy wyrokowcy. Bo społeczeństwo jeszcze mniej będzie się przejmować się takimi osobami niż innymi pacjentami czy więźniami. Bo taki wiecznie chory więzień – napiętnowany przez sąd jako nienaprawialny, nieuleczalnie cierpiący i nieusuwalnie zły, na zawsze popaprany – będzie budzić co najmniej podwójną odrazę i strach. Sprawujący nad nim władzę lekarze i sanitariusze klawisze będą więc bezkarni albo prawie bezkarni. I bardzo możliwe, że niekompetentni. No bo przecież państwo, które skąpi pieniędzy biednym dzieciom, nie będzie ich wydawać na profesjonalną opiekę nad podludźmi.

To nie klinika, to średniowieczne leprozorium dla duchowych trędowatych. Nie ma tu mowy o żadnym leczeniu, tym bardziej że leczenie uzależnionego oznacza także naukę uczciwości. Skazanie kogoś na niezawinione dożywocie taką nauką nie jest, bo jest skrajnie niesprawiedliwe i nieuczciwe. Utwierdza tylko chorego w chorym przekonaniu, że świat jest zły i nie ma się po co leczyć.

Najgorsze jest to, że uzależnieni przestaną teraz przychodzić do klinik, ośrodków i na grupy terapeutyczne. No bo co będzie, jeśli pójdę się leczyć, a nie dam rady, wrócę do nałogu, ukradnę coś i stanę przed sądem? Gdzieś w papierach będzie, że się leczyłem, że jestem uzależniony. I zamiast zwykłego roku więzienia dostanę rok więzienia, a potem dożywocie w Ośrodku Doktora Elektrowstrząsa i Sanitariusza Kopniaka. No to nie pójdę się leczyć. Pójdę ćpać i zdechnę.

Dlatego ta nowelizacja to nie tylko dożywocie dla chorych. To w zasadzie wyrok śmierci.

Tomasz Piątek / wyborcza.pl

http://bezkarnoscpolicji.info/wydarzenia/politykaprawo-wydarzenia/dozywocie-dla-uzaleznionych-nowelizacja-kodeksu-karnego/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s