Archiwum kategorii: Historia

Jedwabne – morderstwo Niemców na Żydach – wywiad z naocznym świadkiem

Relacja kobiety Hiernonimy Wilczewskiej która obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych, a która widziała na własne oczy to co wydarzyło się w Jedwabnem, co jest niezbitym dowodem  razem z pozostałymi takimi wywiadami gdzie mowa jest o morderstwie Niemców, gestapowców na żydach z Jedwabne. Relacja jest szczegółowa.

 

A co na to historycy?

Grupa przetrzymywanych na rynku żydowskich mężczyzn (około 40–50 osób, w tym rabin) została zmuszona do rozbicia pomnika Lenina, który stał na skwerku przy rynku od czasu zajęcia miasta przez wojska radzieckie. Około południa grupa polskich mieszkańców Jedwabnego zmusiła tych mężczyzn do zaniesienia połamanego pomnika pod stodołę, znajdującą się za miastem. Tam mężczyźni ci zostali przez prowadzących ich Polaków zabici, a ich ciała razem z połamanym pomnikiem wrzucono do wykopanego wcześniej dołu.

Po południu kolejna grupa jedwabieńskich Żydów, w liczbie około 300 osób, została również wyprowadzona z rynku. W grupie tej znajdowały się osoby różnej płci i wieku, mężczyźni, kobiety i dzieci. Ludzi tych polscy mieszkańcy Jedwabnego wprowadzili do drewnianej, krytej strzechą stodoły znajdującej się za miastem, a następnie stodołę zamknęli, oblali naftą i podpalili. Pojawiały się pojedyncze relacje, że zdarzenie to dokumentowali fotograficznie Niemcy, jednak zdjęć takich nie odnaleziono. Śledztwo IPN dowiodło, że zabójstwo to zostało zaplanowane i dokonane przez polskich cywilnych mieszkańców Jedwabnego i okolicznych miejscowości, w liczbie około 40 mężczyzn uzbrojonych w kije, orczyki i inne narzędzia. Zbrodni dokonano z niemieckiej inspiracji – niemieccy żandarmi i funkcjonariusze SD znajdowali się tego dnia w mieście i swoją obecnością przyzwalali na dokonanie morderstwa.

Po dokonaniu zbrodni sprawcy i inne osoby zrabowały dobytek zamordowanych. Pozostała część mieszkańców Jedwabnego zachowała się biernie w czasie morderstwa i rabunków. Śledztwo IPN nie ustaliło, czy bierność ta wynikała z zastraszenia przez sprawców zbrodni, czy z przyzwolenia na nią.

https://www.wikiwand.com/pl/Pogrom_w_Jedwabnem

Prawda, że są to dwie różne relacje? Nie ma mowy o żadnych Polakach, a jedynie o Niemcach w czarnych mundurach gestapo.  Tomasz Gross, żyd z Gdańska jawnie wmawia opinii publicznej i „zmusza” historyków do uważania to zrobili Polacy, jakby to on tam był.

Pytanie dlaczego stary pomnik został zlikwidowany, a zamiast niego postawiony inny który ma bardziej neutralny opis.

Stary pomnik w Jedwabnem – Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła 1600 osób, 10 lipca 1941 rok.

 

Neutralne, oraz co gorsza wmawianie wszystkim że żydzi byli jak napisano na pomniku WSPÓŁGOSPODARZAMI TEJ ZIEMI! Należy pamiętać i wiedzieć, że ŻYDZI NIGDY nie byli współgospodarzami, oni są WIECZNYMI GOŚĆMI na TEJ ZIEMI!

A-438_Mogiła-pomnik,_na_cmentarzu_żydowskim,_1941_Jedwabne_B&W.jpg

Nowy pomnik – Pamięci żydów z Jedwabnem i okolic. Mężczyzn, kobiet, dzieci współgospodarzy tej ziemi. Zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku.

 

Poniżej jeszcze wykład Leszka Żebrowskiego, który ma te same wnioski co naoczny świadek tej zbrodni:

 

Podsumowując:

Zbrodnia w Jedwabnem, została w 1941 roku na terenie okupowanej przez Niemcy Polski, została dokonana przez Niemców, z ich inicjatywy i pod ich kontrolą, jak tysiące podobnych zbrodni niemieckich w Polsce i bez jakiegokolwiek udziału sprawczego jakiegokolwiek Polaka.
Przypisywanie tej zbrodni w 1941 roku polskiej ludności Jedwabnego jest takim samym absurdem jak mówienie  o „Polskich obozach koncentracyjnych”.

Jest rzeczą fizycznie niemożliwą, aby spowitej terrorem okupowanej Polsce, gdzie na przykład chociażby tylko za samo posiadanie odbiornika radiowego, można było stracić życie w więzieniu, aby polska cywilna ludność miasteczka mogła mieć przy sobie broń czy też mogła zorganizować i przeprowadzić na własną rękę jakąkolwiek akcję zbrojną czy pacyfikacyjną bez wiedzy i kontroli (wraz z przyzwoleniem) Niemców. Osoba propagująca takie absurdy wystawia tylko świadectwo albo o poziomie swojej wiedzy, albo wręcz złej woli lub też o chęci fałszowania historii z sobie tylko wiadomych pobudek i powodów.

W tym kontekście pomocą była jakakolwiek pomoc, rozumiana w jak najszerszym tego słowa znaczeniu. Począwszy od przechowywania Żydów u ukryciu, a skończywszy na dostarczaniu im ubrania, wody czy pożywienia. (Za próbę pomocy Żydom zginęła rodzina pani Hieronimy)
Kary te były wykonywane na Polakach z najwyższą surowością. Z tego powodu w Polsce zginęła rozstrzelana przez Niemców nie tylko rodzina Ulmów czy Baranków, ale wiele tysięcy Polaków i ich polskich rodzin których przyłapano na pomocy swoim sąsiadom pochodzenia żydowskiego.

 

Le mémorial du pogrom de Jedwabne - The memorial of the pogrom o

Miejsce spalenia drewnianej stodoły.

Reklamy

Co oznacza słowo: ciapaty?

Ostatnio ktoś zapytał mnie, co oznacza słowo ciapaty przy określeniu muzułmanów tj. arabów bliskiego wschodu? Poszukałem i znalazłem poniższą odpowiedź:

Nazwa pochodzi z języka urdu i odnosi się do nazwy mąki, z której pakistańskie kobiety smażą (na specjalnie grubych patelniach) placki podobne do naszych naleśnikowych zwane tsiapaty bread lub ćapati, czapati, lub chapati, lub w języku urdu: چپاتی (wymowa IPA: cəpa:t̪i). Bardzo zbliżona do tej nazwy jest włoska ciabatta, z tą różnicą że włosi dodają drożdże, dlatego ich chlebek jest pulchny, a nie płaski.

025-chapati-1.jpg

Placki te wyrabiają z samej mąki i wody, z odrobiną oleju. Wyobraźcie sobie, że kobieta smażąca te placki odwraca je na drugą stronę palcami i robi to tak sprytnie że nie poparzy się. Ciekawe jest również zastosowanie tych placków – służą one zamiast sztućców. Należy palcami urwać kawałek placka i za jego pomocą wybierać z talerza kęsy pikantnego mięsa polane sosem curry.

Natomiast nazwa ciapaty oznacza obecnie każdego Azjatę, który nie jest skośnooki, czyli oprócz Pakistańczyków, także Hindusów, Arabów itp. Wynika to z tego, że po samym wyglądzie trudno jest ich odróżnić i stąd ta uniwersalna nazwa – ciapaty. Nie zawsze jest to nazwa pogardliwa, gdyż poprzez swoją uniwersalność stała się bardzo użyteczna. Nie ma po prostu w języku polskim innego rzeczownika oznaczającego Azjatę, który nie jest rasy żółtej.

Ciekawostką jest to że to nie jest ciasto rdzennie azjatyckie, na naszym podwórku w Polsce też takie ciasto jest robione, a u nas zwie się podpłomyki. Także służą jako sztućce i są znane od wieków. Wszędzie tam gdzie rozwinęło się rolnictwo. U nas zwykle się też je z czymś pikatnym np. z sosami czosnkowymi.

 

cc55121356dc770afad84b852117a02fd152ded105081f31acpimgpsh_fullsize_distr.jpg

Przewodnik młodego rasisty 3: Trzy kolory

Jestem rasistą. To znaczy uznaję pojęcie rasy jako jednego z kryteriów podziału ludzkości. Tak jak i uznaje je 75% polskich antropologów. Ci amerykańscy są bardziej bojaźliwi i 56% nie chciało udzielić odpowiedzi na pytanie, czy uznają ten niepoprawny politycznie podział. I tak – rasy różnią się między sobą zarówno predyspozycjami fizycznymi jak i intelektualnymi. Wiem, że to nieładnie tak mówić, ale… takie są fakty.

Niezależnie jaki mamy kolor skóry, jedno jest pewne – wszyscy współcześnie żyjący ludzie należą do jednego gatunku. Choć… nie wszyscy w równym stopniu. W czasach, kiedy jeszcze byłem na studiach (studiowałem przez chwilę antropologię kulturową), obowiązywała wykładnia, że wczesne hominidy („małpoludy”) raczej nie mieszały się z Homo sapiens. Badania genetyczne udowodniły niedawno, że jednak tak się działo (tu podziękowania dla mojego dyskutanta z poprzedniego wpisu z tej serii za podlinkowanie tego tekstu). Otóż współcześni ludzie, poza rdzennymi Afrykanami, posiadają pewien wkład genów Neandertalczyków, gdzieś tak między 1 a 4%. Te grupy Homo sapiens, które pozostały w Afryce, nigdy nie kontaktowały się ze wspomnianym wymarłym gatunkiem. Ale wedle wszelkiego prawdopodobieństwa krzyżowały się z innymi hominidami, które zamieszkiwały wtedy czarny ląd. Musimy bowiem pamiętać, że setki i dziesiątki tysięcy lat temu nie byliśmy jednymi przedstawicielami gatunku homo i do kontaktów – także seksualnych – zapewne dochodziło dość często. Tym bardziej więc różnice rasowe nie powinny nas dziwić – dziwne byłoby raczej to, gdybyśmy nie potrafili ich zaobserwować.

Rasizm kojarzy się z segregacja rasową i innymi mrocznymi kartami historii ludzkości. W imię walki z przeszłością zaczęto więc walczyć z faktami. Niemniej trzon rasizmu jest neutralny światopoglądowo – to po prostu podział uwarunkowany obserwacjami natury antropologicznej i wcale nie musi iść za nim dyskryminacja. Zrozumienie różnic nie jest przecież grzechem, jest nim raczej zacieranie prawdy w imię jakichś politycznych interesów.

No dobrze, skąd się jednak wzięły te wszystkie rasy i typy antropologiczne? Odpowiedź jest o tyle banalna, co i skomplikowana – są efektem działania procesów ewolucyjnych. Cechy korzystne w danych warunkach bytowych (klimat, choroby, sposób zdobywania pożywienia) kumulują się w lokalnej populacji, zmieniając jej cechy takie jak wygląd, układ immunologiczny, sprawność, wytrzymałość, a także te nieszczęsne zdolności intelektualne, do których jeszcze wrócimy.

Kiedyś wszyscy byliśmy czarni. Wynika to z prostego faktu, że Homo sapiens wyewoluował na południu Afryki. Jednak wraz z migracją na północ cecha ta zaczynała nam przeszkadzać. Ciemna skóra chroni przed słońcem, ale utrudnia syntezę witaminy D, której brak prowadzi do poważnych powikłań zdrowotnych. Zatem osoby o jasnej skórze (która pojawiła się jako przypadkowa mutacja) zyskały przewagę ewolucyjną nad ciemnoskórymi i rzadziej chorowały np. na krzywicę. W konsekwencji to one zdominowały populacje, bo były lepiej przystosowane do warunków panujących na mniej nasłonecznionej północy. Nawet w obrębie rasy białej mamy przecież jasnych Skandynawów i ciemnych południowców. Biała skóra Norwegów czy dajmy na to Brytyjczyków jest wynikiem przystosowania do klimatu, który w okresie zimowym oferuje bardzo mało słońca niezbędnego do syntezy witaminy D. Ciemny pigment blokuje promieniowanie UV, ale w regionach o stałym, dużym nasłonecznieniu nie niesie to ze sobą żadnych negatywnych konsekwencji. Tam bardziej przydaje się wzmocniona ochrona przed oparzeniami słonecznymi, którą zapewnia ciemna karnacja. To często proces stopniowany – tym czarniejsza skóra, im bliżej równika dana społeczność zwykła żyć.

Ok, a skąd się w takim razie wzięła skóra żółta? Przez zwykły przypadek. Rasa żółta wyewoluowała na zimnej Syberii, gdzie także przez lwią część roku brakuje słońca. Żółtawa skóra jest tak samo dobra jak biała i to po prostu inny wariant jasnej karnacji, która chroni przed ryzykiem niedoboru witaminy D. Skośne oczy są natomiast adaptacją do… wszechobecnego zimą śniegu. Przodkowie współczesnych Chińczyków czerpali korzyści z wąskich oczu, bo ich kształt pozwalał im chronić wzrok. Słońce odbite od śniegu i lodu po prostu oślepia. Osoby o wąskich oczach były więc lepiej przystosowane do tych trudnych północnych warunków i w efekcie były skuteczniejszymi myśliwymi, co dawało im przewagę ewolucyjną na tyle silną, że ostatecznie cecha ta zdominowała całą populację. W tym odległym czasie tereny współczesnych Chin zamieszkiwały ludy miejscowe, należące do grupy Austronezyjczyków. Ich współczesnymi potomkami są typowi mieszkańcy Filipin, Malezji, Indonezji, Nowej Zelandii, Hawajów a nawet Madagaskaru. Zresztą do dzisiaj niedobitki tubylców – zwane Aborygenami Tajwańskimi – można spotkać na generalnie skośnookim Tajwanie.

Typowi przedstawiciele rasy żółtej z czasem wyparli tych ostatnich z Azji kontynentalnej z powodu swojego większego zaawansowania „technologicznego”. Prachińczycy, musząc sprostać trudnym warunkom mroźnej północy, nauczyli się wytwarzać cięższą broń, zdatną do polowania na grubego zwierza. Prawdopodobnie te umiejętności przeważyły o sukcesie ich zwycięskiego marszu na południe. Marszu, który trwał wciąż w czasach samurajów, walczących z tubylcami o władanie nad Wyspami Japońskimi jeszcze kilkaset lat temu. To mało eksponowana część historii Kraju Kwitnącej Wiśni, ale tak jak Amerykanie mieli swój dziki zachód z kowbojami i Indianami, tak Japończycy mieli swój dziki (północny) wschód. Tyle, że funkcję kowbojów przejęli samurajowie z klanu Matsumae, a w roli wybijanych Indian wystąpili miejscowi aborygeni, zwani tam Ajnami. Pochodzenie tych ostatnich do dzisiaj jest zagadką, bo nie pasują oni za bardzo ani do rasy żółtej, ani do białej czy czarnej. Jasna skóra, przy braku opalenizny praktycznie nierozróżnialna od europejskiej, okrągłe oczy, wydatne kości policzkowe, duże usta o grubych wargach i szerokie nosy są dość dziwaczną mieszanką. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Ajnowie są jakąś żywą skamieliną po czasach, kiedy rasa żółta dopiero się formowała. I co ciekawe – ich potomkowie żyją do dzisiaj w całkiem sporej liczbie na Hokkaido oraz na skrawku rosyjskiego Sachalinu.

AinuGroup.JPG

Ajnowie w tradycyjnych strojach

Skoro już wspomnieliśmy o Indianach, to należą oni do rasy żółtej i są w pewien sposób spokrewnieni ze współczesnymi Azjatami. Pierwotni mieszkańcy Ameryki przeszli po zamarzniętej Cieśninie Beringa gdzieś tak między 40 a 15 tysięcy lat temu. Dokładna data nie jest znana, ale badania genetyczne dowiodły, że Indianie generalnie wywodzą się z terenów Syberii, podobnie jak i inni przedstawiciele rasy żółtej. Z czasem grupy, które zasiedliły nowy kontynent, oczywiście też się zróżnicowały – pociemniały lub zmieniły swoje gabaryty, dostosowując się do lokalnych warunków klimatycznych.

Wróćmy jednak do rasy czarnej. To niepoprawne politycznie stwierdzenie, ale ludzie czarni są najbliżsi wyglądem naszym pradawnym przodkom. Przypominają ich nie tylko z koloru skóry, ale także pod względem budowy włosów (kręcone) oraz z… twarzy. U rasy białej i żółtej prognatyzm (wysunięcie ku przodowi kości szczęk i żuchwy) określa się jako zaburzenie. Wśród rasy czarnej jest to cecha częsta, normalna. U naszych małpich przodków – typowa. Prawdziwym kuriozum są natomiast „żywe skamieniałości”, izolowane grupy ludzi, którzy pozostali na poziomie naszych pradawnych przodków. Choć to szokujące, ale w czasach, kiedy Europejczycy zaczęli już budować urządzenia elektryczne, pewne grupy ludzi nie wynalazły jeszcze… metod krzesania ognia. Dla tych archaicznych, pigmejskich plemion czas zatrzymał się dziesiątki tysięcy lat temu. Choć świat wkraczał już w erę nowoczesności, wciąż żyły one tak, jak nasi bardzo, bardzo odlegli przodkowie, pielęgnując płomień rozpalony przez przypadkową błyskawicę. Mowa m.in. o rodowitych mieszkańcach Andamanów, wysp na Oceanie Indyjskim, którzy do dzisiaj znajdują się w epoce kamienia łupanego. Choć w ciągu wieków bywali odwiedzani przez podróżników z Persji czy Indonezji, raczej nie chcieli zaczerpnąć od nich „nowinek technologicznych”, a jedynie odwiedzających… wymordować.

A teraz niespodzianka – współcześni ludzie zafundowali rdzennym Andamanom rezerwat i każą dalej żyć w epoce kamiennej w imię… dbałości o różnorodność. W efekcie na jednej w wysp archipelagu mamy enklawę dzikich ludzi, którzy żyją sobie tak jak nasi przodkowie 30 tysięcy lat temu, choć kilkadziesiąt kilometrów dalej lądują samoloty wiozące turystów do nowoczesnych, wakacyjnych kurortów. I kiedy ci plażowicze siedzą sobie nad morzem z iPhone`ami w rękach, dosłownie 3 km dalej (tyle dzieli rezerwat od najbliższego kurortu), pozostałości po naszych przodkach latają z drewnianymi dzidami za małymi, włochatymi świniami. I żeby było śmieszniej – utrzymywanie tych odosobnionych populacji z dala od cywilizacji uważa się na humanitarne i zgodne z prawami człowieka.

 

Great_Andamanese_-_two_men_-_1875.jpg

Dwójka Andamanów

Trzeba tu jednak uczciwie dodać, że wspomniani tubylcy za gośćmi nie przepadali i na każdą próbę kontaktu odpowiadali gradem strzał i oszczepów. W latach siedemdziesiątych pewien antropolog chciał nawiązać przyjacielską relację z wciąż kompletnie dzikimi Andamanami, obdarowując ich błyskotkami i przywiązanym na sznurku świniakiem. Gest nie został przyjęty ze zrozumieniem i ciekawski badacz wrócił ze strzałą tkwiącą w udzie, co i tak było pewnym osobistym sukcesem, bo lista ubitych (i być może zjedzonych) przez wspomniane plemię jest długa. Obejmuje nieostrożnych kłusowników, robotników budujących nieodległą drogę i całą masę żeglarzy z dawnych czasów. W sumie nie zawsze dawnych, bo jeszcze w latach osiemdziesiątych marynarze ze statku, który miał pecha osiąść na mieliźnie w pobliżu wyspy, raportowali przez radio widok grupy dzikich zaopatrzonych w łuki, którzy budowali łódź, najwyraźniej w celu odbycia mało przyjacielskiej wizyty. Na szczęście rozbitków ewakuował helikopter, zanim dotarła do nich wojenna ekspedycja Andamanów. Znany jest jednak przypadek, kiedy ta izolacja została złamana. W pobliżu granicy rezerwatu znaleziono tubylca ze złamaną nogą, którego zabrano do szpitala. Wyobrażam sobie, że człowiek ten przeżył coś, co można porównać tylko do porwania przez UFO. Choć nie sądzę nawet, by hipotetyczni kosmici byli bardziej zaawansowani technologicznie od nas, niż współcześni ludzie od tubylców z Andamanów.

Dlaczego właśnie to tam ludzkość została w epoce paleolitu? Ano przez pewien zbieg okoliczności. Kiedyś Andamany były półwyspem połączonym ze stałym lądem. Morze odcięło ten skrawek świata, zostawiając zamieszkujących go ludzi na takim poziomie, na jakim wtedy byli. To ważne o tyle, że skolonizowanie tych wysp nie wymagało dość zaawansowanej przecież umiejętności żeglugi. A że wszystkie próby kontaktu owocowały próbą zjedzenia przybyszów, Andamanie nie za bardzo mieli od kogo zdobyć nowe umiejętności, o nowych genach już nie wspominając.

Jeśli chodzi o poziom rozwoju, to nowożytna historia zna jeszcze jeden przypadek plemienia, które nie potrafiło wytwarzać ognia, ani nawet… prostych narzędzi z kości. Tasmanowie także zawędrowali w dawnych czasach na ziemie, które na skutek podnoszenia się poziomu morza zamieniły się w wyspę. W efekcie mieszkańcy Tasmanii położonej u południowych brzegów Australii pozostawali odcięci od reszty ludzkości przez dziesiątki tysięcy lat. Ciekawe jest też to, że nawet ich wygląd był dość hmm… pierwotny. Co prawda do dzisiaj nie zachował się przy życiu żaden Tasman czystej krwi, wymarli oni (choć w sumie to bardziej ich wybito) jednak na tyle niedawno, by zostali uwiecznieni na zdjęciach.

616px-Truganini_and_last_4_tasmanian_aborigines

Zniewoleni Tasmańczycy

Choć ludy czarne wydają nam się typowe tylko dla Afryki, zamieszkiwały one kiedyś całą południową Azję. Jednak nawet poza odizolowanymi Andamanami dalej możemy spotkać rdzennych Azjatów o skórze w kolorze mahoniu. Czarni jak smoła Semangowie zamieszkują północna Malezję i południową Tajlandię, rdzennych Murzynów można wciąż spotkać też na Nowej Gwinei czy na Filipinach. Owszem, podziały rasowe nie są jednolite – tacy na przykład Etiopczycy są czarni, choć ich przodkowie przybili z Bliskiego Wschodu i należeli do rasy białej. Rdzenni mieszkańcy należącego do kontynentu Afrykańskiego Madagaskaru są mieszanką czarnych Afrykanów i… Azjatów (żeglarzy z Borneo, spokrewnionych ze wspomnianymi Aborygenami Tajwańskimi), którzy zasiedlili wyspę ponad tysiąc lat przed odkryciem jej przez europejskich kolonizatorów. Hindusi są dla odmiany zupełnie pomieszani – są mieszanką rasy białej, czarnej i żółtej, choć proporcje te zależą od konkretnego regionu. Na Sri Lance żyje nawet rdzenne plemię murzyńskie, które zachowało swój pierwotny wygląd i styl życia, choć jego obecnym językiem ojczystym jest dialekt przejęty niegdyś od przybyłych na ich tereny Indo-Aryjczyków. Tak więc mamy Murzynów-Azjatów gadających po „naszemu” – antropologia bywa naprawdę zaskakująca.

 

Idźmy jednak dalej. Oczywiście rasy także różnią się między sobą, ponieważ różne grupy, mimo spokrewnienia, muszą adaptować się do innych warunków. Niski wzrost przystosowuje Pigmejów do gęstych lasów Afryki równikowej. Jednak ludy mieszkające we wschodnim pasie kontynentu cechują się dla odmiany bardzo wysokim wzrostem. Są też bardzo wytrzymałymi biegaczami. To też przystosowanie, bo na terenie sawanny polowanie polegało często na „zabieganiu” ofiary na śmierć. Myśliwy tak długo gonił uciekającą antylopę, aż w końcu padała ona z wyczerpania. Nic więc dziwnego, że biegacze w krajów tego regionu święcą triumfy na maratonach – do wygrywania biegów na królewskim dystansie predysponują ich tysiące lat ewolucji.

Niestety – coś za coś. Czarni Afrykanie są ponadprzeciętnie wytrzymali, ustępują jednak… inteligencją. Wiem, że to „rasistowskie”, ale – jak już mówiłem – takie są fakty. Badania przeprowadzane w USA wykazały następujące wyniki średniego ilorazu inteligencji. Afroamerykanie – 85, Latynosi – 89, biali – 103, Amerykanie azjatyckiego pochodzenia – 106, Żydzi – 113. I trzeba przyznać, że to są bardzo zróżnicowane wyniki. Żeby to unaocznić odwołajmy się do przykładu. W społeczeństwie, w którym skala IQ byłaby dostosowana do Żydów, blisko połowa Afroamerykanów zostałaby zdiagnozowana jako „intelektualnie upośledzeni”(!), ponieważ dwa odchylenia standardowe od średniej populacyjnej, czyli 30 punktów IQ, już do takiej diagnozy predysponują. Rodzi się pytanie, na ile jest to efekt obciążenia genetycznego, a na ile dziedzictwo kultury. Różni badacze różnie się do tego ustosunkowują, panuje jednak zgoda, że prawda leży gdzieś w połowie drogi. Predyspozycje mamy zapisane w genach, ale do rozwoju naszych potencjalnych zdolności potrzeba też sprzyjającego otoczenia. Faktycznie – typowa kultura Afroamerykanów jest raczej mało intelektualna. Rap, „easy money”, kult siły fizycznej i uproszczony slangowo język raczej nie predysponują do rozwijania zdolności poznawczych, ani nawet pracowitości, niezbędnej do osiągania dobrych wyników w szkole. Być może istnieją mniej i bardziej inteligentne grupy amerykańskich Murzynów, tak jak mamy „przeciętnych” białych Amerykanów i wybitnie inteligentnych Żydów, jak dotąd nie zostało to jednak stwierdzone.

O fenomenie tej ostatniej grupy już kiedyś pisałem i wyjaśnienie wybitnej inteligencji Żydów aszkenazyjskich także prowadzi nas w stronę ewolucjonizmu. Te same procesy, które premiowały bardziej sprawnych umysłowo wyznawców Jahwe, kumulowały też wytrzymałość fizyczną u Afrykanów. Na czarnym lądzie po prostu nie wykształciły się warunki sprzyjające rozwojowi intelektu. To brutalne, ale nigdy wśród rasy czarnej nie zrodziła się zaawansowana kultura miejska, która rozwijałaby pismo, astronomię, kapłaństwo czy inne profesje wymagające myślenia. Znaczy się, pojawiały się lokalnie takie epizody, ale zawsze były one w jakiś sposób inspirowane „cywilizacją białego człowieka” – wiem, to strasznie rasistowskie, ale co ja mogę, że takie są fakty. Było dajmy na to starożytne państwo Etiopskie, które zostało założone przez emigrantów z Półwyspu Arabskiego, było Mali, założone przy współudziale Berberów z Sahary, było Wielkie Zimbabwe, które zbudowali potomkowie Żydów, były wreszcie państwa-miasta jak Zanzibar czy Mogadiszu, ustanowione przez Arabów. Buszmeni, Masajowie i reszta tubylców poszli inną drogą, która nie przewidywała premii ewolucyjnej dla osób może i mniej sprawnych fizycznie, ale za to bardziej poznawczo.

Pojawia się jednak pytanie, jak szybko działa ewolucja. Przecież cywilizacje miejskie, w których część ludzi może oddawać się „bezproduktywnemu” kapłaństwu, filozofii czy prowadzonemu na szeroką skalę handlowi, są produktem szalenie młodym, mającym góra 3-4 tysiące lat. W skali rozwoju gatunku mającego 200 tysięcy lat to przecież zaledwie ułamek sekundy. Wszystko zależy jednak od presji ewolucyjnej, czyli tego, jak bardzo obecność pewnych cech jest pożyteczna, a innych szkodliwa. Otóż okazuje się, że wystarczy 300 lat od przeprowadzki na inne terytorium, by całkowicie odmienić pewne genetyczne cechy populacji.

Zacznijmy od tego, że Afryka Zachodnia jest regionem o największym współczynniku zachorowalności na malarię. Tę często śmiertelną chorobę wywołuje pasożyt, który po wstrzyknięciu przez komara-nosiciela, przywiera do czerwonych krwinek zakażonego i upośledza ich działanie. Aby się przed tym chronić, w populacji czarnych Afrykanów wykształciła się specyficzna mutacja. Dzięki niej część czerwonych krwinek ma kształt takich małych sierpów, do których nie jest się w stanie podczepić zarodziec malarii. Niestety ma to swoją cenę. Kiedy wspomniana mutacja jest dziedziczona po obojgu rodzicach, jej konsekwencją może być choroba zwana anemią sierpowatą lub jedna z innych poważnych dolegliwości związanych ze zbyt wadliwą budową krwinek. Jednak te ostatnie choroby zwykle nie są śmiertelne – w odróżnieniu od malarii. Dlatego z punktu wiedzenia ewolucji korzystniej jest, kiedy część populacji odczuwa problemy związane z anemią, niż jest martwa w wyniku braku odporności na malarię.

Afryka zachodnia była swego czasu głównym źródłem niewolników, zmuszanych do pracy w koloniach zakładanych w Ameryce. W pewnych rejonach Nowego Świata występuje malarnia, a w innych nie. Jednymi z najstarszych kolonii były te zakładane przez Holendrów. Należała do nich wyspa Curacao leżąca na Morzu Karaibskim jak i kontynentalny Surinam. Na Curacao nie ma malarii, więc chorowanie na anemię nie niosło ze sobą żadnych korzyści, a jedynie problemy. Po 300 latach geny kodujące sierpowatość czerwonych krwinek zostały z tej populacji niemal całkowicie wyparte. Przetrwały jednak w Surinamie, gdzie ich posiadanie ratowało życie, bo w tym regionie – podobnie jak w Afryce zachodniej – malaria endemiczna występuje i jest śmiertelnie niebezpieczna.

W podobny sposób zachodziły też zapewne procesy dotyczące inteligencji, które w ciągu kilkuset lat mogły doprowadzić Żydów aszkenazyjskich do absolutnej dominacji w zakresie wysokości IQ. Znamienne jest to, że Aszenazyjczycy odstawiają nas (i Azjatów) o podobną odległość, o jaką my przewyższamy Afroamerykanów. Innymi słowy – gdyby ktoś na podstawie tych danych chciał dowodzić, że biali powinni dominować nad czarnymi, automatycznie powinien też chcieć, by nami zarządzali z kolei Żydzi. Ale zaraz… W sumie pewna grupa – związana choćby z Radiem Maryja – tak właśnie widzi nasz świat. A może w świetle tych badań, do których przecież Ojciec Dyrektor nie miał dostępu, należałoby sławnemu Redemptoryście pogratulować intuicji? W końcu psychologia poniekąd potwierdza to, co środowisko Radia Maryja głosi po cichu od lat.

Trzeba jednak pamiętać o pewnej fundamentalnej rzeczy. Wysokość IQ czy wytrzymałość fizyczna danej populacji to cechy oparte na prawdopodobieństwie. Jasne, że więcej jest bardzo inteligentnych Żydów niż Murzynów, ale to wcale nie wyklucza możliwości istnienia czarnego Einsteina. Idąc dalej – na pewno wśród rasistowskich szowinistów upajających się myślą o swojej wyższości nad czarnymi jest spora część takich, którzy nie dorastają do pięt inteligencją niektórym ciemnoskórym myślicielom. To tylko probabilistyka, bo od średniej wartości IQ danej populacji są przecież wyjątki wybiegające daleko w obu kierunkach.

Idąc jednak dalej, napiszę coś przewrotnego. W USA podczas przyjmowania na studia stosuje się specjalne bonusy dla osób pochodzących z mniejszości etnicznych. W efekcie zdarza się, że bardziej inteligentny kandydat (mający wyższy wynik punktowy na egzaminie) zostaje odrzucony, by zrobić miejsce Murzynowi albo Latynosowi, co dzieje się dzięki tym dodatkowym punktom. Wydawałoby się, że w efekcie obniża się poziom uczelni. Ale badania potwierdziły, że wcale tak nie jest. Istnieje jakaś dolna granica IQ, która pozwala skończyć studia i to, o ile ktoś ma wynik wyższy od tych niezbędnych 115 punktów, nie robi już istotnej różnicy dla zdawalności egzaminów, ani dla odnoszenia sukcesów w późniejszej karierze zawodowej. Wyznaczono nawet granicę, która pozwala na zdobycie nagrody Nobla. Jeśli masz iloraz wyższy od 130 – możesz startować w tych zawodach. Do czego zmierzam, dodatkowe punkty dla mniejszości wcale nie rujnują poziomu uczelni, a pozwalają zachować spójność państwa. Jedyną skuteczną drogą do utrzymania jedności kraju jest asymilacja i pewne ujednolicenie kulturowe. Gdyby na studia przyjmować tylko naprawdę najinteligentniejszych, szybko mogłoby się okazać, że Ameryka podzieli się na wysoko postawionych i wykształconych białych (no i żółtych) oraz odrzuconych, sfrustrowanych czarnych i Latynosów. Kilkadziesiąt lat takiej intelektualnej dżungli sprzyjającej jeszcze większemu rozwarstwieniu i mielibyśmy murowaną wojnę domową. Temu właśnie próbuje przeciwstawiać się rząd USA poprzez wspomniane programy wyrównywania szans. Może mało to sprawiedliwe z punktu widzenia odrzuconych białych studentów, ale z punktu widzenia interesu narodowego – całkiem zrozumiałe.

Rasa to tylko jeden z podziałów ludzkości, wcale nie najważniejszy. Jestem zdania, że warto uczciwie mówić o różnicach, nawet kiedy są niewygodne. Ale nie mamy żadnych podstaw, by na podstawie tych historycznych lub statystycznych rozbieżności dzielić współczesnych ludzi na bardziej i mniej wartościowych. A już na pewno nie mamy do tego prawa my, Europejczycy. Jesteśmy typowymi średniakami. Mamy średnią inteligencję, jesteśmy średnio wytrzymali fizycznie, a nawet mamy średniej długości fiutki – seksuologia potwierdza. Wspólne pocieszanie się (poprzez szowinistyczne poczucie wyższości), że Azjaci mają jeszcze mniejsze, nie wydaje mi się szczególnie godne dojrzałego mężczyzny.

Źródło: http://3dno.pl/przewodnik-mlodego-rasisty-3-trzy-kolory/

Autor: Adam Gabryelów

 


 

CHENRYK:

Nalezy zaznaczyc ze IQ testy sa testami bazujacymi na kulturze i technologi tych co je ukladaja. To jest fakt. Testy te zostaly wymyslone na poczatku XXw we Francji by ocenic mozliwosci uczenia sie i pomoc tym ktorzy maja problemy z wchlonienciem wiedzy. Z zalozenia wiec chodzilo o kulturowe podloze. Amerykanie zastosowali je do wszystkiego, czesto przesadzajac i to ze strasznymi skutkami. Testy IQ robione w USA na Zydach na poczatku 20-ego wieku pokazywaly ze sa duzo mniej inteligentni niz anglosasi. Amerykanie wprowadzili nawet limity na emigracje Zydow do USA co mialo tragiczne skutki gdy Hitler doszedl do wladzy. Szacowanie inteligencji jest probowane od dawna. Przed wynalezieniem IQ znane historycznie jest jak to paryscy i berlinscy naukowcy udowadniali nawzajem kto jest inteligentniejszy.

Nalezy jednak uznac, w zwiazku z tym ze technologia decyduje o rozwoju, to IQ jest w jakims stopniu wskaznikiem umiejetnosci w cywilizacji technologicznej. Brzmi to niepoprawnie politycznie ale nalezy to stwierdzic.

Wracajac do Zydow. Mozna ewolucyjnie uzasadniac ze sa podstawy do tego by byli bardziej zaawasowani niz inne rasy za wyjatkiem Arabow. Otoz cywilizacja rozpoczela sie w fertile crescent (urodzajnym polksiezycu) w Azji mniejszej (Eufrat i Tygrys). To sa ziemie zamieszkiwane przez Arabow od tysiecy lat. Zydzi tez pochodza z tamtych stron. To oznacza ze rozwojowo Arabowie i Zydzi sa tacy sami. Roznice zaczela sie jak Chrzescijanstwo stalo sie dominujaca religia w Europie, a wiec nie tak dawno. Tak sie zlozylo ze od 12 wieku, a wiec zupelni niedawno, od upadku Rzymu do dwunastego wieku Arabowie dyktowali nauke i technologie – tak zwany „dark ages” w Europie. A wiec w 12 w a byc moze do 14 wieku najbardziej rozwinieci byli Arabowie (niektorym bedzie to ciezko przelknac). Zydzi wygnani z Israela byli bardzo zle traktowani w Europie, czesto masakrowani, nie wolno im bylo nic posiadac. Jedyne co mogli zdzialac to w pozyczaniu pieniedzy i innych zawodach ktore uznawano za malo istotne albo ponizajace (karczmarze bo sie klaniali wszystkim i zawod niegodny chrzescijanina). Przesladowania Zydow mogly doprowadzic do szybszego rozwoju mozgu bo stress by przezyc byl wiekszy. Trzeba sobie jednak uswiadomic ze to co najwyzej ostatnie kilkaset lat. Logicznie to intelektualnie Zydzi i Arabowie powinni byc podobnie rozwinieci.

Teraz spojrzmy na Chiny. Chinczycy wynalezli papierowe pieniadze, restauracje, budowali zaglowce wieksze od europejskich, wynalezli proch, kompas, produkcje seryjna opanowali dwa tysiace late temu. I co na to IQ testing w USA? Wyglada ze IQ bazuje na ostatnich 50, co najwyzej 100 latach.

Tak samo jak Anglicy uznali w polowie XiX w ze sa najbardziej rozwinieci (technologiczni i cywilizacyjnie niewatpliwie byl), tak samo jak berlinczycy i paryzjanie udowadniali kto jest inteligentniejszy (II polowa XIXw) tak samo jak anglosasi w USA udowadniali ze sa nainteligentniejsi w I polowie XXw (IQ tests – Zydzi wychodzili na zupelnych niedorozwojow w tych testach), tak samo ze Zydzi sa najinteligentniejsi teraz, tak samo mozna wniskowac ze to jest politycznie motywowane. To ostatnie stwierdzenie jest chyba najblizsze prawdzie.

Artykul bazuje na popularnych medialnych doniesieniach a nie naukowych badaniach. Trzeba przyznac ze, chociaz bardzo nieumiejetnie, to jednak proponuje uznanie IQ jako forme badania rozwoju cywilizacyjno-technologicznego. Pewien problem w tym ze wiadomo jaki wynik takiego testu bedzie a wiec test jest bezuzyteczny do tego celu.

Nigdy nie powinno uzywac sie IQ do mierzenia ras z innych kulturowych rejonow czy grup zamknietych przez bariery spoleczne. Dlaczego? Test jest przygotowywany przez ludzi z okreslonej grupy spoleczno kulturowej. A w roznych grupach warunki decydujace o sukcesie czy przetrwaniu zawsze sa w pewnym stopniu inne. To jest ewolucja a nie IQ.

 

JOWISZ:

Hey! Dlaczego nie mielibyśmy jako Europejczycy, traktować wielodzietne rodziny murzyńskie bądź z muzułmańskiej kultury arabskiej, żyjące na zachodzie europy z naszych podatków jak szkodniki. Kiedy szczury w spichlerzu nadmiernie się rozmnożą i wyjadają nasze ziarno czyniąc nam stratę, pozbywamy się ich zdecydowani i ostatecznie. Dlaczego mamy stosować taryfę ulgową dla innych, byś może jeszcze bardziej drenujących nasze kieszenie i szargających nasze nerwy, wreszcie zagrażających naszemu życiu. Czy z racji bycia zwierzęciem zaliczającym się do ludzi, mamy stosować dla nich taryfę ulgową?

 

Jesli chodzi o różnice razowe ktore rozpatruja cechy fizyczne (autor powiedzieal ze nie bedzie pisal o roznicach w krwi czy inteligencji ze wzgleddu na to ze te moga sluzyc jako uzasadniene do segregacji ) polecam ksiezke pisana w latach 1950-tych „The races of man” bylo to pisane w czasach kiedy nie bylo masowej nagonki do polityczne poprawnych wypowiedzi, ale i ksiazka nie nma zadnych podstaw razistowskich – polecam. Jest w jezyku angielskim.
Arni: 
Niezły tekst, ale są pewne błędy. Nie będę wszystkich wymieniał. Chwali Ci się, że założyłeś taką stronę www, napisałeś dobry artykuł.To ocena ogólna, teraz poruszę pewne kwestie z artykułu. Po pierwsze to używasz pojęć Biali i Żydzi rozłącznie. Tymczasem Biali ze 103 IQ to Indoeuropejczycy. Żydzi też są Biali, to inna odmiana białego człowieka, są jeszcze Ugrofinowie – część ludów ugrofińskich to inna odmiana Białych, a także biali Arabowie . Po drugie przesadziłeś trochę z tymi Żydami.
Pierwszy cytat : „Afroamerykanie – 85, Latynosi – 89, biali – 103, Amerykanie azjatyckiego pochodzenia – 106, Żydzi – 113.
 Drugi cytat : „Znamienne jest to, że Aszenazyjczycy odstawiają nas (i Azjatów) o  podobną odległość, o jaką my przewyższamy Afroamerykanów. Innymi słowy – gdyby ktoś na podstawie tych danych chciał dowodzić, że biali powinni  dominować nad czarnymi, automatycznie powinien też chcieć, by nami  zarządzali z kolei Żydzi.
Policzmy, 113 – 103 = 10 , 103 – 85 = 18. Jak widać, przewaga Żydów aszkenazyjskich jest około połowę mniejsza, niż Indoeuropejczyków nad Czarnymi . Dodaj do tego, że w USA żyją Mulaci zwani Afroamerykanami, mają część genów po Białych, co podwyższa ich IQ. Prawdziwi Murzyni bez genów Białych mieli by pewnie około 80 IQ w cywilizacji Białych. Murzyni w Afryce, w swojej kulturze mają średnio 67 IQ. Ponadto są jeszcze inne odmiany Żydów już nie tak inteligentne. Czyli przewaga Żydów w IQ nad Indoeu istnieje, ale nie aż taka, żeby uzasadniać ich rządy. Tylko taka, że istnieje ich nadreprezentacja w rządach. Przykład: W społeczeństwie Żyd jest jeden na 100-u, a u władzy lub w nauce jest co 20-ty. Jest jeden minus takiego podejścia. Otóż nadreprezentacja poglądów lewicowych wśród Żydów wynikająca z prześladowań, które ich spotkały przez ok. 2000 lat bycia „mniejszością” (od wypędzenia z Palestyny przez Rzymian). Lewicowe poglądy wg mnie są szkodliwe dla kraju na ogół (deficyt patriotyzmu, ekonomiczna utopia). Czyli Żydzi tacy jak Bronisław Wildstein (Polak), Woody Allen, Albert Einstein (Amerykanie) są korzystni dla swojego kraju. Dr Środa (przypuszczam, że „mieszaniec słowiańsko-żydowski”), czy Adam Michnik wg mnie przez swoją lewicowość (integracja z UE kosztem Polski – A.M, promocja aborcji i antykoncepcji w kraju gdzie rodzi się za mało dzieci – M.Środa) głoszą w wielu sprawach szkodliwe wg mnie poglądy, Lewicowi Indoeuropejczycy też szkodzą, Miller, Oleksy, Tusk („liberał”) nie są lepsi, ich szkodliwość wynika z lewicowości (u Tuska zakamuflowanej), nie z pochodzenia. Podsumowując, jeśli chodzi o Żydów należy wg mnie stosować tolerancję, zwalczać antysemityzm, i promować patriotyczną postawę u nich. Jednocześnie należy zwalczać lewicowość u Żydów, osób takich jak dr Środa nie dopuszczać do władzy. Właściwie lewicowych Indoeuropejczyków też nie należy dopuszczać do władzy. 🙂 Rządzenie Czarnymi raczej nie ma sensu, nie należy wracać do czasów niewolnictwa, nie należy krzywdzić Czarnych. Z kolei jak Czarni mężczyźni są sprowadzeni do krajów Białych jako wolni i równouprawnieni ludzie to oni krzywdzą Białych. Przyjrzyjcie się co robią Czarni mężczyźni z Białymi w RPA. Gwałty, pobicia, kradzieże, morderstwa. Biali są oblężeni. Chcecie tego samego dla Polski ? Po trzecie to nie jesteś rasistą, tylko częściowo pasujesz do definicji.
DKC: 
A bo Słowianie nie mieli swoich kapłanów? Mieli wedyminów i wiedymy (wiedzmini i wiedzmy, od Vedy, czyli Wiedzy – patrz: religia ariów, np. ramini hinduscy i Iran). Zarzucanie przodkom, że nie trudzili się filozofią jest trochę przesadne. Zresztą, Słowianie to ta sama haplogrupa co Persowie, a więc czemu mieliby się niby gorzej od tych Persów rozwijać? W Polsce jest w sumie brak źródeł z epoki słowiańskiej, ale w zagranicznych kronikach jest tego od groma. Zupełnie nie rozumiem dosrywania Słowianom i robienia z nich dzikich debili. Może weźmiemy w końcu się za pielęgnowanie swojej wartości, bo tacy Żydzi których zginęło kilka milionów w XX wieku dziś wojują antysemityzmem, a Słowian, których w tymze wieku zginęło kilkadziesiąt milionów, można bezkarnie mieszać z 💩.

Mariusz Płuciennik

Trochę przestrzał z tymi Słowianami. W okresie formowania się państw słowiańskich które znamy dzisiaj, mieszkańcy tych terenów byli na dokładnie takim samym poziomie rozwoju jak ludy germańskie (jeszcze nie Niemcy i nie Francuzi) i ludy skandynawskie. Najwymowniej świadczy o tym m.in. fakt że nie wyparli nas z zajmowanych terenów. Podpieranie się liczbą podwójną też za bardzo nie ma sensu, bo taka konstrukcja odzwierciedla inny sposób liczenia (tak można liczyć w innym systemie niż dziesiętny. Jeszcze niedawno zacofani Anglicy dzielili 1 funta na 12 szylingów, a 1 szylinga na 12 pensów). Skandynawowie założyli a raczej zdobyli 1 (słownie: jedno) państwo ruskie (Polecam lekturę „Powieść minionych lat” – można czepiać się o detale, ale daje już jakiś obraz). Co do pisma też są wątpliwości: w każdym języku słowiańskim jest słowo „pisać”, zachodnie źródła (oczywiście oprócz niemieckich) wskazują, że Słowianie posługiwali się pismem. Zresztą pierwszy „podręcznik” cyrylicy/głagolicy wspomina o fakcie posiadania pisma przed chrystianizacją. A murowane budowle? Fakt, przyszły z zewnątrz, ale dziwne byłoby gdyby mieszkańcy „nieskończonego lasu” budowali z cegły. Co modlenia się do ognia i woła: Nikt nie modlił się do ognia. Religia prasłowiańska opiera się na założeniu że świat rządzi się pewnym porządkiem: dlatego rolą człowieka jest nieprzeszkadzanie naturze w jej „bycie”. Najbardziej znanym symbolem, a jednocześnie najwięcej mówiącym był kult drzewa – dębu. Przy czym nikt nie modlił się do drzewa: drzewo (im większe tym lepsze) symbolizowało wieczny i niezmienny porządek. Jak to mówił mój teść „nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las”. Warto w tym miejscu wspomnieć, że ludy słowiańskie przyjmując chrzest, zrobiły coś na kształt wstąpienia do UE. Skończyło się to wyplenieniem rdzennej kultury i zastąpienia jej zachodnimi wzorcami. Mówienie o jakimś skoku cywilizacyjnym jest grubą przesadą, ale historię piszą zwycięzcy. Ja wiem że jest bardzo mało źródeł, ale są coraz lepiej dostępne, więc można (nikogo nie zmuszam) zdobyć trochę wiedzy, zanim się niechcący rozpocznie „gównoburzę” w internecie

Nie twierdzę że była to jakaś zaawansowana cywilizacja, ale sąsiedzi też się raczej nie wyróżniali. Dwa: akurat struktura eksportu nie świadczy o kondycji gospodarki. Przyjmując hipotetycznie, że wyraz „słowianie” to ludzie rozumiejący słowa, a wyraz „niemcy” to ludzie nie rozumiejący słów, wypada postawić pytanie: a co oni mieli tym barbarzyńcom sprzedawać? W drugą stronę widać to wyraźniej: jak bogobojni niemcy mieli utrzymywać kontakty z jakimiś barbarzyńcami? Do tego uwarunkowania historyczne: pogan można, a nawet trzeba podbijać i nawracać, ewentualnie wytępić (przykład Prusowie). No i trzy: nie system binarny tylko inny system liczenia. Piszesz, że liczba podwójna, bo mieli dwie ręce i dwoje oczu. A w systemie dziesiętnym? Bo mieli 10 palców

Radek: 
Mariuszu, bardzo słusznie piszesz, że do dziejów Słowian praktycznie nie ma źródeł. Tzn. są ale tylko archeologiczne. A te przez prawie sto lat były interpretowane na dwa sposoby. W dużym uproszczeniu:niemieccy archeolodzy twierdzili, że Słowianie to nie liczący się zupełnie dzikusy a polscy archeolodzy, że wręcz przeciwnie. Wtedy powstały te pseudoteorie o autochtonicznym pochodzeniu Słowian. A że nie byliśmy autochtonami najlepiej świadczą o tym języki słowiańskie. Są bardzo mało zróżnicowane – czyli Słowianie jako lud podzielili się stosunkowo niedawno. I dlatego Polak z Czechem od biedy się dogada ( choć raczej Czesi rozumieją nas niż my ich). No niestety, ale historia Słowian to bardzo krótka historia na tle innych ludów Europy. W każdym razie, miej świadomość, że ta nacjonalistyczna walka archeologów niemieckich i polskich jest wciąż widoczna w całej literaturze przedmiotu. Wciąż na uniwersytetach pracują i wykładają profesorowie, którzy uczestniczyli w tym boju „o słowiańskość Biskupina” itp. Wciąż ich prace są drukowane i cytowane. Dlatego jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o początkach państwowości Słowian – musisz analizować źródła archeologiczne sam. A i to z dużą ostrożnością. Wykopaliska prowadzą często doktoranci tychże profesorów…
A system oparty na tuzinie czyli 12 to nie jest kwestia zacofania. Tak łatwiej było prowadzić handel. 12 jest podzielne przez 2,3,4,6 natomiast 10 jest podzielne tylko przez 2 i 5. Dlatego, praktycznie do XIX wieku w handlu lepiej sprawdzał się tuzin. Wiem, w dobie iphonów ciężko to zrozumieć 😉

Bohaterowie czy zdrajcy? – Leszek Żebrowski, 05.06.2010

Gwardia Ludowa jest współcześnie najbardziej powszechna w świadomości ludzi jako symbol obrony Polski. Nikt nie zdaje sobie sprawy, nikogo nie interesuje, że nazwy, nazwiska osób powiązanych z tą grupą ludzi to faktycznie mordercy, gwałciciele i złodzieje. Którzy nie są tacy fajnie jak ich malują, w zamian za jako chłopców do bicia są robieni buntownicy Armii Krajowej, którzy nie rozwiązali swoich oddziałów, przechodząc w partyzantkę, tylko dlatego że sprzeciwili się nowej władzy. Komunistycznej władzy w Polsce. Jako dowody ich rzekomych zbrodni są notki lub wypowiedzi agentów komunistycznych, lub samych byłych żołnierzy których torturowano, aby mówili kłamstwo na temat ich działań. Kolejno IPN i inne organizacje zaufały tym oświadczeniom. Mając później przeciwstawne zeznania cywilów. W końcu łatwo powiedzieć, gdy ktoś napada na drugiego, powie że jest pod dowództwem, tego lub owego. A ludzie zapamiętają, że ten który broni ludzi będzie od dziś wrogiem.

gwardia

 

Historia ma wiele luk. Prawdy w większości spraw nigdy się nie dowiemy, ale można się domyśleć, że w pewnych zeznaniach coś nie gra. Mam nadzieję że będą osoby na tyle dociekliwe że zauważą te nieścisłości.

Poniżej wykład Leszka Żebrowskiego na temat Gwardii Ludowej.

 

A tutaj o Żołnierzach Wyklętych:

Dlaczego ukrywa się nasze dzieje Polski ?

Dlaczego wymazano nasze dzieje, a uczymy się tzw pokrętnej historii dopiero od 966r…? Powód jest prosty, bowiem kto nie zna swojej przeszłości ten nie korzysta z doświadczenia i wiedzy przodków swoich i jest zmuszony do popełniana błędów. Dlatego dziś nie potrafimy rozpoznawać swój od obcego jak i również rozpoznawać i rozczytywać fałszywych ideologi, mechanizmów, systemów, które nas zniewalają. Z dobrej znajomości naszych dziejów znalibyśmy dokładnie swą własną kulturę , a wraz nią wiedzę przodków popartą doświadczeniem. A poprzez to jasne byłoby kto ma wrogie zamiary i intencje oraz jakimi metodami i sztuczkami się posługuje aby je realizować. A przede wszystkim znane byłoby swoje, a nie obce. Kultura słowiańska. Wiedza i doświadczenie przodków, tradycje słowiańskie, czym jest to dziedzictwo dla nas dziś?

Czytaj dalej

Marcus Eli Ravage – O chrześcijaństwie i Polakach

Spotkałem kolejny ciekawy artykuł o żydach oczywiście, zainspirował mnie cytat Ravage i chciałem dowiedzieć się czy ktoś przedstawił więcej treści z jego biografii Rothildów. I faktycznie jest tego dużo.

Artykuł nie jest żadnym odkryciem, ale ładnie ujawnia politykę zgodną z słowami: DZIEL i RZĄDŹ. Tak naprawdę na przestrzeni powojennej historii mamy przykłady że wszystkie unie i związki, sojusze, które u swoich podstaw wyrażały chęć jedności, ale nie unifikacji zostają z czasem całkowicie rozwalone przez ludzi którzy zamiast jednoczyć, dzielą Europejczyków.

  • Związek Radziecki – jaki by nie był, ale komunizm wyrósł z ziarna chęci współpracy w jednym bloku państwowym.. ale że władza była taka a nie inna to… sami widzieliśmy i czuliśmy że dobra ona nie jest
  • Unia Europejska – współpraca gospodarcza, pomoc w bogaceniu się innych, dorównanie cywilizacyjne innych krajów – fajnie, ale rządzenie polega na skłócanie narodów wewnątrz, propagandzie medialnej, a politycy robią swoje. Cesarzowie Europy.

W krajach gdzie dyktatura daje stabilność władzy i rządzenia, gdzie sprzeczne ze sobą narody, frakcje, religie żyły zgodnie pod jedną władzą często tyrana. Za sprawą żydów po wybuchały i fala uderzeniowa rozprzestrzenia się na świat. Najpierw były to odpryski, a teraz już jest wielką falą ludzi. Fala która uruchamia w Europie tykające bomby, bomby których dźwięk odliczania czasu zagłuszony jest przez poprawność polityczną, wybory, a wyciszane przez media.

Mówią że III Wojna Światowa będzie na tle religijnym? Ja uważam, że będzie ale na tle rasowym.

————————————————-————————————————-

Dzisiaj rano zdecydowałem się zdobyć pełniejsze tłumaczenie angielskiej wersji tekstu Ravage. Mailem zapytałem p. Marka Głogoczowskiego , specjalisty od tych spraw, czy nie byłby zainteresowany przetłumaczeniem owego żydowskiego hymnu truimfu. Miałem szczęście. Adresat był akurat przy komputerze, miał włączoną pocztę i po 10 minutach otrzymałem odpowiedź – tłumaczenie już jest, autorstwa Włodzimierza Włazińskiego.
Do odpowiedzi dołączony był ten właśnie, poniższy tekst.

————————————————-

„(…) Wy nawet nie zaczęliście oceniać głębi naszej winy.  Jesteśmy intruzami. Jesteśmy burzycielami. Jesteśmy wywrotowcami. Opanowaliśmy wasz naturalny świat, wasze ideały, wasze cele i spowodowaliśmy w tym spustoszenie. Byliśmy u źródła nie tylko Wielkiej Wojny (I W.S. przyp.WW) ale u źródła prawie wszystkich waszych wojen. Nie tylko rewolucji rosyjskiej ale prawie każdej z głównych rewolucji w waszej historii. Wnieśliśmy niezgodę,  zamieszanie i frustracje w wasze personalne i publiczne życie. W dalszym ciągu to czynimy. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak jeszcze długo będziemy to czynić.

Popatrzcie trochę wstecz i zobaczcie co się stało. 19 setek lat temu byliście niewinną bezproblemową rasą. Modliliście się do niezliczonej ilości bogów i bogiń, (…) rozważaliście misterium życia i stworzyliście podstawy naturalnej nauki i filozofii. Wasza była szlachetna, zmysłowa kultura nie naszpikowana socjalną świadomością i bez żadnego sentymentalnego kwestionowania i różnicowania ludzkiej wartości. Któż wie do jakiego wielkiego i wspaniałego osiągnięcia moglibyście dojść jeśli pozostawilibyśmy was samym sobie.

Lecz nie zostawiliśmy was w spokoju. My wzięliśmy was w ręce i ściągnęliśmy z was piękną i wspaniałą tkankę którą stworzyliście i zmieniliśmy cały kierunek waszej historii. Podbiliśmy was jak żadne z waszych imperiów nie było w stanie podporządkować sobie Afryki lub Azji. Zrobiliśmy to bez pocisków, bez krwi, bez wrzawy, bez jakiejkolwiek siły. Zrobiliśmy to wyłącznie dzięki potędze naszego ducha, idei i przy pomocy propagandy.

Zrobiliśmy z was ochoczych, nieświadomych nosicieli naszej misji dla całego świata, całego dzikiego świata i do niezliczonych jeszcze nie narodzonych przyszłych pokoleń. Niezupełnie rozumiejąc co my wam czynimy, staliście się powszechnymi agentami naszej rasowej tradycji, niosąc naszą ewangelię do niezbadanych jeszcze zakątków ziemi. Nasze plemienne prawa dały wam podstawy do wszystkich waszych świętych konstytucji i systemu prawnego. Nasze legendy i ludowe opowiadania są świętą tradycją, kołysanką dla waszych dzieci. Nasi poeci wypełnili wasze hymny i modlitewniki. Nasza narodowa historia stała się niezbędną częścią nauk dla waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, nasi mężowie stanu, nasi prorocy, nasi rycerze są waszymi bohaterami. Nasz starożytny mały kraj jest waszą Ziemią Świętą. Nasza naturalna literatura jest waszą Świętą Biblią. To co nasi ludzie myśleli i nauczali stało się nierozerwalną kanwą wplecioną w każde wasze przemówienie i tradycje tak ze nikt nie może być nazwanym wykształconym jeśli nie zna naszej rasowej spuścizny.

Żydowscy rzemieślnicy, żydowscy rybacy są waszymi nauczycielami i waszymi świętymi z niezliczonymi wyrzeźbionymi postaciami  w niezliczonych katedrach wzniesionych dla ich pamięci. Żydowska panna jest waszym ideałem macierzyństwa i kobiecości. Żydowski zbuntowany prorok jest centralną figurą w waszych religijnych modlitwach. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, odstawiliśmy waszą rasową spuściznę i zastąpiliśmy ją naszym bogiem i naszymi tradycjami. Żaden podbój w historii nie może by nawet porównywalnym z  tym czystym i sprawnym opanowaniem was!

Jak to uczyniliśmy? Nieomal przez przypadek. Prawie dwa tysiące lat temu daleko w Palestynie nasza religia zaczęła popadać w rozkład i materializm. Handlarze zawładnęli Świątynią. Zdegenerowani, samolubni kapłani skorumpowali naszych ludzi i obrastali w majątek. Potem wyłonił się młody patriota-idealista, który obiegał teren nawołując do odnowienia wiary. Nie miał on zamiaru ustanowienia nowego kościoła. Tak jak inni prorocy przed nim, jedynym jego celem było oczyścić i  rewitalizować starą wiarę. Zaatakował kapłanów i wyrzucił handlarzy ze świątyni. To spowodowało konflikt z panującymi stosunkami i jego filarami, które podtrzymywały ten stan. Władze rzymskie, które okupowały państwo, obawiając się rewolucyjnej agitacji jako politycznej akcji zmierzającej do pozbycia się ich, zaaresztowały go, przeprowadziły sąd i skazały go na śmierć przez ukrzyżowanie, co było normalną formą egzekucji w tych czasach.  Zwolennicy Jezusa z Nazaretu, głównie niewolnicy i biedni robotnicy w swoim smutku i zawiedzeniu, odwrócili się od świata i stworzyli braterstwo biernych pacyfistów. Dzielili pamięć swojego ukrzyżowanego lidera i żyjąc w komunie. Byli oni po prostu nową sektą w Judei, bez siły i przyszłości, nie pierwszą i nie ostatnią.

Dopiero po zniszczeniu Jerozolimy przez Rzymian ta nowa sekta stała się widoczna. Patriotyczny Żyd imieniem Paul lub Saul zrodził ideę powalenia rzymskich mocy przez zniszczenie dotychczasowych morale rzymskich żołnierzy przez doktrynę miłości i nie stawiania oporu, którą to głosiła mała sekta żydowskich chrześcijan. Stał się on apostołem Gentiles (Gentile – nie obraźliwa nazwa nie-Żydów w przeciwieństwie do “goim”. przyp.- ww.) który to dotychczas był jednym z najbardziej aktywnych i prześladowanym członkiem grupy. Wykonał swoją pracę tak dobrze, ze w ciągu 4 wieków wielkie imperium, które podporządkowało sobie Palestynę razem z połową świata, stało się ruiną i prawo które wyszło z Syjonu stało się oficjalną religią Rzymu.

To był początek naszej dominacji w świecie,  tylko początek.(…)

Koniec  jest jeszcze bardzo daleko. W dalszym ciągu panujemy nad wami. (…)

Czy można się dziwić że jesteście oburzeni?  Położyliśmy zaporę na wasz postęp. Narzuciliśmy wam obce księgi i obcą religię której nie możecie przełknąć i strawić, które są w poprzek waszemu duchowi, które trzymają was w wiecznym chorym wahaniu i których wasz brak ducha nie potrafi odrzucić lub przyjąć w pełni.  W pełni oczywiście wy nigdy nie przyjęliście naszego chrześcijaństwa. W waszych sercach jesteście dalej poganami. W dalszym ciągu lubicie wojny i rzeźbione sceny wojenne. Widzicie chwałę w ludzkiej nagości i jesteście dalej dumni z niej.

Wasza socjalna świadomość, mimo całej demokracji i wszystkich waszych socjalnych rewolucji jest w dalszym ciągu żenująco niedoskonała. My jedynie podzieliliśmy wasze dusze, poplątaliśmy wasze impulsy i sparaliżowaliśmy wasze pragnienia. W środku bitwy jesteście zobowiązani klęknąć przed tym, który nakazał wam nadstawić drugi policzek i który powiedział Nie opieraj się złu” i Niech będą błogosławieni czyniący pokój”.

W waszym pragnieniu zysków, nagle stajecie się zaniepokojeni przypomnieniem sobie niedzielnej szkoły i nauki nie zwracania uwagi na doczesność przyszłych dni. W waszych przemysłowych zmaganiach w których moglibyście zmiażdżyć strajk bez skrupułów  przypomina się wam nagle, że biedni są błogosławieni i że ludzie są bliźnimi w  Braterstwie Boga. Kiedy już prawie macie poddać się pokusie wasz żydowski  trening kładzie odstraszającą rękę na waszym ramieniu i odsuwa filiżankę z gorącym płynem od waszych ust.

Wy Chrześcijanie nigdy nie staliście się schrystianizowani. W tym względzie zawiedliśmy was. Zepsuliśmy jednak wam na zawsze przyjemność poganizmu.(…)

————————————————-

To tak w wielkim skrócie to co wyrażał  w swoich wielu artykułach  ponad 70 lat temu.
Zdawałoby się że już niewiele można by dodać do wywodów Marcus Ravage w czasie w którym to pisał. Minęło jednak 76 lat. Można sobie wyobrazić tryumfalny jego nastrój wyrażony w specyficznym sobie stylu gdyby pisał współcześnie. Prawdopodobnie sukcesy judaizmu, syjonizmu i żydowskiej finansjery  wprowadziłyby go ze stanu samozadowolenia w stan euforii. Wiemy chyba że taki stan nie trwa długo i zwykle, prędzej czy później jest zgubny, tym bardziej jeśli rozsadza go pycha. Omijał trochę faktów które teraz prawdopodobnie wyszłyby z niego.

Naśladując i podrabiając jego styl można by usłyszeć jakby z za grobu. – To nasi kapłani a potem rabini swoją usilna pracą wbili w głowy naszych ludzi przekonanie, że jesteśmy czymś specjalnym, nie równym innym, lepszym,  szlachetniejszym, mądrzejszym, w sumie jesteśmy wybranymi co stanowi podstawę do tego żeby odpowiednio do tego traktować innych dla swoich wyłącznie wyrachowanych korzyści. Ucząc, że nie-Żydzi  to podrzędny gatunek który można traktować jako cos w rodzaju zwierząt, sług, niewolników,  otwarli drogę do uzasadnionego tym odrębnego traktowania nie-Żydów  i  nie stosowania dla nich zasad które odnosili wobec siebie. Korzystna to była rzecz dla ich samych (kapłanów) jak i Żydów w ogóle. Także,  jedna z podstaw do uzasadniania konieczności utrzymywania czystości i ekskluzywności naszej nacji. Nasza zgubą byłaby asymilacja i wtopienie się w wasze społeczności i wasze ideały. Nasi rabini jednak dbają o to, żeby trzymać w leku przed wami swoje kahały, zarówno świeckie jak i religijne i stymulować nienawiść do was z równoczesnym ciągłym przypominaniu co i jak należy zrobić na przykładzie Amaleków
Posłużyliśmy się w tym powołaniem na Boga jako naczelnego, niepodważalnego autorytetu. Niezupełnie to był pewny sposób, (ponieważ niektóre wcześniej stosowane zawiodły) ale z braku wypróbowanych już wcześniej lepszych sposobów był to jedyny. Różnica w tym sposobie w porównaniu do wcześniejszych narzędzi jakie czyniono z Boga była  w sposobie stopniowego budowania wyobraźni Żydów o sobie samych jako całej nacji w przeciwieństwie  do  “namaszczonych”  przez samego Boga indywidualnie. Wbiliśmy w głowy Żydów, zaczynając od Kabały, poprzez wybrane elementy wiedzy z innych kultur i własne praktyczne doświadczenia element wyższości  własnej nacji, który to element jest u podstaw wszystkiego innego. Początkowo ustnie i w sekrecie nauczano swoich ludzi a w końcu w spisano to w bardziej wysublimowanej formie. Wszystko to zrobili nasi kapłani i lewici tworząc to co nazywa się teraz Starym Testamentem. Nie szkodzi, że nie ma żadnych dowodów archeologicznych na  “potężne mury Jeryha”, “potężne królestwo Izraela” i inne barwne opowiastki. Ważne, ze poczucie wyższości Żydów  nad wszystkimi innymi zostało “wytatuowana”  przede  wszystkim w umysłach Żydów. Że do tego posłużono się rożnymi opowiastkami o Bogu, prorokach, cudach i cudeńkach – porostu był to w owych  czasach najlepszy sposób przekonywania. Autorzy Starego Testamentu dobrze wiedzieli kim są, jakie narzędzie stosują, czemu ono służy, komu ono służy i w końcu jak ma służyć, co znalazło odzwierciedlenie w Talmudzie w precyzyjny sposób.

To już teraz nie kapłani, to my, Żydzi, każdy z osobna i wszyscy razem, przepojeni przekonaniem o naszej wyższości nieśliśmy ta ideę z pokolenia na pokolenie. To my, nasz geniusz czerpał ze Starego Testamentu wyselekcjonowaną w zależności od potrzeb wiedze praktycznego postępowania, zupełnie inna niż wy czerpiecie.
To już nie kapłani, to my użyliśmy was chrześcijanie do rozniesienia naszego  przekonania że jesteśmy nacja wybitna do najdalszych zakątków świata. My już nie potrzebujemy tego głosić. Przekonaliśmy was i wy to głosicie, że jesteśmy narodem, specjalnym, szczególnym, zasługującym na szczególny szacunek i ochronę, że jesteśmy stworzeni przez Boga do pełnienia wybitnych funkcji i misji. Jakie to są faktycznie misje zupełnie nie zdajecie sobie sprawy i przez jakiego Boga zostaliśmy stworzeni, ale przyznajecie to sami. Jaki to jest Bóg to my sami nie zupełnie wiemy ale my go stworzyliśmy dla naszych potrzeb. Wy macie wyobrażenie zupełnie innego Boga niż nasi kapłani stworzyli sobie i nam Żydom. Doprowadziliśmy was do tego, że już teraz dyskutujecie tylko nic nie znaczące detale waszej wiary i nie mające żadnego znaczenia  elementy naszego geniuszu. Podczas gdy niektórzy nasi ludzie zastanawiają się nad wątpliwym dalekosiężnym sensem naszych przekonań, wy nie macie już żadnych wątpliwości co do naszego statusu wybranych przez Boga.

Jak wybrniemy z tego to my tak zupełnie jeszcze nie wiemy, ale przy waszym staraniu i przy waszej naiwności jestem pewien że garstka naszych mądrych ludzi będzie was prowadzić jak byka za kółko w nozdrzach lub wytresowanego słonia tak długo jak my pozostaniemy w naszych przekonaniach. My pozostaniemy w naszych przekonaniach ponieważ są ona nam wygodne w naszych działaniach

Popatrzcie na wasz Kościół. Wasz idol którego niby słuchacie nazwał nas zdecydowanie i jednoznacznie – „plemię żmijowe”. Wielokrotnie powiedział„biada wam”, a wasz Papież nazywa nas „starszymi braćmi w wierze”. Tego żaden Żyd nie jest w stanie zrozumieć, zresztą nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie to zrozumieć.
Dobrze, przyznaje, wszyscy są dla was braćmi, mógłbym nawet z tym się zgodzić, ale wasz Papież uznaje nas za szczególnych braci, wybranych przez Boga braci których nawet nie trzeba nawracać z ich drogi. Braci,  którzy są największymi i najbardziej śmiertelnymi waszymi wrogami, którzy was niemiłosiernie i okrutnie tępią, którzy spluwają z przekleństwem na widok waszego księdza, kościoła, którzy nie ominą żadnej okazji wyproszonej w swoich modlitwach żeby nie wyrządzić wam krzywdy, krwawej, okrutnej czy bezkrwawej jeśli nie da się inaczej. Waszego Chrystusa którego niby tak cenicie w ogóle nie słuchacie i pogrążacie się  w coraz większym bałwochwalstwie, pogaństwie i degeneracji.
Czy wasz  Chrystus kiedykolwiek powiedział bądźcie z nami braćmi w wierze?
Nic nie ukazuje lepiej jego przeświadczenia niż owe straszne “biada wam”, wypowiedziane przez niego w ostatnich dniach swojego życia. Oczywiście że odnosi się to do Żydów, ale obserwując was, czasem mam wrażenie że to was dotyczy.

Przyznaje wam, macie nawet dużo racji twierdząc że jesteśmy obłudni w stosunku do was. Czasem nawet gubimy się w tym między sobą, ale jest to dla naszego żydowskiego dobra. Was natomiast nikt rozsądnie myślący nie zrozumie.
Wasz  Jezus z Nazaretu groził:
 ”Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23, 13).
“Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemie, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami” (Mt 23, 15).
“Biada wam, przewodnicy ślepi…” (Mt 23, 16).
“Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę” (Mt 23, 23).
“Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23, 24).
“Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23, 27).
„…  Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle? Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. Tak spadnie na was wszystka krew niewinna, przelana na ziemi, począwszy od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście miedzy przybytkiem a ołtarzem” (Mt 23, 29-35).

No cóż jesteśmy starszymi ale braćmi żaden Żyd was nie nazwie, chyba że rozpozna wśród was nasze geny, które tak obiecująco poszukiwaliśmy. Zawiedliśmy się i już przestaliśmy poszukiwać.

Publikując mój artykuł 76 lat temu „Century Magazine” zdawałem sobie sprawę z efektów zużytkowywania naszego geniuszu i dalszych perspektyw, co wyraziłem w tym artykule.  Obserwując teraz z za grobu przez 76 lat od czasu opublikowania tego artykułu zjawiska i sukcesy moich potomnych utwierdzam się przekonaniu o naszej genialności, sprawności  naszego działania i waszej naiwności.

Rozważcie choćby kilka swoich ostatnich dziesiątek lat i efekty waszego postępowania przy naszym zręcznym prowadzeniu was za kółko.  Zaglądnijcie do internetowego dominium paru osób które go stworzyło i którzy zdają się zauważać co zrobiliśmy z wami przy niebagatelnej pomocy masonów. Wykorzystując wasze tendencje i zbudowane przez nas wcześniej podstawy, zrobiliśmy to zaledwie w przeciągu paru dziesiątek lat. http://www.traditio.com/nos.htm
Jest to plejada dowodów z niemal wszystkich kontynentów na to co zrobiliście z wasza największą świętością – Mszą, którą nazywacie  Świętą. To tylko dziesiątki z o wiele bardziej licznych dowodów  waszego prymitywizmu religijnego i naszego geniuszu.

Wy Polacy jesteście stosunkowo oporni  naszym działaniom w sprawach religii. Nie ma w tym spisie waszego przedstawicielstwa co nie znaczy, że nie macie w tej degręgoladzie swojego „patrona”. To wy  wzbogaciliście tą plejadę najróżniejszych mszy w „Mszę Artystyczną” odprawioną parę lat temu we Wrocławiu pod patronatem waszego arcy- biskupa  Mariana Gołębiewskiego. Obnosiliście się z tym jako wasz sukces nie zdając sobie zupełnie sprawy że jest to nasz sukces i wynik dziesiątek lat naszych stopniowych prac przygotowawczych.

Byliście mężnym i mądrym narodem. Nikt was nie uczył budowania grodów warownych na wzór rzymskich, rzymskiej sztuki militarnej. Rzymskie wpływy do was nie docierały. Nie tylko rzymskie, ale ani Hannibal, ani Pyrrus Persarum Rex, ani Aleksander. Budowaliście sami swój pogański kunszt, swoje cechy, swoja kulturę, swoja sztukę militarną. Wasz Chrobry dzielnie wiódł wasz pogański naród od Bałtyku do Grodów Czerwieńskich. Germański Otto III wychowany we wpływach Rzymu podziwiał was. Krzywousty przysporzył wiele sukcesów. Miedzy innymi obronił Wrocław i pokonał  Germanów szczycących się wyższością swojej sztuki militarnej. Nie, nie swojej. Posługiwali się sztuką i techniką Rzymian. Swojej nie mieli. Któż wie do jakich wspaniałych sukcesów doszli byście gdybyśmy pozostawili was wam samym. Lecz nie, nie pozostawiliśmy was w spokoju. Przyjęliście chrześcijaństwo, to chrześcijaństwo którym rozwaliliśmy potęgę Rzymu i to chrześcijaństwo które stało się początkiem waszego końca. To chrześcijańskie idee, tak jak Rzym, zatruły waszego Krzywoustego który was podzielił co doprowadziło do tego że z królestwa i potęgi,  w krótkim czasie staliście się mało znaczącymi księstwami. Później „pozbieraliście” nieco swoje pogańskie cechy, zmieszaliście je z tym co było potrzebne z chrześcijaństwa i staliście się nawet jeszcze większa potęga w Europie, bez udziału której nic się w Europie nie działo. Sięgaliście od Bałtyku do Morza Czarnego, od Łaby po Moskwę. To wasz duch, wiedza, specyficzne cechy ugruntowywane przez wieki sprawiły, że to co osiągaliście nie było wyłącznie wynikiem militarnych akcji ale także wynikiem mądrej, przyjaznej innym, pokojowej polityki. Broniliście dzielnie Europę przed Mongołami, Turkami i w końcu, pod Wiedniem, uratowaliście Europę przed muzułmańskim zalewem.
I znowu, cóż wspaniałego mogłoby dalej wyniknąć gdyście dalej kultywowali swoje cechy i gdybyśmy pozostawili was wam samym. Lecz nie, nie pozostawiliśmy. Byliśmy już tym razem na miejscu my sami i to był początek następnego etapu waszego końca.  Odrodziliście się mimo naszych dramatycznych zabiegów po I Wojnie Światowej. W ciągi zaledwie 20 lat stworzyliście stosunkowo silne państwo. Byliście w stanie prowadzić z sukcesem w swojej obronie niemal równocześnie 6 wojen i to na samym początku swojego istnienia jako niezależne państwo, jeszcze nie skonsolidowani i naprędce zorganizowani. Odparliście kolosa w porównaniu do was – Rosje sowiecką, mając po przeciwnej, zachodniej stronie, swojego odwiecznego wroga.

Byliście zbyt ważnym terenem i  ze zbyt wielkim potencjałem żeby  pozwolić wam rozwijać się. Inwazja sowiecka której byliśmy architektami nie udała się. (Przebaczenie nie istnieje w naszym języku.)
W Bawarii zawiedliśmy, ale stworzyliśmy Hitlera co było  sukcesem rekompensującym z ogromną nadwyżką te dwa niepowodzenia.
Broniliście się dzielnie jak nikt w Europie, ale zniszczyliśmy wasz cały najlepszy potencjał biologiczny, państwowy, narodowy i gospodarczy własnymi, sowieckimi i niemieckimi rękoma.
Jakoby po drodze oczyściliśmy naszą nację z elementu który nie przynosił nam chluby. Asymilacja w Niemczech, biedota żydowska w centralnej i wschodniej Europie nie przysparzała argumentów dla propagowania idei Narodu  Wybranego.
Żydzi z środkowego wschodu  mieli już od dawna w pogardzie Żydów europejskich a szczególnie z Polski i wschodniej Europy.  Żydzi w Ameryce z odrazą patrzyli na biednych Żydów napływających z Polski i wschodniej Europy.
Popatrzcie teraz. Czy znajdziecie biednego Żyda, nawet z tych którzy przyjeżdżają do Ameryki z Rosji? Czy znajdziecie Żydówkę która pracuje jako sprzątaczka czy służąca?

Jesteście oburzeni na to, że nasza prasa obwinia was za wymordowanie w Polsce Żydów, że piszemy „Polskie obozy śmierci Żydów” (łącznie z tym w Dachau), że wymordowaliście ich  „…z pomocą Niemców” , że nasze media prześcigają się w przedstawianiu was w jak najgorszym świetle, że zabroniliśmy używania nazwy Polska w jakimkolwiek pozytywnym kontekście.

To nie jest cały tekst, tylko część, więcej znajdziecie na: https://astromaria.wordpress.com/2012/06/05/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/

oraz  https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/

Wartości pogańskie i „wartości chrześcijańskie”

Opolczyk opublikował dzisiaj kolejny artykuł, świetnie napisane porównanie wartości katolickich/chrześcijańskich/łacińskich kontra wartości słowiańskie/pogańskie.

Polecam artykuł który przedstawiam poniżej:

Wartości pogańskie i „wartości chrześcijańskie”

Jakże często słyszymy u jahwistów/krystowierców zwrot wartości chrześcijańskie. Mówią o nich przy każdej okazji, nie wyjaśniając jednak, czym owe domniemane wartości są. Dopiero przyparci do muru podają różne ich wartości. Większość z nich jest po prostu śmieszna. Mówią np. o głoszeniu i bronieniu przez nich prawdy mając na myśli różne bzdurne wymysły doktrynerów i infantylne dogmaty bazujące (albo i nie) na wyssanych z palca jewangeliach i domniemanych naukach włóczykija z Galilei. Weźmy np. dogmat odkupienia grzechów. Jest on po prostu śmieszny i naiwny – skoro obrzezany cieśla rzekomo odkupiłgrzechy, to dlaczegogrzesznicy nadal idą do piekła? A jeśli oni nadal idą do piekła to jakie i czyje grzechy ten galilejski żyd odkupił? Albo wniebowstąpienie i wniebowzięcie. Jak można fizycznym materialnym ciałem dostać się do niefizycznego, niematerialnego nieba? Tym ofiary krystowierstwa nie zawracają sobie jednak głów. Sprawia to potęga ślepej i bezrefleksyjnej wiary. Wmówiono im, że (ślepa i bezrefleksyjna) wiara w wymysły ideologów nadjordańskiej dżumy jest łaską bożą i darem bożym. I właśnie owa wiara podawana jest jako kolejna wartość chrześcijańska – jeśli wierzysz ślepo, tępo i bezrefleksyjnie w bzdurne wymysły doktrynerów jesteś obdarzonym łaską boską, a więc jesteś kimś wyróżnionym, lepszym, bardziej wartościowym, niż poganie, heretycy,niewierzący, bezbożnicy i cała reszta tego szatańskiego pomiotu. Przy czym wierzyć musisz ortodoksyjnie i nie możesz poddawać w wątpliwość nawet miejsca, w którym postawiono przecinek w dekalogu. Bo wtedy jesteś heretykiem lub niedowiarkiem skazanym na wiekuiste potępienie. Z tym wiekuistym potępieniem związany jest jeszcze inny ważny logiczny problem.

Nigdy ani jeden jahwista nie wyjaśnił mi, dlaczego – skoro żydowski Jahwe jest, jak głoszą ichprawdy wiary, nieskończenie dobry i miłosierny – nie obdarzył on wszystkich ludzi łaską wiary? A tylko niektórych. Czyżby miliardów niewierzących, heretyków, bezbożników  i innowierców nie kochał – on, taki nieskończenie dobry? I dlatego poskąpił im łaski wiary. No i jak to jest, że za jedno potknięcie (tzw. grzech śmiertelny) nawet gorliwie wierzący, jeśli nie zdąży do spowiedzi i umrze tuż przed nią, na niekończącą się wieczność idzie do piekła. Zdrowy rozsądek podpowiada przecież, że gdyby żydowsko-krystowierczy bóg był tylko zwyczajnie a nienieskończenie dobry, nigdy nikogo do piekła by nie posyłał. Każdemu dałby drugą i trzecią szansę. A on jest nieskończenie dobry i miliardy skazuje na wiekuiste potępienie. Bo nie obdarzył ich łaską wiary lub nie dał dożyć kolejnej spowiedzi. I skoro jest nieskończenie sprawiedliwy, dlaczego wybrał sobie jednych i pomagał im okradać i mordować innych? Czy owi niewybrani, okradani i mordowani z jego woli mogą takiego potwora uważać za sprawiedliwego boga?

.

jahwizm

Jakie tam jeszcze mają krystowiercyi wartości? Oczywiście – obrona wiary. Gorliwi krystowiercy w obronie wciśniętych im do głów bredni gotowi są wpędzić własny kraj w krwawą wojnę religijną czy domową (wojna trzydziestoletnia, konfederacja barska, powstanie Cristero w Meksyku), gotowi są nawet do działań terrorystycznych, zwłaszcza wtedy gdy ich wiara spleciona jest z polityką (zamachy terrorystyczne katolików z IRA czy  Basków). Gotowi są nawet wpędzić do grobu ojczyznę broniąc ich wiary. Upadek Rzeczypospolitej w XVIII wieku był tego przykładem – katolicy tak zażarcie bronili wiary (czytaj – supremacji katolicyzmu w wielowyznaniowym państwie), że doprowadzili do upadku potężną i ludną Rzeczypospolitą wielu narodów i wyznań. A winę za to do dzisiaj zwalają na innych.

Inna wartość chrześcijańska to jak wiemy obrona życia poczętego. Tyle że gdy przez wieki płonęły stosy, niejedna nieszczęsna kobieta – czarownica lub heretyczka – będąca akurat wciąży spłonęła na nich. To, że nosiła w sobie życie poczęte nie miało żadnego znaczenia – było ono diabelskim pomiotem. A podczas rzezi heretyków, w czasie wojen religijnych i krucjat także niejedna wraża heretyczka czy bezbożniczka będąca w stanie błogosławionym ginęła. Była to najbardziej radykalna forma aborcji – życie poczęte zabijano wraz z noszącą je pod sercem matką. To od niedawna w sumie krystowiery tak zawzięcie bronią życia poczętego. Nie widząc, że celowo zaciągnięto ich na fałszywą barykadę.

Nie jestem zwolennikiem aborcji, ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem narzucania przez kogokolwiek totalitarnego prawodawstwa ingerującego w tak intymne i osobiste sprawy jak ciąża. Jest wyłącznie sprawą danej kobiety i ewentualnie jej partnera czy zechce ona urodzić czy nie. Zresztą, niech kk zalegalizuje antykoncepcje to i aborcji będzie mniej.

A tak – na marginesie – w bezbożnej PRL aborcja była legalna. Mimo to w latach 1947 – 1988 ludność Polski wzrosła z 24 do 38 milionów  – czyli o 60 %. Mimo aborcji. Czy to nie daje do myślenia…?

.

Kolejną wartością chrześcijańską jest jak wiemy obrona rodziny. Tyle, że jest to  wartość przywłaszczona od pogan. Jeśli spojrzymy na jewangelie (zastrzegam się – są wyssane z palca) to stwierdzimy, że krystowierczy idol – mesjasz, zbawiciel, odkupiciel, nadjordański chrystus – był wyjątkowo antyrodzinny. Gdy np. powoływał apostołów kompletnie nie interesowało go, co bez nich poczną porzucone przez nich rodziny, a zwłaszcza starzy rodzice. Ale nie tylko to było u niego antyrodzinne. Były jeszcze gorsze sprawki. Cytuję:

.

„Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
(Mt 12:46-50)

Jak widzimy garstka obszarpańców i włóczykijów związanych z nim była dla zbawicielaważniejsza niż rodzina – matka i bracia. A gdy jednemu z uczniów sekty syna bożego zmarł ojciec, ten nie pozwolił uczniowi uczestniczyć w pogrzebie ojca:

„Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!”
(Mt 8, 21-22)

Kilka innych nauk nadjordańskiego mesjasza dotyczących rodziny, obok głoszonego przez niego hasła miłości do wrogów („Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”) było zdecydowanie wrogich rodzinie:
.
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką,synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.”
(Mt 10, 34-36)

„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.”
(Łk 14,26)

W pierwszych wiekach krystowierstwa ideałem chrześcijan byli samotnicy i eremici wyrzekający się rodzin. Rodzina nie była wtedy u krystowierców czymś ważnym – ważniejsze były gminy skupiające wyznawców galilejskiego włóczykija. To im byli oni podporządkowani. Rodzina była czymś drugorzędnym. Gdyby było to możliwe, być może krystowierstwo rodzinę by zlikwidowało. Na szczęście pogańskie z natury przywiązanie do rodzin u nawracanych owieczek, wpisane nieomal w ich geny było silniejsze i liderzy gmin oraz później kler musieli to zaakceptować. A dzisiaj stroi się kler i krystowiercy w obrońców rodziny. Choć ich idol rodziny nie uznawał, lekceważył ją i wręcz rozbijał.

Przywiązanie do rodziny, a w dalszej kolejności do rodu i plemienia było cechą i wartością typową dla pogan. Jahwiści nie mogąc tego przywiązania zwalczyć, nie będąc w stanie zastąpić rodziny gminą wyznaniową, zmuszeni byli rodzinę zaadoptować. A dzisiaj ją, w jej okaleczonym współczesnym kształcie, bronią.

No i nie zapomnijmy o obronie moralności – która też jest wartością chrześcijańską. Co można o niej powiedzieć? Naturalnie, że potępianie gender czy parad równości i popagandowego promowania zboczeń jako czegoś naturalnego, fajnego i równoprawnego jest słuszne i oczywiste. Choć szykanowanie czy wręcz prześladowanie zboczeńców za to tylko, że są zboczeńcami jest tak samo złe. A lekarstwem na gender nie może być krystowiercza pruderia, która masowo produkowała i nadal produkuje nerwice i natręctwa na tle seksualnym. Tłamszenie silnego naturalnego popędu zakazami nie wychodzi na zdrowie. O wiele lepsza jest metoda złotego środka czyli nie popadanie w skrajności. Krystowierczym obrońcom moralności mogę w tym miejscu jeszcze przypomnieć o tym, że przez wieki papieski Rzym w czasach istnienia państwa kościelnego był jednym wielkim burdelem, a wpływy z nierządu zasilały papieską kasę.
https://slowianin.wordpress.com/2012/07/20/kurewski-kosciol/

Przypominam też, że moralność narzucona zewnętrznymi nakazami czy zakazami (np. dekalogowym nie kradnij) nie czyni człowieka lepszym i bardziej szlachetnym. Z wysoce moralnym człowiekiem mamy do czynienia wtedy, gdy on sam z siebie nie kradnie, bo uważa to za coś złego i niegodziwego. Jeśli nie kradnie tylko dlatego, bo jest taki zakaz (w dekalogu czy kodeksie karnym) i on boi się popełnić grzech lub iść do więzienia, wcale nie jest on człowiekiem moralnie wartościowym. Można bowiem założyć, że gdyby te zewnętrzne zakazy zniknęły i gdyby nadarzyła mu się okazja coś ukraść – zrobiłby to.
Moralność to coś znacznie więcej niż przestrzeganie zakazów i nakazów ze strachu przed konsekwencjami ich złamania.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/03/14/psychopatologia-religii-abrahamowych-przykazanie-piate-nie-zabijaj/

Kolejną, często też przez krystowierców podawaną ich wartością jest ich przywiązanie do wiary i tradycji ojców.  Jest to oczywista bzdura. Krystowiercy są zdrajcami i renegatami Wiary/Wiedzy i tradycji naszych pogańskich przodków. Zdradzili je i ich na rzecz przywleczonej na nasze ziemie nadjordańskiej zarazy, siłą narzucanej naszym ojcom przez Chrobrych, Odnowicieli i innych renegatów. Bo dawała im wymierne korzyści – np. apodyktyczną władzę z pominięciem wiecu i starszyzny. I pozwalała im na narzucanie własnej woli przerobionym na poddanych wolnym Słowianom.

.

I to by już były w sumie chyba wszystkie wymieniane przez krystowierców wartości chrześcijańskie. Dziwi mnie, że nie wymieniają innych, znacznie bardziej widocznych ich wartości. A więc wielowiekowego fanatyzmu, nietolerancji, zapędów do nawracania kogo się da i jak się da (w przeszłości z zamiłowaniem przy użyciu siły), hipokryzji (głosili miłość bliźniego a mordowali przez wieki milionami), kołtuńskiego kultu relikwi – różnych gwoździ, desek, szmat, kości, a nawet domniemanego napletka ich idola.
http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-wstydliwa-relikwia,nId,821615

I kultu świętych, wśród których aż roi się od neurotyków, psychotyków i psychopatów, a nawet zbrodniarzy. No i wyrzeczenie się własnej kultury i tożsamości na rzecz anty-kultury rodem znad Jordanu.

Co dziwniejsze i kompletnie załgane – krystowiercy o wiele wyżej stojące kulturowo i etycznie pogaństwo słowiańskie uważają za coś godnego pogardy, za coś złego i barbarzyńskiego. Choć jest dokładnie na odwrót. W tym miejscu muszę przyznać, że i w wielu pogańskich kulturach działy się rzeczy złe. Pogański Rzym np. był tworem imperialistycznym, żył z podboju kolejnych ziem i ludów i z pracy niewolników. Ulubioną rozrywką rzymskiego motłochu i senatorów były krwawe jatki na arenach ich cyrków. Wydaje się, że wszystkie kultury pogańskie, które weszły na drogę urbanizacji, tracąc codzienny bezpośredni kontakt z Przyrodą ulegały powolnej duchowej degeneracji. Wszędzie tam, gdzie pojawiły się miasta towarzyszyło im rozbicie spójnej rodzinno-rodowej struktury społecznej na rządzących i rządzonych, bogatych i biedotę, pojawili się niewolnicy, walka o władzę, wpływy i bogactwa, podboje i kasty kapłanów żerujących na wyznawcach. Niemniej nadal istniały kultury pogańskie, żyjące w codziennym bezpośrednim kontakcie z Przyrodą, wolne od duchowej degeneracji. Do takich pogan zaliczyć śmiało można Słowian. I to właśnie o nich i ich wartościach będzie teraz mowa.

Ukrainians wearing traditional clothing dance at a campfire while celebrating Ivan Kupala Night, a traditional Slavic holiday not far from Kiev on July 6, 2009. During the celebration, originating in pagan times, people put wreaths of flowers over their head, jump over fires, and swim naked. AFP PHOTO/ SERGEI SUPINSKY

Ukraińskie święto Kupały z 6 czerwca 2009 roku koło Kijowa. PHOTO/ SERGEI SUPINSKY

U Słowian znajdziemy wiele pozytywnych cech będących przeciwieństwem krystowierstwa (i współczesnej demokratury parlamentarnej).

Stosunek do Matki Ziemi
.

Dla Słowian była ona Boginią. Czcili ją i szanowali. Wiemy dzisiaj, że każdy atom naszego ciała otrzymujemy od niej pośrednio lub bezpośrednio. Jest rzeczywiście naszą Matką. I to Ona nas żywi i jest naszym domem. Jahwizm zdegradował Ją do przedmiotu, który należy czynić sobie poddanym.

Stosunek do Przyrody i miejsce człowieka w niej

Słowianie żyli na łonie Przyrody w codzienynm bezpośrednim kontakcie z Nią. Naturalnie i oni byli zmuszeni np. karczować lasy gdy ludzi przybywało i potrzebne były większe pola uprawne. Ale nigdy nie karczowali więcej niż potrzebowali, nie wycinali drzew na handel, z chęci zysku. Przede wszystkim nie czuli się panami Przyrody, nie chcieli nad nią panować. Wiedzieli, że są jej integralną częścią. Jahwizm postawił człowieka ponad Przyrodą (panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi). Bezwzględna eksploatacja Przyrody u Słowian była nie do pomyślenia. U wyznawców religii abrahamowych była niejako zaprogramowana w biblijnych nakazach. Przecież mieli czynić Ziemię sobie poddaną i panować nad Przyrodą. To co obserwujemy od czasu rewolucji przemysłowejzapoczątkowanej w krajach chrześcijańskich jest bezmyślnym dewastowaniem Przyrody (i Matki Ziemi). Zabrakło niestety pogańskiego ducha. A żądza zysku zaślepiła i odebrała krystowiercom resztki rozumu. Jeśli Przyrodę przyrównamy do żywego organizmu to Słowianie byli  jedną z jego komórek. Jahwiści okazali się nowotworem złośliwym.

Wiara/Wiedza

Nie jest przypadkiem, że u Słowian nie było ortodoksyjnej i jedynie słusznej wykładni prawd wiary. Ich Wiara/Wiedza pochodziła z obserwacji Przyrody i kontaktów z duchami przodków. Tak tak – Słowianie to potrafili, choć naturalnie nie wszyscy. Zdobywaną i powoli poszerzaną Wiarę/Wiedzę przekazywali sobie ustnie z pokolenia na pokolenie. Jedni rozumieli ją lepiej, inni gorzej, ale nie było przymusu pojmowania jej w jedyny jedynie dopuszczalny sposób. Czymś normalnym i naturalnym był indywidualny stosunek do Wiary/Wiedzy, zależny od indywidualnego stopnia duchowego rozwoju, predyspozycji i inteligencji. Naturalnie wszystkich wychowywano w duchu szacunku do własnych bogów i tradycji, ale nikogo nie zmuszano do ślepej wiary w wymyślone przez innych absurdalne dogmaty.

W tym miejscu na marginesie jeszcze jedna uwaga – wprawdzie w panteonie Słowian też znajdowali się bogowie niekiedy gniewni, ponadto zaświaty w ich wyobrażeniach zasiedlały różne złośliwe istoty, duchy i duszki, ale wszystkie one razem wzięte mściwością, krwiożerczością i zwyrodnialstwem nie dorównywali biblijnemu Jahwe. Nie było u Słowian boga, bóstwa czy demona, który zapędzałby ich do masowych rzezi i czystek etnicznych. Co było jednym z ulubionych zajęć biblijnego Jahwe.
http://welesowy-jar.fm.interiowo.pl/panteon_slowianski.htm
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/

.

Słowianie przy tym nie patrzyli na otaczający ich świat ze ślepym idealizmem. Nie nazywali go rajem, widzieli niszczycielskie siły Przyrody, doświadczali klęsk głodu, powodzi, pożarów, cierpieli od chorób, widzieli toczoną w Naturze walkę o przeżycie i towarzyszącą jej na każdym kroku śmierć. Stąd w ich panteonie obok Sił dobrych, życiodajnych, były Siły złe. Ale nigdy nie wymyślili jedynego nieskończenie dobrego boga, który nudę wiecznego istnienia urozmaica sobie zsyłaniem dopustów i kar na grzeszników. Ale i na gorliwie wierzących, chcąc sprawdzić, jak gorliwie wierzą i czy mu ślepo i wiernie służą i są mu posłuszni.

.

Rodzina i ród

Rodzina była fundamentem struktury społecznej u Słowian. Nad nią stał ród. Rody tworzyły plemiona. Związki rodzinne były bardzo silne. Nieznana była rodzina w okaleczonym współczesnym jej kształcie – ojciec, matka i dzieci żyjące w oderwaniu od reszty rodziny, często rozrzuconej po całej Polsce czy świecie. U Słowian pod jednym dachem żyło kilka pokoleń – dziadowie, rodzice, dzieci, wnuki. To była prawdziwa rodzina – a nie ta dzisiejsza, szczątkowa, okaleczona.
Wielopokoleniowa rodzina żyjąca razem była pogańską wartością Słowiańszczyzny. Dzięki niej Słowian cechowało poczucie wspólnoty. Spory i kłótnie pomiędzy rodzeństwem o mieszkanie i graty po zmarłych rodzicach mieszkających oddzielnie i samotnie, jakie dzisiaj spotykamy na codzień, także wśród wierzących, były u Słowian nieznane. Więcej – były wręcz niemożliwe.

.

Szacunek do przodków i własnej kultury i tożsamości

Sama pamięć o przodkach i okazywany im szacunek  podczas obrzędów zwanych Dziadami, jakie miały miejsce kilka razy w roku, gwarantowały szacunek do przekazanej przez nich z pokolenia na pokolenie tradycji. A to stanowiło o ciągłości kultury i trwaniu przy własnej tożsamości. Ten szacunek dla przodków i wynikające z niego trwanie przy własnej kulturze było dla krystowierstwa twardym orzechem do zgryzienia. Wykorzenić pamięci o zmarłych przodkach nie dało się. Użyto więc podstępu – wprowadzono święto wszystkich świętych, który poprzedzał o jeden dzień pogańskie w sumie zaduszki. Chodziło w tej manipulacji o to, abyświęci byli czczeni najpierw i bardziej uroczyście, a przez to aby byli ważniejsi niż przodkowie. Bo jeśli będą ważniejsi to i anty-kultura jaką prezentują będzie ważniejsza niż tradycja przodków. Dodatkowo owieczkom wmawiano, że osiągnięcie zbawienia jest najważniejszym jeśli nie jedynym celem życia, należy więc naśladować świętych, aby dostać się do nieba. I tak święci i ich anty-kultura zajęli miejsce przodków i ich tradycję i kulturę. Dzisiaj krystowiery idąc 1 listopada na cmentarze, choć kwiaty i znicze składają na grobach członków rodziny, świętują tego dniawszystkich świętych, których krystowierstwo stawia za wzory do naśladowania. Zaduszki czyli pamięć o zmarłych członkach własnej rodziny są następnego dnia. Wymowa jest oczywista –święci i ich wzorce mają być dla krystowiercy ważniejsze niż przodkowie i ich przedżydowska kultura. O niej zresztą krystowiercy najczęściej nie wiedzą kompletnie nic i identyfikują się z ich nadjordańską dżumą. Nie mają pojęcia, że jest ona morderczynią ich własnej kultury i tożsamości. Zostali kulturowo i tożsamościowo ograbieni przez obcą anty-kulturę i sztuczną tożsamość; są kulturowo pogrążeni w całkowitej amnezji.
Same zaduszki, choć mają rodowód pogański w niczym nie przypominają pogańskich Dziadów. Idzie się na cmentarz, poprawia kwiaty z dnia poprzedniego, zapala nowe znicze, klepie się zdrowaśkę, ojczenasz i wiecznyodpoczynekraczimdaćpanie (zwyczajowe żebranie o zmiłowanie u nieskończenie miłosiernego) – i to wszystko. A gdzie uczty, tańce, śpiewy i opowieści przy ognisku o tym jak drzewiej bywało?

.

Poczucie wspólnoty

Słowian od kołyski wychowywano do życia wspólnotowego i pracy na rzecz wspólnoty. Egoizm, sobkostwo były u nich niemile widziane i nie przysparzały egoistom (tacy niestety też się zdarzali) miru. Wspólnotowość Słowian nie oznaczała rezygnacj z własnego ja. U Słowian dobro wspólnoty i własny interes nie były ze sobą sprzeczne. Wręcz przeciwnie – życie u Słowian zorganizowane było tak, że jeśli wspólnocie dobrze się powodziło, korzystał na tym każdy członek wspólnoty. Jeśli wspólnota cierpiała, dotykało to każdego. Dlatego praca na rzecz dobra wspólnoty była u Słowian czymś jak najbardziej normalnym i oczywistym. Ale dzięki tej wspólnotowości, jeśli ktoś popadał w kłopoty, nie pozostawał sam, bez pomocy ze strony innych.

Krystowierstwo także było wspólnotą, ale jakże inną. Na czele amorficznego nowego narodu wybranego stał kler narzucający swoją wolę i kierujący się żądzą władzy i bogactwa. Dobro i interesy owieczek, zwłaszcza prostego ludu, nie liczyły się. Ważna była chwała kościoła czyli po prostu potęga kleru. Owieczki miały obowiązek ślepo wierzyć, ślepo słuchać, utrzymywać kler i ginąć za wiarę. Praw nie posiadały żadnych. Potęgę kościoła zbudowano nie tylko na wyłudzanych przywilejach, na fałszerstwach dokumentów o nadaniach i przywilejach, nie tylko na krwi pogan, heretyków i bezbożników, ale także na krwi, pocie i łzach miażdżonych kościelnym kołem historii owieczek.

Obecnie na zachodzie przy panującym uwiądzie krystowierstwa propagowany jest kult indywidualizmu, czyli po prostu egoizmu zwanego (indywidualnym) sukcesem. Wyścig szczurów, do jakiego zapędzono mieszkańców zachodu, rozbija wszystkie więzy społeczne. Wszak rozbitym, zatomizowanym stadem ludzi łatwiej jest rządzić i manipulować. A sam wyścig szczurów nie ma mety. Wszystkie szczury zdechną pędząc do niej, nigdy jej jednak nie osiągając. Bo jej po prostu nie ma.

Tu jeszcze ciekawostka – krystowiercy reklamują od jakigoś czasu personalizm odcinając się w ten sposob m.in. od (lewicowego) kolektywizmu (i tzw. liberalnego indywidualizmu). Nie jest przypadkiem, że ten nurt pojawił się u katolików w I połowie XX wieku. Wyzwaniem dlakrystowierczego kolektywizmu był kolektywizm głoszony przez marksistów, leninistów, stalinistów i innych lewicowych ideologów. Klerowi w czasach PRL nie w smak były paralele kolektywizmu w Bloku Wschodnim i w kościele. A takie widoczne były gołym okiem: papież – I sekretarz KC KPZR, prymas – I sekretarz PZPR, episkopat – Komitet Centralny PZPR, biskupi – sekretarze wojewódzcy, proboszcze – sekretarze komitetów miejskich i zakładowych, wierni – szeregowi członkowie partii (jedni i drudzy pozbawieni prawa głosu), nauka kościoła – marksizm/leninizm (jednakowo dogmatyczne i jednakowo jedynie prawdziwe), biblia – „Kapitał” Marksa. Personalizmu krystowierców ma nie tylko negować istnienie kolektywizmu w kk i nie tylko ma rzekomo stawiać osobę człowieka w centrum badań filozoficznych (choć ta osoba człowieka nadal jest owieczą w amorficznym stadzie/kolektywie wiernych i nadal ma obowiązek ślepo wierzyć i być posłuszną naukom kk), ale także ma ukazywać katolicyzm jako religię gwarantującą rzekomo osobową więź owieczki z żydowskim Jahwe i jego domniemanym synalkiem – włóczykijem z Galilei – zbawicielem i odkupicielem (zbawia on z rozumu i rozsądku i odkupuje nie wiadomo czyje grzechy, bo piekło na grzeszników nadal czeka). Tylko – po co wymyślać osobową więź osoby człowieka z żydowskimi bogami (jest ich co najmniej dwóch – ojciec i syn – jakiś taki śmieszny i nie całkiem monoteistyczny jest ten krystowierczy monoteizm). Nadal przecież obowiązuje w kk doktryna – bez kościoła nie ma zbawienia. Cóż da owieczce więc osobowa więź? I tak może pójść do piekła, mimo osobowej więzi i grzechów odkupienia. Bo bez kk nie ma zbawienia. Samo zaś odżegnywanie się od kolektywizmu u katolików jest jeszcze z innego powodu groteskowe – wystarczy obejrzeć ich procesje, a jeszcze lepiej ich gusła zwane mszą św. Jak wymusztrowany kolektyw jednocześnie wstają, siadają, klękają, znów wstają czy siadają, znów klękają. I chórem odpowiadają wykute na blachę formułki. Msza po mszy, dzień w dzień, tydzień w tydzień, rok w rok – w kółko to samo. Aż do śmierci. Gdzie w tym kolektywnym wstawaniu, klękaniu i odpowiadaniu wykutymi na pamięć formułkami jest jeszcze miejsce napersonalizm?

Samowładztwo i autonomia lokalnych wspólnot

U Słowian spotykane były dwie główne formy organizacji plemiennej – niektóre plemiona wybierały sobie na wiecach księcia/kniazia. Inne obywały się bez niego. Niemniej jedne i drugie cechowało samowładztwo i autonomia lokalnych wspólnot (osad, wsi). Książe u Słowian nie sprawował apodyktycznej władzy, nie miał prawa narzucać swej woli niezgodnej w wolą wieców, starszyzny i sprzecznej z tradycją i zwyczajami. W każdej chwili mógł zostać przez wiec odwołany. Jedynie w wypadku wojny miał szersze uprawnienia. Na codzień u Słowian (z kniaziem czy bez niego) wspólnotami kierowała starszyzna rodowa i plemienna  – ludzie doświadczeni i cieszący się mirem i uznaniem. O najważniejszych sprawach decydował wiec. Lokalnym wspólnotom (wsiom, osadom) nikt z zewnątrz nigdy nie narzucał swej woli. Rządziły się one same i tylko one decydowały o ich życiu codziennym. Potwierdzenie tego znajdziemy w starych kronikach – np. u Prokopiusza (VI wiek n.e):

„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”

Krystowierstwo, a zwłaszcza kk wytworzył scentralizowany, apodyktyczny i autokratyczny system władzy. Do dzisiaj kościół katolicki ma feudalną strukturę z nieomylnym papieżem na czele. Podlegają mu kardynałowie i biskupi, im podlega niższy kler. A jemu podlegają wierni. Nie mają oni praktycznie nic do powiedzenia. Kościół narzuca im swoje nauki strasząc ich co rusz potępieniem i gniewem bożym nieskończenie dobrego i ingeruje w najbardziej nawet intymne i prywatne ich sfery życia. Wierni są duchowymi niewolnikami kleru, nauk kk i dogmatów.
Niestety także współczesny system polityczny zachodu (demokratura parlamentarna) imitujący wolność i demokrację jest zniewoleniem. Nikt nas nie pyta, czy godzimy się na udział polskiego wojska w bandyckich wojnach i okupacjach, czy zgadzamy się na używanie obcych służb mundurowych na terenie Polski do np. pacyfikacji ludności, czy chcemy żreć GMO i czy chcemy przymusowych szczepień. Głoszona propagandowo wolność jest fikcją – jesteśmy niewolnikami systemu służącego globalnej lichwie.

 

Umiłowanie wolności

Wprawdzie u schyłku pogaństwa u Słowian, wraz z krystowierstem pojawiło się niewolnictwo, jednakże wcześniej było ono u Słowian nieznane. Sami kochali wolność i dlatego nie niewolili innych. Nawet z jeńców wojennych nie robiono niewolników.

„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
Pseudo-Maurycjusz (VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

Krystowierstwo nie potępiało i nie odrzuciło niewolnictwa panującego w Rzymie. Ale nie ma się czemu dziwić. Nawet tzw. Nowy Testament (a więc objawione słowo boże) akceptowało niewolnictwo i  nakazywało wręcz niewolnikom ślepe posłuszeństwo swoim panom.

„Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się [prawdziwego] Pana.”
http://biblia.pismo-swiete.pl/niewolnictwo.html

.

Niewolnicy mieli naturalnie zabiegać ich posłuszeństwem o królestwo niebieskie. A tzw. święte Oficjum jeszcze w roku 1866 stwierdziło oficjalnie w deklaracji, że niewolnictwo jako takie „nie jest sprzeczne z prawem naturalnym”. Wytworzyło też krystowierstwo własną formę qusi-niewolnictwa – system pańszczyźniany, z przywiązaniem chłopa do pana/biskupa/klasztoru i pozbawieniem go praktycznie wszystkich praw.

Akceptacja niewolnictwa przez krystowierców miała korzenie w żydowskim tzw. Starym Testamencie w pełni propagującym niewolnictwo jako coś normalnego i naturalnego, istniejącego z woli nieskończenie sprawiedliwego. Który nie widział nic niesprawiedliwego w tym, że niektórzy potomkowie Adama i Ewy, stworzonych wg biblii przez niego na jego własne podobieństwo są niewolnikami, a inni ich panami. Zaiste niezwykła jest nieskończona sprawiedliwość i dobroć nieskończenie sprawiedliwego i dobrego.
http://ateista.pl/archive/index.php?thread-3625.html
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6009
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,581

.

Krystowiercy wszelkich odprysków w przeróżny sposób starają się bronić Jahwe i pisma świętego w sprawie akceptacji w nim niewolnictwa. A więc twierdzą np. że niewolnictwo istniało już wcześniej (co się zgadza) i dlatego nieskończenie miłosierny je tolerował, akceptował i zainstalował także w narodzie wybranym – co jest już bzdurą. Mógł przecież wielokrotnie, choćby i w dekalogu, po prostu zakazać niewolnictwa. I wtedy wyznawcy musieliby go słuchać. Bo kary za nieposłuszeństwo w Starym Testamencie były okrutne, surowe i często natychmiastowe. Wymierzane bądź osobiście przez nieskończenie miłosiernego, bądź na jego rozkaz przez np. pobratymców lub dzikie zwierzęta.

https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/

Ale jak widać niewolnictwo nie było niczym złym w oczach nieskończenie sprawiedliwego.
.
Tolerancja
.

Nigdy w ani jednej kronice nie znalazłem ani jednej informacji mówiącej o tym, że Słowianie kogokolwiek nawracali (a już tym bardziej na siłę), że napadali na sąsiadów z zamiaremnawracania napadniętych, a tym bardziej nie znalazłem najmniejszej choćby wzmianki o jednej choćby wojnie religijnej toczonej przez Słowian. Nie było u nich też nigdy instytucji odpowiadającej inkwizycji i tropiącej herezję, odstępstwo od wiary czy powątpiewanie w ten czy inny dogmat (to ostatnie było niemożliwe z braku istnienia dogmatów). Dzieje krystianizmu, od kiedy tylko zagościło na pałacach i dorwało się do władzy, było pasmem wielowiekowego stosowania siły w nawracaniu jak i ściganiu i tępieniu jakiegokolwiek nonkonformizmu i prób samodzielnego myślenia odbiegającego choćby odrobinę od obowiązującej ortodoksji. Jedynie tam, gdzie kler nie miał zaplecza w postaci władcy-krystowiercy wspierającego instytucję kościoła, nie stosował siły – z tej prostej przyczyny, że nie miał takiej możliwości. Natomiast na terenach, które były pod totalnym panowaniem rzymskiej szubienicy rzekami lała się krew prześladowanych pogan, heretyków i bezbożników. Dzisiaj zaś krystowierstwo stroi się w piórka obrońcy praw człowieka, w tym prawa do wolności sumienia i religii – zwłaszcza dla krystowierców w krajach islamu, w Chinach i Indiach. To, że samo przez prawie dwa tysiąclecia fanatycznie zwalczało wolność sumienia i wyznania próbuje pokryć mgłą zapomnienia. Albo zasłania się słuszną obroną prawdy.

Uczciwość

Słowianie byli ludem uczciwym. Potwierdzają to nawet krystowiercze kroniki:

“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
(Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha)

Krystowiercy (i żydzi) chwalą się, że to ich nadjordańska dżuma, pod postacią dekalogu, dała ludzkości pierwszy uniwersalny system moralny. Ignorują przy tym kilka oczywistych faktów.

– Mimo np. przykazania nie będziesz zabijał biblia pełna jest okrutnych rzezi i masowych czystek etnicznych dokonywanych z pomocą a nawet na polecenie i z udziałem żydowskiego Jahwe –  już po wręczęniu Mojżeszowi dekalogu z przykazaniem – nie będziesz zabijał. Można i należy postawić więc pytanie – po co była cała ta farsa z dekalogiem i przykazaniami, jeśli Jahwe najpierw je daje, a następnie zagania wyznawców do łamania niektórych z nich? Czy na tym polega moralność?

– Zakazy i nakazy nie czynią człowieka lepszym. Jeśli ktoś nie kradnie ze strachu przed sankcjami (np. piekło lub więzienie) za kradzież , nie jest człowiekiem bardziej wartościowym z punktu widzenia etyki.

– Słowianie, dokąd byli poganami i nie znali dekalogu, nie znali złodziejstwa i nieuczciwości. Rozpleniło się ono wśród nich po ich nawróceniu, kiedy to ze Słowian stali się krystowiercami – duchowymi Żydami. I przy okazji złodziejami i ludźmi nieuczciwymi (na szczęście nie wszyscy).

Solidarność wspólnotowa i brak nędzy

Bez wątpienia wśród Słowian istniały różnice majątkowe. Jednakże były one w sumie nieznaczne. Na pewno nie było u nich niezmierzonego bogactwa obok nędzy. Słowiańszczyzna nie znała czegoś takiego jak żebracy.

„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w

Każda wspólnota dbała o to, aby wszystkim jej członkom nie brakowało środków do życia. Była to wspólnotowa solidarność. Krystowierstwo nie znało jej, było wręcz jej zaprzeczeniem. I gdy pojawiły się u Słowian krystowierstwo, kler i jedynie prawdziwa wiara, pojawili się nagle żebracy oraz rzesze biedoty obok garstki bogaczy i możnowładców (świeckich i „duchownych”).

Obecnie na zachodzie widzimy narastające powoli podobne zjawisko – coraz mniej liczną elitę obrzydliwie bogatych i coraz większy margines biedy, nędzy, beznadziei i bezdomności. To podobieństwo nikogo nie powinno dziwić. Wszak krystowierstwo i współczesny zachodni kapitalizm oraz globalizm mają jeden wspólny mianownik – ich prekursorzy to przedstawiciele biblijnego narodu wybranego.

.

Afirmacja życia

Była jedną z cech najjaskrawiej odróżniającą Słowian od krystowierców. Słowianie kochali życie i cieszyli się nim. Nie zamartwiali się troską o wyssane z palca zbawienie. Nie paraliżował ich strach przed wyssanym z palca wiekuistym potępieniem. Kochali życie nawet mimo tego, że było ono często znojne i cechowała je latem ciężka praca mająca zapewnić wystarczającą ilość żywności na długie miesiące zimy i przednówka. Kochali życie mimo różnych kataklizmów i klęsk naturalnych nawiedzających ich tereny. Nie gasiło to wszystko radości z życia u Słowian i dlatego w ich kalendarzu aż roiło się od świąt, a niektóre z nich, jak choćby witanie wiosny trwały tygodniami. Wszystkim świętom i obrzędom towarzyszyły u Słowian uczty, tańce i śpiewy. Nie było u nich ani jednego święta ponurego, pokutnego. Ani jeden słowiański bóg nie wymagał od Słowian umartwiania się, pokuty, cierpiętnictwa, wyrzeczeń. Nie wisiał nad nimi nieustanny topór kary bożej i gniewu bożego, które można było powstrzymać ślepym posłuszeństwem, ślepą wiarą, postami i wyrzeczeniami. Nie było umartwiania się bogom ku upodobaniu. Nie było kultu wisielca i katowskiego narzędzia. Nikt nie kaleczył ich psychiki strachem przed piekłem i nie zatruwał im radości życia poczuciem winy za śmierć galilejskiego włóczykija (to za twoje grzechy pan Jezus umarł na krzyżu).

Tutaj jeszcze ciekawostka – u Słowian, choć kochali życie, nie było tak panicznego lęku przed śmiercią, jaki często spotykamy u krystowierców. Oni wiedzieli, że śmierć jest przejściem do Nawii i połączeniem się tam z przodkami. Dla gorliwych krystowierców życie samo w sobie nie ma specjalnej wartości – liczy się tylko jako uciążliwa i trudna droga do osiągnięcia zbawienia. I choć wierzą oni (a przynajmniej mówią, że wierzą) w życie wieczne, mocno rozpowszechniony jest wśród nich paniczny strach przed śmiercią. Skąd się ten strach bierze? Ano stąd, że każdy jawista/krystowierstwa podświadomie boi się pójścia do piekła. Bo choć ich bóg jest jak wiemy nieskończenie dobry to jednak znacznie łatwiej jest u niego wylądować w piekle niż w niebie. No i stąd ten paniczny strach przed śmiercią i ewentualnym po niej piekłem, zatruwający im radość z życia. Niejeden z gorliwie wierzących krystowierców całe życie zmarnował umartwiając się na ochotnika, zadając sobie na okrągło pokuty, odmawiając sobie wszelkich radości życia. Tylko po to, aby u nieskończenie miłosiernego wyżebrać zbawienie. A przynajmniej czyściec.

Tak działa wtłoczony do ludzkiej psychiki strach przed wiekuistym potępieniem przez nieskończenie miłosiernego. Zabija radość życia.

I tu można już zakończyć porównanie wartości pogańskich z „wartościami chrześcijańskimi”.

Krystowiercy uważają ich nadjordańskie wymysły nie tylko za jedynie prawdziwą, ale także za najwspanialszą religię. Choć żadna inna nie przyniosła ludzkości tylu cierpień, prześladowań, przelanej krwi, ucisku, wyzysku i okaleczonych strachem ludzkich psychik. Jej spustoszenie sieje ona i dzisiaj. Choć jej wpływy na szczęście maleją.

Odrzucenie tej kaleczącej psychikę ludzi zbrodniczej, antyludzkiej, antyhumanitarnej i antyhumanistycznej ideologii zrodzonej nad Jordanem (niedawno pewien katolik w dyskusji mailowej pisał, że wartości humanistyczne wywodzą się z katolicyzmu – czysty obłęd)  jest pierwszym krokiem na drodze do duchowej wolności. A aby świat stał się normalny, musi odrzucić wszystkie religie abrahamowe i wszystkie inne szkodliwe wymysły żydowskie (banksteryzm, globalizm, poprawność polityczną) jako dżumy duchowe ludzkości.

Tylko świat zbudowany na wartościach pogańskich panujących u Słowian przed najazdem rzymskiej szubienicy może stać się światem lepszym i bardziej sprawiedliwym, wolnym od fanatyzmu, nietolerancji, nierówności, biedy i nienawiści.

.
.
opolczyk

https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/