Archiwa miesięczne: Sierpień 2015

Nowoczesny patriotyzm czyli antypatriotyzm

Przeczytałem niedawno zdanie Jerzego Jedlickiego jaki powinien być patriotyzm:

Chciałbym, żeby wykształcił się u nas patriotyzm oparty na odpowiedzialności za dobro wspólne, za państwo, za szanse życiowe dla wszystkich jego obywateli. Patriotyzm nie agresywny, nikogo nie wykluczający, surowo krytyczny wobec własnej historii, lecz zachowujący szacunek dla naszych korzeni, dla tradycji, i nie tylko tej etnicznie polskiej, ale dla dorobku wszystkich narodów, które pod władzą polskości żyły i ginęły.

Bezwzględnie się nie zgadza z tą wypowiedzią, wypowiedzią która we wszystkich mediach głównego nurtu jest przedstawiana. Dokładnie ona lub jej różne wariacje. Jednak miliony Polaków nie zgadza się z tą wypowiedzią.

Odpowiadając na cytowany fragment, patriotyzm:

  • dobro wspólne obywateli jest słabsze od dobra wspólnego narodu, szczególnie jeżeli mniejszość rządzi większością narodu (przykładem jest Szwecja)
  • musi być agresywny gdy wymaga tego chwila, ale agresja nie musi przedstawiać się w sile fizycznej,
  • wykluczać musi ludzi którzy zagrażają narodowi
  • idealny przykład świąt narodowych jakie są często manifestowane w Polsce – świętujemy PORAŻKI – a nie ZWYCIĘSTWA. Patriotyzm to znać swoje porażki, ale świętować SUKCESY!
  • szacunek do tradycji – nie można szanować tradycji tych narodów, które mordowali Polaków lub doprowadzali do mordowania narodu gospodarzy.

Jak w dzisiejszym świecie można mieć zaufanie do humanistów, historyków skoro tworzą nową historię Polski, lub zgadzają się na to co przedstawiają inne narody. A powinni być rycerzami, pierwszymi piewcami duszy Polaków. Powinni uczyć miłości do Polski, dbania o nią od najzwyklejszych rzeczy po najbardziej wyniosłe historie. Powinni uczyć czym jest honor i prawdziwy patriotyzm. Bo to są wartości niezmienne przez setki lat, dopiero nasza współczesność próbuje odmienić ich znaczenie.

Z głębi dziejów, z krain mrocznych,
Puszcz odwiecznych, pól i stepów,
Nasz rodowód, nasz początek,
Hen, od Piasta, Kraka, Lecha.
Długi łańcuch ludzkich istnień
Połączonych myślą prostą.

Żeby Polska była Polską!

Jan Pietrzak

ZUS i Tusk – czyli wysłuchaj to jeszcze raz

Proponuję wysłuchać premiera wtedy, czyli Donalda Tuska co mówi o OFE emeryturach.

Temat likwidacji OFE był dawno powielany, już dwa lata mijają, ale słowa polityków są wciąż żywe, szczególnie jak ktoś inny niż publiczna telewizja ma  je w swoim posiadaniu.

Tutaj mamy okazję posłuchać co mówi Tusk. Mówi, że pieniądze w OFE nie były własnością Polaków, tak jak nie są własnością Polaków pieniądze w ZUS. Mowa o ZUSie jako funduszu partycypacyjnym, ale przecież świadczenia emerytalne oddajemy jako Polacy innym Polakom którzy są już na emeryturach. A  może jednak nie? Jeżeli nie to czyje są pieniądze w ZUS?

Sprawa druga, że likwidacja OFE – a raczej przeniesienie funduszy z OFE do ZUS w wykonaniu rządu PO-PSL było łagodne, bo kolejny rząd zrobiłby to bardziej radykalnie. Że nie ma alternatyw dla obecnego systemu emerytalnego. (alternatyw jest mnóstwo, chociaż nie – ZUS jest unikatowy – względem świata)

W końcu idea ZUSu polegała na tym: ja dziś wpłacam 100 zł i za 40 lat, chce to 100zł z powrotem – a między czasie to 100zł daje człowiekowi który pracował te 40 lat.

Jeżeli system nie działa należy wrócić do systemu rodowego czyli: Ja zarabiam, aby utrzymać swoich rodziców, dzieci, potem dzieci utrzymują mnie i swoje. A aby nikt nie był stratny pomagam w wychowaniu i opiece nad wnukami. – Czyli człowiek pracuje całe życie jak najlepiej, aby jego dzieci  miały i on sam miał lżej w przyszłości. – Jeżeli ktoś ma więcej, może pomóc sierotom lub sąsiadowi którzy już jest stary. – To się nazywa NATURALNA SOLIDARNOŚĆ.

Wracając do wypowiedzi Tuska. Mamy tutaj ewidentne przyznanie się, że niezależy mu na Polakach i ich przyszłości. Dwa… przyznaje się że pieniądze stają się własnością kogoś innego. Nawet teraz jako Przewodniczący UE czy co tam on jest (nie jest to ważne) – nie broni interesów Polski. Jest po prostu utuczoną płotką.

DECHRYSTIANIZACJA DUCHOWA – DEKATOLIZACJA

Zniesienie pieczęci wg mnie – tak w skrócie- uważam, że u niektórych skutek obrzędu rytualnego sakramentów Kościoła Katolickiego (chrzest, komunia św., bierzmowanie itd.), zwłaszcza gdy został dobrze odprawiony, „wgryzł” się bardzo głęboko w umysł, w podświadomość.

Ale zdarzają się też tacy szczęściarze u których ksiądz-kapłan, albo przeprowadził to nieprawidłowo, albo miał zbyt wiele jak to nazywam „za skórką”, i za małą wiarę, że rytuał przez niego odprawiony pozostał mało skuteczny, bez silnego wpływu.

Ważne jest też to, abyśmy postanawiając zrzucić z siebie nałożone pieczęcie byli świadomi, że można poczuć się jakbyśmy byli puści, jakbyśmy coś stracili, a to dopiero sam początek drogi.. (to moim zdaniem alarmujący moment – pozytywny – który świadczy, że pieczęcie zostały złamane czy zdjęte) … i dlatego ważne jest aby być przygotowanym na to czym zastąpić tą pustkę, inaczej jest ryzyko uczucia zdrady, strachu, bojaźni, wykluczenia, niezrozumienia, która może spowodować „nawrócenie” do tego co było, schematy myślenia i zachowań (zmanipulowanego katolickiego niewolnika) powrócą.

Uważam, że tej pustki nie poczuje nikt, kto nie został ochrzczony ani poddawany innym „rytuałom” religii chrześcijańskiej już w dzieciństwie, łącznie z regularnym „ładowaniem” do głowy indoktrynacji innych „prawd” zniewolonych umysłów, zwłaszcza jeśli jesteśmy od nich zbyt uzależnieni a oni sami przekonani o swej nieomylności w „jedynej wierze w Chrystusa”. Mam tu na myśli np. babcie, dziadków, rodziców itd…

W skrócie ujmując na czym polega dechrystianizacja – na długiej, etapowej, krok po kroku pracy nad samym sobą, na nauce, na otwieraniu umysłu, zdobywaniu nowej wiedzy, również intuicyjnej, nie tylko tej „popartej naukowo i historycznie”, na konsekwentnym usuwaniu z siebie przekonań i dogmatów, im głębiej są zakorzenione i im mniej zdajemy sobie z nich sprawę – tym oporniej pójdzie.. ale od tego trzeba zacząć. Od postanowienia i wytrwania w nim. Rany po wyrywaniu z siebie czegoś co nas blokuje ale jednocześnie żyje z nami już tak długo, na czym „opierał się nasz świat” nie tak szybko będą się goić.

Ten cały proces, którego etapy posuwania się naprzód mogą trwać nawet kilka lat.. jest bezwzględnie potrzebny by później poprzeć i umocnić to uroczystym rytuałem, do którego będziemy STARANNIE PRZYGOTOWANI a sam rytuał SKRUPULATNIE ZAPLANOWANY. Dla jednego wystarczy jeśli to będzie stanowcze wykrzyczenie w Wiatr tego, że jesteśmy już wolni i w co wierzymy, oczyszczenie się, zmycie nadanych znaków, nakazanie by to co zostało narzucone wróciło tam skąd przyszło, (warto zaczerpnąć informacji o technikach wizualizacji) i nakreślenie sobie innych znaków itp. samotnie lub tylko z najbliższymi, z przyjacielem, który już jest na wolnej ścieżce…/na pewno nie z nikim kto może chcieć nas odwodzić;) / np. na samotnym wzgórzu, polanie, w towarzystwie Ognia i/lub Wody, wszystkich żywiołów natury… można np. przygotować sobie coś, co od tego dnia (specjalnie na ta okazję przygotowane) swego rodzaju talizman czy inny drobiazg, który będzie nam przypominać to wydarzenie i od tej chwili stale nam towarzyszył. Dla kogoś innego bardziej przekonujące będzie jeśli odbędzie się to w towarzystwie bardzo wielu świadków, bardziej publicznie… To wszystko zależy od indywidualnych potrzeb i odczuć. Następnym etapem może być, choć nie musi moim zdaniem, zwłaszcza gdy świadomie kierując swoim życiem, nie zapewniamy kontynuacji (np. poprzez ochrzczenie własnego potomka pod wpływem presji dziadków; lub wzięcie udziału w innych kościelnych obrzędach „dla spokoju w rodzinie”) dokonanie tzw. aktu apostazji, czyli prawne-papierkowe wypisanie się z kościoła, które dodatkowo może być dla niektórych ugruntowaniem w swoich przekonaniach.

Powtarzam, aby pieczęcie puściły ważny jest każdy z etapów – *etap konfrontacji rodziny i bliskich z naszą decyzją – nie bać się, nie ukrywać, *etap wyzwolenia się od pozornego spokoju, czyli udawanie przed innymi, najczęściej rodziną *etap umiejętności pozbycia się ze swojego otoczenia symboliki chrześcijańskiej np.krzyży itp. * etap nie wstydzenia się swojej wiary np. chowanie swojego ołtarzyka, /(pogańskiego;)/ figurki bogini przed wizytą rodziców *etap kiedy bez nienawiści, z pewnością siebie i swojej wiary można wejść do kościoła i nie czuć się zagrożonym *etap przejścia rytuału zmycia wodą (specjalnie przygotowaną np. leczniczą) z twarzy chrześcijańskiego oblicza wraz z wypowiedzeniem głośno słów o tym, że zwracamy to co dostaliśmy..przy chrzcie, komunii.. cokolwiek to jest, odwrócić i oddać każde słowy i każdy uczyniony znak który uczynił ksiądz .. Nikt Wam nie poda gotowego tekstu do odpalenia podczas rytuału ponieważ równie ważnym etapem jest po prostu ruszenie głową, czego chcemy się pozbyć i jak, tak by było na tyle przemyślane i silne by podziałało… i nie jest powiedziane.. że nie będzie trzeba tego odświeżać. 

Pozdrawiam Was, Meltrisa .. a tak w ogóle.. jeszcze.. to przede wszystkim uczcie się kochać również SIEBIE, na samym początku, nie „biczujcie” się, nie umartwiajcie.

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=392337574279622&set=a.134627980050584.1073741826.100005101480453&type=1&fref=nf

Co zrobić z tymi pojebanymi Polakami? Im bardziej się im dokręca śrubę, tym bardziej im odbija szajba

Minęło już kilka dni, ale taki temat nie powinien być jednodniowy, bo pamiętać o porażkach i sukcesach należy cały rok. A tutaj o Powstaniu Warszawskim trochę bardziej technicznie.

Przemek obserwuje...

 

powstanie_warszawskie_jaskolskiI choć jesteśmy największą zakałą i zawalidrogą Europy, jakoś nam się udaje to skromne klepisko utrzymać przy sobie. A przecież nie mamy żadnych atutów, argumentów, siły ani racjonalnych podstaw, by sądzić, że tak będzie nadal.

View original post 780 słów więcej