DECHRYSTIANIZACJA DUCHOWA – DEKATOLIZACJA

Zniesienie pieczęci wg mnie – tak w skrócie- uważam, że u niektórych skutek obrzędu rytualnego sakramentów Kościoła Katolickiego (chrzest, komunia św., bierzmowanie itd.), zwłaszcza gdy został dobrze odprawiony, „wgryzł” się bardzo głęboko w umysł, w podświadomość.

Ale zdarzają się też tacy szczęściarze u których ksiądz-kapłan, albo przeprowadził to nieprawidłowo, albo miał zbyt wiele jak to nazywam „za skórką”, i za małą wiarę, że rytuał przez niego odprawiony pozostał mało skuteczny, bez silnego wpływu.

Ważne jest też to, abyśmy postanawiając zrzucić z siebie nałożone pieczęcie byli świadomi, że można poczuć się jakbyśmy byli puści, jakbyśmy coś stracili, a to dopiero sam początek drogi.. (to moim zdaniem alarmujący moment – pozytywny – który świadczy, że pieczęcie zostały złamane czy zdjęte) … i dlatego ważne jest aby być przygotowanym na to czym zastąpić tą pustkę, inaczej jest ryzyko uczucia zdrady, strachu, bojaźni, wykluczenia, niezrozumienia, która może spowodować „nawrócenie” do tego co było, schematy myślenia i zachowań (zmanipulowanego katolickiego niewolnika) powrócą.

Uważam, że tej pustki nie poczuje nikt, kto nie został ochrzczony ani poddawany innym „rytuałom” religii chrześcijańskiej już w dzieciństwie, łącznie z regularnym „ładowaniem” do głowy indoktrynacji innych „prawd” zniewolonych umysłów, zwłaszcza jeśli jesteśmy od nich zbyt uzależnieni a oni sami przekonani o swej nieomylności w „jedynej wierze w Chrystusa”. Mam tu na myśli np. babcie, dziadków, rodziców itd…

W skrócie ujmując na czym polega dechrystianizacja – na długiej, etapowej, krok po kroku pracy nad samym sobą, na nauce, na otwieraniu umysłu, zdobywaniu nowej wiedzy, również intuicyjnej, nie tylko tej „popartej naukowo i historycznie”, na konsekwentnym usuwaniu z siebie przekonań i dogmatów, im głębiej są zakorzenione i im mniej zdajemy sobie z nich sprawę – tym oporniej pójdzie.. ale od tego trzeba zacząć. Od postanowienia i wytrwania w nim. Rany po wyrywaniu z siebie czegoś co nas blokuje ale jednocześnie żyje z nami już tak długo, na czym „opierał się nasz świat” nie tak szybko będą się goić.

Ten cały proces, którego etapy posuwania się naprzód mogą trwać nawet kilka lat.. jest bezwzględnie potrzebny by później poprzeć i umocnić to uroczystym rytuałem, do którego będziemy STARANNIE PRZYGOTOWANI a sam rytuał SKRUPULATNIE ZAPLANOWANY. Dla jednego wystarczy jeśli to będzie stanowcze wykrzyczenie w Wiatr tego, że jesteśmy już wolni i w co wierzymy, oczyszczenie się, zmycie nadanych znaków, nakazanie by to co zostało narzucone wróciło tam skąd przyszło, (warto zaczerpnąć informacji o technikach wizualizacji) i nakreślenie sobie innych znaków itp. samotnie lub tylko z najbliższymi, z przyjacielem, który już jest na wolnej ścieżce…/na pewno nie z nikim kto może chcieć nas odwodzić;) / np. na samotnym wzgórzu, polanie, w towarzystwie Ognia i/lub Wody, wszystkich żywiołów natury… można np. przygotować sobie coś, co od tego dnia (specjalnie na ta okazję przygotowane) swego rodzaju talizman czy inny drobiazg, który będzie nam przypominać to wydarzenie i od tej chwili stale nam towarzyszył. Dla kogoś innego bardziej przekonujące będzie jeśli odbędzie się to w towarzystwie bardzo wielu świadków, bardziej publicznie… To wszystko zależy od indywidualnych potrzeb i odczuć. Następnym etapem może być, choć nie musi moim zdaniem, zwłaszcza gdy świadomie kierując swoim życiem, nie zapewniamy kontynuacji (np. poprzez ochrzczenie własnego potomka pod wpływem presji dziadków; lub wzięcie udziału w innych kościelnych obrzędach „dla spokoju w rodzinie”) dokonanie tzw. aktu apostazji, czyli prawne-papierkowe wypisanie się z kościoła, które dodatkowo może być dla niektórych ugruntowaniem w swoich przekonaniach.

Powtarzam, aby pieczęcie puściły ważny jest każdy z etapów – *etap konfrontacji rodziny i bliskich z naszą decyzją – nie bać się, nie ukrywać, *etap wyzwolenia się od pozornego spokoju, czyli udawanie przed innymi, najczęściej rodziną *etap umiejętności pozbycia się ze swojego otoczenia symboliki chrześcijańskiej np.krzyży itp. * etap nie wstydzenia się swojej wiary np. chowanie swojego ołtarzyka, /(pogańskiego;)/ figurki bogini przed wizytą rodziców *etap kiedy bez nienawiści, z pewnością siebie i swojej wiary można wejść do kościoła i nie czuć się zagrożonym *etap przejścia rytuału zmycia wodą (specjalnie przygotowaną np. leczniczą) z twarzy chrześcijańskiego oblicza wraz z wypowiedzeniem głośno słów o tym, że zwracamy to co dostaliśmy..przy chrzcie, komunii.. cokolwiek to jest, odwrócić i oddać każde słowy i każdy uczyniony znak który uczynił ksiądz .. Nikt Wam nie poda gotowego tekstu do odpalenia podczas rytuału ponieważ równie ważnym etapem jest po prostu ruszenie głową, czego chcemy się pozbyć i jak, tak by było na tyle przemyślane i silne by podziałało… i nie jest powiedziane.. że nie będzie trzeba tego odświeżać. 

Pozdrawiam Was, Meltrisa .. a tak w ogóle.. jeszcze.. to przede wszystkim uczcie się kochać również SIEBIE, na samym początku, nie „biczujcie” się, nie umartwiajcie.

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=392337574279622&set=a.134627980050584.1073741826.100005101480453&type=1&fref=nf

Reklamy

One thought on “DECHRYSTIANIZACJA DUCHOWA – DEKATOLIZACJA

  1. skribha

    Z tzw. formalnego punktu widzenia, tzw. krzest jest NIE WAŻNĄ UMOWĄ CYWILNO-PRAWNĄ, bo została ona zawarta, bez zgody i przed osiągnięciem tzw. dojrzałości jednej z jej stron, czyli niemowlęcia. Niemowlę, nie może nawet zmienić sobie właśnie obsranej pieluszki… więc jak od kogoś takiego można czegoś wymagać bycia odpowiedzialnym, za NIEPRAWOMOCNE ZNAKOWANIE. To mi przypomina znakowanie cielaków, rozpalonym żelazem. I co cielak/niemowlę ma być równie odpowiedzialne za coś tam?.. Bez jaj!!!

    Coś, co jest nieważne – jest nieważne, jak i nie ważne są tego czegoś wszystkie następstwa. Każde odwoływanie się do „ważności” tego czegoś, jest logicznym błędem i niesie ze sobą niepożądane następstwa dla odwołującego się do tej nieprawdy.

    Wystarczy „to pustynne coś” zwyczajnie świadomie odrzucić i nie odwracając się od tego czegoś plecami… powoli krok za krokiem ostrożnie, rozglądając się na boki, a szczególnie do tyłu… kroczyć wspak swoją nową słowiańską ścieżką… w poszukiwaniu tego co przed nami ukryto…

    Polecam nie PieR+DoL+iĆ/T się z tym bo nie warto, tylko SRU to w CzeLuŚĆ/T, na wieczną hańbę i niepamięć!!!

    SŁAWA I CHWAŁA PRZODKOM I NASZEJ PRASTAREJ SŁOWIAŃSKIEJ TRADYCJI!!!

    Lubię to

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s