Archiwa tagu: kultura

Wartości pogańskie i „wartości chrześcijańskie”

Opolczyk opublikował dzisiaj kolejny artykuł, świetnie napisane porównanie wartości katolickich/chrześcijańskich/łacińskich kontra wartości słowiańskie/pogańskie.

Polecam artykuł który przedstawiam poniżej:

Wartości pogańskie i „wartości chrześcijańskie”

Jakże często słyszymy u jahwistów/krystowierców zwrot wartości chrześcijańskie. Mówią o nich przy każdej okazji, nie wyjaśniając jednak, czym owe domniemane wartości są. Dopiero przyparci do muru podają różne ich wartości. Większość z nich jest po prostu śmieszna. Mówią np. o głoszeniu i bronieniu przez nich prawdy mając na myśli różne bzdurne wymysły doktrynerów i infantylne dogmaty bazujące (albo i nie) na wyssanych z palca jewangeliach i domniemanych naukach włóczykija z Galilei. Weźmy np. dogmat odkupienia grzechów. Jest on po prostu śmieszny i naiwny – skoro obrzezany cieśla rzekomo odkupiłgrzechy, to dlaczegogrzesznicy nadal idą do piekła? A jeśli oni nadal idą do piekła to jakie i czyje grzechy ten galilejski żyd odkupił? Albo wniebowstąpienie i wniebowzięcie. Jak można fizycznym materialnym ciałem dostać się do niefizycznego, niematerialnego nieba? Tym ofiary krystowierstwa nie zawracają sobie jednak głów. Sprawia to potęga ślepej i bezrefleksyjnej wiary. Wmówiono im, że (ślepa i bezrefleksyjna) wiara w wymysły ideologów nadjordańskiej dżumy jest łaską bożą i darem bożym. I właśnie owa wiara podawana jest jako kolejna wartość chrześcijańska – jeśli wierzysz ślepo, tępo i bezrefleksyjnie w bzdurne wymysły doktrynerów jesteś obdarzonym łaską boską, a więc jesteś kimś wyróżnionym, lepszym, bardziej wartościowym, niż poganie, heretycy,niewierzący, bezbożnicy i cała reszta tego szatańskiego pomiotu. Przy czym wierzyć musisz ortodoksyjnie i nie możesz poddawać w wątpliwość nawet miejsca, w którym postawiono przecinek w dekalogu. Bo wtedy jesteś heretykiem lub niedowiarkiem skazanym na wiekuiste potępienie. Z tym wiekuistym potępieniem związany jest jeszcze inny ważny logiczny problem.

Nigdy ani jeden jahwista nie wyjaśnił mi, dlaczego – skoro żydowski Jahwe jest, jak głoszą ichprawdy wiary, nieskończenie dobry i miłosierny – nie obdarzył on wszystkich ludzi łaską wiary? A tylko niektórych. Czyżby miliardów niewierzących, heretyków, bezbożników  i innowierców nie kochał – on, taki nieskończenie dobry? I dlatego poskąpił im łaski wiary. No i jak to jest, że za jedno potknięcie (tzw. grzech śmiertelny) nawet gorliwie wierzący, jeśli nie zdąży do spowiedzi i umrze tuż przed nią, na niekończącą się wieczność idzie do piekła. Zdrowy rozsądek podpowiada przecież, że gdyby żydowsko-krystowierczy bóg był tylko zwyczajnie a nienieskończenie dobry, nigdy nikogo do piekła by nie posyłał. Każdemu dałby drugą i trzecią szansę. A on jest nieskończenie dobry i miliardy skazuje na wiekuiste potępienie. Bo nie obdarzył ich łaską wiary lub nie dał dożyć kolejnej spowiedzi. I skoro jest nieskończenie sprawiedliwy, dlaczego wybrał sobie jednych i pomagał im okradać i mordować innych? Czy owi niewybrani, okradani i mordowani z jego woli mogą takiego potwora uważać za sprawiedliwego boga?

.

jahwizm

Jakie tam jeszcze mają krystowiercyi wartości? Oczywiście – obrona wiary. Gorliwi krystowiercy w obronie wciśniętych im do głów bredni gotowi są wpędzić własny kraj w krwawą wojnę religijną czy domową (wojna trzydziestoletnia, konfederacja barska, powstanie Cristero w Meksyku), gotowi są nawet do działań terrorystycznych, zwłaszcza wtedy gdy ich wiara spleciona jest z polityką (zamachy terrorystyczne katolików z IRA czy  Basków). Gotowi są nawet wpędzić do grobu ojczyznę broniąc ich wiary. Upadek Rzeczypospolitej w XVIII wieku był tego przykładem – katolicy tak zażarcie bronili wiary (czytaj – supremacji katolicyzmu w wielowyznaniowym państwie), że doprowadzili do upadku potężną i ludną Rzeczypospolitą wielu narodów i wyznań. A winę za to do dzisiaj zwalają na innych.

Inna wartość chrześcijańska to jak wiemy obrona życia poczętego. Tyle że gdy przez wieki płonęły stosy, niejedna nieszczęsna kobieta – czarownica lub heretyczka – będąca akurat wciąży spłonęła na nich. To, że nosiła w sobie życie poczęte nie miało żadnego znaczenia – było ono diabelskim pomiotem. A podczas rzezi heretyków, w czasie wojen religijnych i krucjat także niejedna wraża heretyczka czy bezbożniczka będąca w stanie błogosławionym ginęła. Była to najbardziej radykalna forma aborcji – życie poczęte zabijano wraz z noszącą je pod sercem matką. To od niedawna w sumie krystowiery tak zawzięcie bronią życia poczętego. Nie widząc, że celowo zaciągnięto ich na fałszywą barykadę.

Nie jestem zwolennikiem aborcji, ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem narzucania przez kogokolwiek totalitarnego prawodawstwa ingerującego w tak intymne i osobiste sprawy jak ciąża. Jest wyłącznie sprawą danej kobiety i ewentualnie jej partnera czy zechce ona urodzić czy nie. Zresztą, niech kk zalegalizuje antykoncepcje to i aborcji będzie mniej.

A tak – na marginesie – w bezbożnej PRL aborcja była legalna. Mimo to w latach 1947 – 1988 ludność Polski wzrosła z 24 do 38 milionów  – czyli o 60 %. Mimo aborcji. Czy to nie daje do myślenia…?

.

Kolejną wartością chrześcijańską jest jak wiemy obrona rodziny. Tyle, że jest to  wartość przywłaszczona od pogan. Jeśli spojrzymy na jewangelie (zastrzegam się – są wyssane z palca) to stwierdzimy, że krystowierczy idol – mesjasz, zbawiciel, odkupiciel, nadjordański chrystus – był wyjątkowo antyrodzinny. Gdy np. powoływał apostołów kompletnie nie interesowało go, co bez nich poczną porzucone przez nich rodziny, a zwłaszcza starzy rodzice. Ale nie tylko to było u niego antyrodzinne. Były jeszcze gorsze sprawki. Cytuję:

.

„Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
(Mt 12:46-50)

Jak widzimy garstka obszarpańców i włóczykijów związanych z nim była dla zbawicielaważniejsza niż rodzina – matka i bracia. A gdy jednemu z uczniów sekty syna bożego zmarł ojciec, ten nie pozwolił uczniowi uczestniczyć w pogrzebie ojca:

„Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!”
(Mt 8, 21-22)

Kilka innych nauk nadjordańskiego mesjasza dotyczących rodziny, obok głoszonego przez niego hasła miłości do wrogów („Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”) było zdecydowanie wrogich rodzinie:
.
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką,synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.”
(Mt 10, 34-36)

„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.”
(Łk 14,26)

W pierwszych wiekach krystowierstwa ideałem chrześcijan byli samotnicy i eremici wyrzekający się rodzin. Rodzina nie była wtedy u krystowierców czymś ważnym – ważniejsze były gminy skupiające wyznawców galilejskiego włóczykija. To im byli oni podporządkowani. Rodzina była czymś drugorzędnym. Gdyby było to możliwe, być może krystowierstwo rodzinę by zlikwidowało. Na szczęście pogańskie z natury przywiązanie do rodzin u nawracanych owieczek, wpisane nieomal w ich geny było silniejsze i liderzy gmin oraz później kler musieli to zaakceptować. A dzisiaj stroi się kler i krystowiercy w obrońców rodziny. Choć ich idol rodziny nie uznawał, lekceważył ją i wręcz rozbijał.

Przywiązanie do rodziny, a w dalszej kolejności do rodu i plemienia było cechą i wartością typową dla pogan. Jahwiści nie mogąc tego przywiązania zwalczyć, nie będąc w stanie zastąpić rodziny gminą wyznaniową, zmuszeni byli rodzinę zaadoptować. A dzisiaj ją, w jej okaleczonym współczesnym kształcie, bronią.

No i nie zapomnijmy o obronie moralności – która też jest wartością chrześcijańską. Co można o niej powiedzieć? Naturalnie, że potępianie gender czy parad równości i popagandowego promowania zboczeń jako czegoś naturalnego, fajnego i równoprawnego jest słuszne i oczywiste. Choć szykanowanie czy wręcz prześladowanie zboczeńców za to tylko, że są zboczeńcami jest tak samo złe. A lekarstwem na gender nie może być krystowiercza pruderia, która masowo produkowała i nadal produkuje nerwice i natręctwa na tle seksualnym. Tłamszenie silnego naturalnego popędu zakazami nie wychodzi na zdrowie. O wiele lepsza jest metoda złotego środka czyli nie popadanie w skrajności. Krystowierczym obrońcom moralności mogę w tym miejscu jeszcze przypomnieć o tym, że przez wieki papieski Rzym w czasach istnienia państwa kościelnego był jednym wielkim burdelem, a wpływy z nierządu zasilały papieską kasę.
https://slowianin.wordpress.com/2012/07/20/kurewski-kosciol/

Przypominam też, że moralność narzucona zewnętrznymi nakazami czy zakazami (np. dekalogowym nie kradnij) nie czyni człowieka lepszym i bardziej szlachetnym. Z wysoce moralnym człowiekiem mamy do czynienia wtedy, gdy on sam z siebie nie kradnie, bo uważa to za coś złego i niegodziwego. Jeśli nie kradnie tylko dlatego, bo jest taki zakaz (w dekalogu czy kodeksie karnym) i on boi się popełnić grzech lub iść do więzienia, wcale nie jest on człowiekiem moralnie wartościowym. Można bowiem założyć, że gdyby te zewnętrzne zakazy zniknęły i gdyby nadarzyła mu się okazja coś ukraść – zrobiłby to.
Moralność to coś znacznie więcej niż przestrzeganie zakazów i nakazów ze strachu przed konsekwencjami ich złamania.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/03/14/psychopatologia-religii-abrahamowych-przykazanie-piate-nie-zabijaj/

Kolejną, często też przez krystowierców podawaną ich wartością jest ich przywiązanie do wiary i tradycji ojców.  Jest to oczywista bzdura. Krystowiercy są zdrajcami i renegatami Wiary/Wiedzy i tradycji naszych pogańskich przodków. Zdradzili je i ich na rzecz przywleczonej na nasze ziemie nadjordańskiej zarazy, siłą narzucanej naszym ojcom przez Chrobrych, Odnowicieli i innych renegatów. Bo dawała im wymierne korzyści – np. apodyktyczną władzę z pominięciem wiecu i starszyzny. I pozwalała im na narzucanie własnej woli przerobionym na poddanych wolnym Słowianom.

.

I to by już były w sumie chyba wszystkie wymieniane przez krystowierców wartości chrześcijańskie. Dziwi mnie, że nie wymieniają innych, znacznie bardziej widocznych ich wartości. A więc wielowiekowego fanatyzmu, nietolerancji, zapędów do nawracania kogo się da i jak się da (w przeszłości z zamiłowaniem przy użyciu siły), hipokryzji (głosili miłość bliźniego a mordowali przez wieki milionami), kołtuńskiego kultu relikwi – różnych gwoździ, desek, szmat, kości, a nawet domniemanego napletka ich idola.
http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-wstydliwa-relikwia,nId,821615

I kultu świętych, wśród których aż roi się od neurotyków, psychotyków i psychopatów, a nawet zbrodniarzy. No i wyrzeczenie się własnej kultury i tożsamości na rzecz anty-kultury rodem znad Jordanu.

Co dziwniejsze i kompletnie załgane – krystowiercy o wiele wyżej stojące kulturowo i etycznie pogaństwo słowiańskie uważają za coś godnego pogardy, za coś złego i barbarzyńskiego. Choć jest dokładnie na odwrót. W tym miejscu muszę przyznać, że i w wielu pogańskich kulturach działy się rzeczy złe. Pogański Rzym np. był tworem imperialistycznym, żył z podboju kolejnych ziem i ludów i z pracy niewolników. Ulubioną rozrywką rzymskiego motłochu i senatorów były krwawe jatki na arenach ich cyrków. Wydaje się, że wszystkie kultury pogańskie, które weszły na drogę urbanizacji, tracąc codzienny bezpośredni kontakt z Przyrodą ulegały powolnej duchowej degeneracji. Wszędzie tam, gdzie pojawiły się miasta towarzyszyło im rozbicie spójnej rodzinno-rodowej struktury społecznej na rządzących i rządzonych, bogatych i biedotę, pojawili się niewolnicy, walka o władzę, wpływy i bogactwa, podboje i kasty kapłanów żerujących na wyznawcach. Niemniej nadal istniały kultury pogańskie, żyjące w codziennym bezpośrednim kontakcie z Przyrodą, wolne od duchowej degeneracji. Do takich pogan zaliczyć śmiało można Słowian. I to właśnie o nich i ich wartościach będzie teraz mowa.

Ukrainians wearing traditional clothing dance at a campfire while celebrating Ivan Kupala Night, a traditional Slavic holiday not far from Kiev on July 6, 2009. During the celebration, originating in pagan times, people put wreaths of flowers over their head, jump over fires, and swim naked. AFP PHOTO/ SERGEI SUPINSKY

Ukraińskie święto Kupały z 6 czerwca 2009 roku koło Kijowa. PHOTO/ SERGEI SUPINSKY

U Słowian znajdziemy wiele pozytywnych cech będących przeciwieństwem krystowierstwa (i współczesnej demokratury parlamentarnej).

Stosunek do Matki Ziemi
.

Dla Słowian była ona Boginią. Czcili ją i szanowali. Wiemy dzisiaj, że każdy atom naszego ciała otrzymujemy od niej pośrednio lub bezpośrednio. Jest rzeczywiście naszą Matką. I to Ona nas żywi i jest naszym domem. Jahwizm zdegradował Ją do przedmiotu, który należy czynić sobie poddanym.

Stosunek do Przyrody i miejsce człowieka w niej

Słowianie żyli na łonie Przyrody w codzienynm bezpośrednim kontakcie z Nią. Naturalnie i oni byli zmuszeni np. karczować lasy gdy ludzi przybywało i potrzebne były większe pola uprawne. Ale nigdy nie karczowali więcej niż potrzebowali, nie wycinali drzew na handel, z chęci zysku. Przede wszystkim nie czuli się panami Przyrody, nie chcieli nad nią panować. Wiedzieli, że są jej integralną częścią. Jahwizm postawił człowieka ponad Przyrodą (panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi). Bezwzględna eksploatacja Przyrody u Słowian była nie do pomyślenia. U wyznawców religii abrahamowych była niejako zaprogramowana w biblijnych nakazach. Przecież mieli czynić Ziemię sobie poddaną i panować nad Przyrodą. To co obserwujemy od czasu rewolucji przemysłowejzapoczątkowanej w krajach chrześcijańskich jest bezmyślnym dewastowaniem Przyrody (i Matki Ziemi). Zabrakło niestety pogańskiego ducha. A żądza zysku zaślepiła i odebrała krystowiercom resztki rozumu. Jeśli Przyrodę przyrównamy do żywego organizmu to Słowianie byli  jedną z jego komórek. Jahwiści okazali się nowotworem złośliwym.

Wiara/Wiedza

Nie jest przypadkiem, że u Słowian nie było ortodoksyjnej i jedynie słusznej wykładni prawd wiary. Ich Wiara/Wiedza pochodziła z obserwacji Przyrody i kontaktów z duchami przodków. Tak tak – Słowianie to potrafili, choć naturalnie nie wszyscy. Zdobywaną i powoli poszerzaną Wiarę/Wiedzę przekazywali sobie ustnie z pokolenia na pokolenie. Jedni rozumieli ją lepiej, inni gorzej, ale nie było przymusu pojmowania jej w jedyny jedynie dopuszczalny sposób. Czymś normalnym i naturalnym był indywidualny stosunek do Wiary/Wiedzy, zależny od indywidualnego stopnia duchowego rozwoju, predyspozycji i inteligencji. Naturalnie wszystkich wychowywano w duchu szacunku do własnych bogów i tradycji, ale nikogo nie zmuszano do ślepej wiary w wymyślone przez innych absurdalne dogmaty.

W tym miejscu na marginesie jeszcze jedna uwaga – wprawdzie w panteonie Słowian też znajdowali się bogowie niekiedy gniewni, ponadto zaświaty w ich wyobrażeniach zasiedlały różne złośliwe istoty, duchy i duszki, ale wszystkie one razem wzięte mściwością, krwiożerczością i zwyrodnialstwem nie dorównywali biblijnemu Jahwe. Nie było u Słowian boga, bóstwa czy demona, który zapędzałby ich do masowych rzezi i czystek etnicznych. Co było jednym z ulubionych zajęć biblijnego Jahwe.
http://welesowy-jar.fm.interiowo.pl/panteon_slowianski.htm
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/

.

Słowianie przy tym nie patrzyli na otaczający ich świat ze ślepym idealizmem. Nie nazywali go rajem, widzieli niszczycielskie siły Przyrody, doświadczali klęsk głodu, powodzi, pożarów, cierpieli od chorób, widzieli toczoną w Naturze walkę o przeżycie i towarzyszącą jej na każdym kroku śmierć. Stąd w ich panteonie obok Sił dobrych, życiodajnych, były Siły złe. Ale nigdy nie wymyślili jedynego nieskończenie dobrego boga, który nudę wiecznego istnienia urozmaica sobie zsyłaniem dopustów i kar na grzeszników. Ale i na gorliwie wierzących, chcąc sprawdzić, jak gorliwie wierzą i czy mu ślepo i wiernie służą i są mu posłuszni.

.

Rodzina i ród

Rodzina była fundamentem struktury społecznej u Słowian. Nad nią stał ród. Rody tworzyły plemiona. Związki rodzinne były bardzo silne. Nieznana była rodzina w okaleczonym współczesnym jej kształcie – ojciec, matka i dzieci żyjące w oderwaniu od reszty rodziny, często rozrzuconej po całej Polsce czy świecie. U Słowian pod jednym dachem żyło kilka pokoleń – dziadowie, rodzice, dzieci, wnuki. To była prawdziwa rodzina – a nie ta dzisiejsza, szczątkowa, okaleczona.
Wielopokoleniowa rodzina żyjąca razem była pogańską wartością Słowiańszczyzny. Dzięki niej Słowian cechowało poczucie wspólnoty. Spory i kłótnie pomiędzy rodzeństwem o mieszkanie i graty po zmarłych rodzicach mieszkających oddzielnie i samotnie, jakie dzisiaj spotykamy na codzień, także wśród wierzących, były u Słowian nieznane. Więcej – były wręcz niemożliwe.

.

Szacunek do przodków i własnej kultury i tożsamości

Sama pamięć o przodkach i okazywany im szacunek  podczas obrzędów zwanych Dziadami, jakie miały miejsce kilka razy w roku, gwarantowały szacunek do przekazanej przez nich z pokolenia na pokolenie tradycji. A to stanowiło o ciągłości kultury i trwaniu przy własnej tożsamości. Ten szacunek dla przodków i wynikające z niego trwanie przy własnej kulturze było dla krystowierstwa twardym orzechem do zgryzienia. Wykorzenić pamięci o zmarłych przodkach nie dało się. Użyto więc podstępu – wprowadzono święto wszystkich świętych, który poprzedzał o jeden dzień pogańskie w sumie zaduszki. Chodziło w tej manipulacji o to, abyświęci byli czczeni najpierw i bardziej uroczyście, a przez to aby byli ważniejsi niż przodkowie. Bo jeśli będą ważniejsi to i anty-kultura jaką prezentują będzie ważniejsza niż tradycja przodków. Dodatkowo owieczkom wmawiano, że osiągnięcie zbawienia jest najważniejszym jeśli nie jedynym celem życia, należy więc naśladować świętych, aby dostać się do nieba. I tak święci i ich anty-kultura zajęli miejsce przodków i ich tradycję i kulturę. Dzisiaj krystowiery idąc 1 listopada na cmentarze, choć kwiaty i znicze składają na grobach członków rodziny, świętują tego dniawszystkich świętych, których krystowierstwo stawia za wzory do naśladowania. Zaduszki czyli pamięć o zmarłych członkach własnej rodziny są następnego dnia. Wymowa jest oczywista –święci i ich wzorce mają być dla krystowiercy ważniejsze niż przodkowie i ich przedżydowska kultura. O niej zresztą krystowiercy najczęściej nie wiedzą kompletnie nic i identyfikują się z ich nadjordańską dżumą. Nie mają pojęcia, że jest ona morderczynią ich własnej kultury i tożsamości. Zostali kulturowo i tożsamościowo ograbieni przez obcą anty-kulturę i sztuczną tożsamość; są kulturowo pogrążeni w całkowitej amnezji.
Same zaduszki, choć mają rodowód pogański w niczym nie przypominają pogańskich Dziadów. Idzie się na cmentarz, poprawia kwiaty z dnia poprzedniego, zapala nowe znicze, klepie się zdrowaśkę, ojczenasz i wiecznyodpoczynekraczimdaćpanie (zwyczajowe żebranie o zmiłowanie u nieskończenie miłosiernego) – i to wszystko. A gdzie uczty, tańce, śpiewy i opowieści przy ognisku o tym jak drzewiej bywało?

.

Poczucie wspólnoty

Słowian od kołyski wychowywano do życia wspólnotowego i pracy na rzecz wspólnoty. Egoizm, sobkostwo były u nich niemile widziane i nie przysparzały egoistom (tacy niestety też się zdarzali) miru. Wspólnotowość Słowian nie oznaczała rezygnacj z własnego ja. U Słowian dobro wspólnoty i własny interes nie były ze sobą sprzeczne. Wręcz przeciwnie – życie u Słowian zorganizowane było tak, że jeśli wspólnocie dobrze się powodziło, korzystał na tym każdy członek wspólnoty. Jeśli wspólnota cierpiała, dotykało to każdego. Dlatego praca na rzecz dobra wspólnoty była u Słowian czymś jak najbardziej normalnym i oczywistym. Ale dzięki tej wspólnotowości, jeśli ktoś popadał w kłopoty, nie pozostawał sam, bez pomocy ze strony innych.

Krystowierstwo także było wspólnotą, ale jakże inną. Na czele amorficznego nowego narodu wybranego stał kler narzucający swoją wolę i kierujący się żądzą władzy i bogactwa. Dobro i interesy owieczek, zwłaszcza prostego ludu, nie liczyły się. Ważna była chwała kościoła czyli po prostu potęga kleru. Owieczki miały obowiązek ślepo wierzyć, ślepo słuchać, utrzymywać kler i ginąć za wiarę. Praw nie posiadały żadnych. Potęgę kościoła zbudowano nie tylko na wyłudzanych przywilejach, na fałszerstwach dokumentów o nadaniach i przywilejach, nie tylko na krwi pogan, heretyków i bezbożników, ale także na krwi, pocie i łzach miażdżonych kościelnym kołem historii owieczek.

Obecnie na zachodzie przy panującym uwiądzie krystowierstwa propagowany jest kult indywidualizmu, czyli po prostu egoizmu zwanego (indywidualnym) sukcesem. Wyścig szczurów, do jakiego zapędzono mieszkańców zachodu, rozbija wszystkie więzy społeczne. Wszak rozbitym, zatomizowanym stadem ludzi łatwiej jest rządzić i manipulować. A sam wyścig szczurów nie ma mety. Wszystkie szczury zdechną pędząc do niej, nigdy jej jednak nie osiągając. Bo jej po prostu nie ma.

Tu jeszcze ciekawostka – krystowiercy reklamują od jakigoś czasu personalizm odcinając się w ten sposob m.in. od (lewicowego) kolektywizmu (i tzw. liberalnego indywidualizmu). Nie jest przypadkiem, że ten nurt pojawił się u katolików w I połowie XX wieku. Wyzwaniem dlakrystowierczego kolektywizmu był kolektywizm głoszony przez marksistów, leninistów, stalinistów i innych lewicowych ideologów. Klerowi w czasach PRL nie w smak były paralele kolektywizmu w Bloku Wschodnim i w kościele. A takie widoczne były gołym okiem: papież – I sekretarz KC KPZR, prymas – I sekretarz PZPR, episkopat – Komitet Centralny PZPR, biskupi – sekretarze wojewódzcy, proboszcze – sekretarze komitetów miejskich i zakładowych, wierni – szeregowi członkowie partii (jedni i drudzy pozbawieni prawa głosu), nauka kościoła – marksizm/leninizm (jednakowo dogmatyczne i jednakowo jedynie prawdziwe), biblia – „Kapitał” Marksa. Personalizmu krystowierców ma nie tylko negować istnienie kolektywizmu w kk i nie tylko ma rzekomo stawiać osobę człowieka w centrum badań filozoficznych (choć ta osoba człowieka nadal jest owieczą w amorficznym stadzie/kolektywie wiernych i nadal ma obowiązek ślepo wierzyć i być posłuszną naukom kk), ale także ma ukazywać katolicyzm jako religię gwarantującą rzekomo osobową więź owieczki z żydowskim Jahwe i jego domniemanym synalkiem – włóczykijem z Galilei – zbawicielem i odkupicielem (zbawia on z rozumu i rozsądku i odkupuje nie wiadomo czyje grzechy, bo piekło na grzeszników nadal czeka). Tylko – po co wymyślać osobową więź osoby człowieka z żydowskimi bogami (jest ich co najmniej dwóch – ojciec i syn – jakiś taki śmieszny i nie całkiem monoteistyczny jest ten krystowierczy monoteizm). Nadal przecież obowiązuje w kk doktryna – bez kościoła nie ma zbawienia. Cóż da owieczce więc osobowa więź? I tak może pójść do piekła, mimo osobowej więzi i grzechów odkupienia. Bo bez kk nie ma zbawienia. Samo zaś odżegnywanie się od kolektywizmu u katolików jest jeszcze z innego powodu groteskowe – wystarczy obejrzeć ich procesje, a jeszcze lepiej ich gusła zwane mszą św. Jak wymusztrowany kolektyw jednocześnie wstają, siadają, klękają, znów wstają czy siadają, znów klękają. I chórem odpowiadają wykute na blachę formułki. Msza po mszy, dzień w dzień, tydzień w tydzień, rok w rok – w kółko to samo. Aż do śmierci. Gdzie w tym kolektywnym wstawaniu, klękaniu i odpowiadaniu wykutymi na pamięć formułkami jest jeszcze miejsce napersonalizm?

Samowładztwo i autonomia lokalnych wspólnot

U Słowian spotykane były dwie główne formy organizacji plemiennej – niektóre plemiona wybierały sobie na wiecach księcia/kniazia. Inne obywały się bez niego. Niemniej jedne i drugie cechowało samowładztwo i autonomia lokalnych wspólnot (osad, wsi). Książe u Słowian nie sprawował apodyktycznej władzy, nie miał prawa narzucać swej woli niezgodnej w wolą wieców, starszyzny i sprzecznej z tradycją i zwyczajami. W każdej chwili mógł zostać przez wiec odwołany. Jedynie w wypadku wojny miał szersze uprawnienia. Na codzień u Słowian (z kniaziem czy bez niego) wspólnotami kierowała starszyzna rodowa i plemienna  – ludzie doświadczeni i cieszący się mirem i uznaniem. O najważniejszych sprawach decydował wiec. Lokalnym wspólnotom (wsiom, osadom) nikt z zewnątrz nigdy nie narzucał swej woli. Rządziły się one same i tylko one decydowały o ich życiu codziennym. Potwierdzenie tego znajdziemy w starych kronikach – np. u Prokopiusza (VI wiek n.e):

„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”

Krystowierstwo, a zwłaszcza kk wytworzył scentralizowany, apodyktyczny i autokratyczny system władzy. Do dzisiaj kościół katolicki ma feudalną strukturę z nieomylnym papieżem na czele. Podlegają mu kardynałowie i biskupi, im podlega niższy kler. A jemu podlegają wierni. Nie mają oni praktycznie nic do powiedzenia. Kościół narzuca im swoje nauki strasząc ich co rusz potępieniem i gniewem bożym nieskończenie dobrego i ingeruje w najbardziej nawet intymne i prywatne ich sfery życia. Wierni są duchowymi niewolnikami kleru, nauk kk i dogmatów.
Niestety także współczesny system polityczny zachodu (demokratura parlamentarna) imitujący wolność i demokrację jest zniewoleniem. Nikt nas nie pyta, czy godzimy się na udział polskiego wojska w bandyckich wojnach i okupacjach, czy zgadzamy się na używanie obcych służb mundurowych na terenie Polski do np. pacyfikacji ludności, czy chcemy żreć GMO i czy chcemy przymusowych szczepień. Głoszona propagandowo wolność jest fikcją – jesteśmy niewolnikami systemu służącego globalnej lichwie.

 

Umiłowanie wolności

Wprawdzie u schyłku pogaństwa u Słowian, wraz z krystowierstem pojawiło się niewolnictwo, jednakże wcześniej było ono u Słowian nieznane. Sami kochali wolność i dlatego nie niewolili innych. Nawet z jeńców wojennych nie robiono niewolników.

„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
Pseudo-Maurycjusz (VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

Krystowierstwo nie potępiało i nie odrzuciło niewolnictwa panującego w Rzymie. Ale nie ma się czemu dziwić. Nawet tzw. Nowy Testament (a więc objawione słowo boże) akceptowało niewolnictwo i  nakazywało wręcz niewolnikom ślepe posłuszeństwo swoim panom.

„Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się [prawdziwego] Pana.”
http://biblia.pismo-swiete.pl/niewolnictwo.html

.

Niewolnicy mieli naturalnie zabiegać ich posłuszeństwem o królestwo niebieskie. A tzw. święte Oficjum jeszcze w roku 1866 stwierdziło oficjalnie w deklaracji, że niewolnictwo jako takie „nie jest sprzeczne z prawem naturalnym”. Wytworzyło też krystowierstwo własną formę qusi-niewolnictwa – system pańszczyźniany, z przywiązaniem chłopa do pana/biskupa/klasztoru i pozbawieniem go praktycznie wszystkich praw.

Akceptacja niewolnictwa przez krystowierców miała korzenie w żydowskim tzw. Starym Testamencie w pełni propagującym niewolnictwo jako coś normalnego i naturalnego, istniejącego z woli nieskończenie sprawiedliwego. Który nie widział nic niesprawiedliwego w tym, że niektórzy potomkowie Adama i Ewy, stworzonych wg biblii przez niego na jego własne podobieństwo są niewolnikami, a inni ich panami. Zaiste niezwykła jest nieskończona sprawiedliwość i dobroć nieskończenie sprawiedliwego i dobrego.
http://ateista.pl/archive/index.php?thread-3625.html
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6009
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,581

.

Krystowiercy wszelkich odprysków w przeróżny sposób starają się bronić Jahwe i pisma świętego w sprawie akceptacji w nim niewolnictwa. A więc twierdzą np. że niewolnictwo istniało już wcześniej (co się zgadza) i dlatego nieskończenie miłosierny je tolerował, akceptował i zainstalował także w narodzie wybranym – co jest już bzdurą. Mógł przecież wielokrotnie, choćby i w dekalogu, po prostu zakazać niewolnictwa. I wtedy wyznawcy musieliby go słuchać. Bo kary za nieposłuszeństwo w Starym Testamencie były okrutne, surowe i często natychmiastowe. Wymierzane bądź osobiście przez nieskończenie miłosiernego, bądź na jego rozkaz przez np. pobratymców lub dzikie zwierzęta.

https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/

Ale jak widać niewolnictwo nie było niczym złym w oczach nieskończenie sprawiedliwego.
.
Tolerancja
.

Nigdy w ani jednej kronice nie znalazłem ani jednej informacji mówiącej o tym, że Słowianie kogokolwiek nawracali (a już tym bardziej na siłę), że napadali na sąsiadów z zamiaremnawracania napadniętych, a tym bardziej nie znalazłem najmniejszej choćby wzmianki o jednej choćby wojnie religijnej toczonej przez Słowian. Nie było u nich też nigdy instytucji odpowiadającej inkwizycji i tropiącej herezję, odstępstwo od wiary czy powątpiewanie w ten czy inny dogmat (to ostatnie było niemożliwe z braku istnienia dogmatów). Dzieje krystianizmu, od kiedy tylko zagościło na pałacach i dorwało się do władzy, było pasmem wielowiekowego stosowania siły w nawracaniu jak i ściganiu i tępieniu jakiegokolwiek nonkonformizmu i prób samodzielnego myślenia odbiegającego choćby odrobinę od obowiązującej ortodoksji. Jedynie tam, gdzie kler nie miał zaplecza w postaci władcy-krystowiercy wspierającego instytucję kościoła, nie stosował siły – z tej prostej przyczyny, że nie miał takiej możliwości. Natomiast na terenach, które były pod totalnym panowaniem rzymskiej szubienicy rzekami lała się krew prześladowanych pogan, heretyków i bezbożników. Dzisiaj zaś krystowierstwo stroi się w piórka obrońcy praw człowieka, w tym prawa do wolności sumienia i religii – zwłaszcza dla krystowierców w krajach islamu, w Chinach i Indiach. To, że samo przez prawie dwa tysiąclecia fanatycznie zwalczało wolność sumienia i wyznania próbuje pokryć mgłą zapomnienia. Albo zasłania się słuszną obroną prawdy.

Uczciwość

Słowianie byli ludem uczciwym. Potwierdzają to nawet krystowiercze kroniki:

“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
(Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha)

Krystowiercy (i żydzi) chwalą się, że to ich nadjordańska dżuma, pod postacią dekalogu, dała ludzkości pierwszy uniwersalny system moralny. Ignorują przy tym kilka oczywistych faktów.

– Mimo np. przykazania nie będziesz zabijał biblia pełna jest okrutnych rzezi i masowych czystek etnicznych dokonywanych z pomocą a nawet na polecenie i z udziałem żydowskiego Jahwe –  już po wręczęniu Mojżeszowi dekalogu z przykazaniem – nie będziesz zabijał. Można i należy postawić więc pytanie – po co była cała ta farsa z dekalogiem i przykazaniami, jeśli Jahwe najpierw je daje, a następnie zagania wyznawców do łamania niektórych z nich? Czy na tym polega moralność?

– Zakazy i nakazy nie czynią człowieka lepszym. Jeśli ktoś nie kradnie ze strachu przed sankcjami (np. piekło lub więzienie) za kradzież , nie jest człowiekiem bardziej wartościowym z punktu widzenia etyki.

– Słowianie, dokąd byli poganami i nie znali dekalogu, nie znali złodziejstwa i nieuczciwości. Rozpleniło się ono wśród nich po ich nawróceniu, kiedy to ze Słowian stali się krystowiercami – duchowymi Żydami. I przy okazji złodziejami i ludźmi nieuczciwymi (na szczęście nie wszyscy).

Solidarność wspólnotowa i brak nędzy

Bez wątpienia wśród Słowian istniały różnice majątkowe. Jednakże były one w sumie nieznaczne. Na pewno nie było u nich niezmierzonego bogactwa obok nędzy. Słowiańszczyzna nie znała czegoś takiego jak żebracy.

„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w

Każda wspólnota dbała o to, aby wszystkim jej członkom nie brakowało środków do życia. Była to wspólnotowa solidarność. Krystowierstwo nie znało jej, było wręcz jej zaprzeczeniem. I gdy pojawiły się u Słowian krystowierstwo, kler i jedynie prawdziwa wiara, pojawili się nagle żebracy oraz rzesze biedoty obok garstki bogaczy i możnowładców (świeckich i „duchownych”).

Obecnie na zachodzie widzimy narastające powoli podobne zjawisko – coraz mniej liczną elitę obrzydliwie bogatych i coraz większy margines biedy, nędzy, beznadziei i bezdomności. To podobieństwo nikogo nie powinno dziwić. Wszak krystowierstwo i współczesny zachodni kapitalizm oraz globalizm mają jeden wspólny mianownik – ich prekursorzy to przedstawiciele biblijnego narodu wybranego.

.

Afirmacja życia

Była jedną z cech najjaskrawiej odróżniającą Słowian od krystowierców. Słowianie kochali życie i cieszyli się nim. Nie zamartwiali się troską o wyssane z palca zbawienie. Nie paraliżował ich strach przed wyssanym z palca wiekuistym potępieniem. Kochali życie nawet mimo tego, że było ono często znojne i cechowała je latem ciężka praca mająca zapewnić wystarczającą ilość żywności na długie miesiące zimy i przednówka. Kochali życie mimo różnych kataklizmów i klęsk naturalnych nawiedzających ich tereny. Nie gasiło to wszystko radości z życia u Słowian i dlatego w ich kalendarzu aż roiło się od świąt, a niektóre z nich, jak choćby witanie wiosny trwały tygodniami. Wszystkim świętom i obrzędom towarzyszyły u Słowian uczty, tańce i śpiewy. Nie było u nich ani jednego święta ponurego, pokutnego. Ani jeden słowiański bóg nie wymagał od Słowian umartwiania się, pokuty, cierpiętnictwa, wyrzeczeń. Nie wisiał nad nimi nieustanny topór kary bożej i gniewu bożego, które można było powstrzymać ślepym posłuszeństwem, ślepą wiarą, postami i wyrzeczeniami. Nie było umartwiania się bogom ku upodobaniu. Nie było kultu wisielca i katowskiego narzędzia. Nikt nie kaleczył ich psychiki strachem przed piekłem i nie zatruwał im radości życia poczuciem winy za śmierć galilejskiego włóczykija (to za twoje grzechy pan Jezus umarł na krzyżu).

Tutaj jeszcze ciekawostka – u Słowian, choć kochali życie, nie było tak panicznego lęku przed śmiercią, jaki często spotykamy u krystowierców. Oni wiedzieli, że śmierć jest przejściem do Nawii i połączeniem się tam z przodkami. Dla gorliwych krystowierców życie samo w sobie nie ma specjalnej wartości – liczy się tylko jako uciążliwa i trudna droga do osiągnięcia zbawienia. I choć wierzą oni (a przynajmniej mówią, że wierzą) w życie wieczne, mocno rozpowszechniony jest wśród nich paniczny strach przed śmiercią. Skąd się ten strach bierze? Ano stąd, że każdy jawista/krystowierstwa podświadomie boi się pójścia do piekła. Bo choć ich bóg jest jak wiemy nieskończenie dobry to jednak znacznie łatwiej jest u niego wylądować w piekle niż w niebie. No i stąd ten paniczny strach przed śmiercią i ewentualnym po niej piekłem, zatruwający im radość z życia. Niejeden z gorliwie wierzących krystowierców całe życie zmarnował umartwiając się na ochotnika, zadając sobie na okrągło pokuty, odmawiając sobie wszelkich radości życia. Tylko po to, aby u nieskończenie miłosiernego wyżebrać zbawienie. A przynajmniej czyściec.

Tak działa wtłoczony do ludzkiej psychiki strach przed wiekuistym potępieniem przez nieskończenie miłosiernego. Zabija radość życia.

I tu można już zakończyć porównanie wartości pogańskich z „wartościami chrześcijańskimi”.

Krystowiercy uważają ich nadjordańskie wymysły nie tylko za jedynie prawdziwą, ale także za najwspanialszą religię. Choć żadna inna nie przyniosła ludzkości tylu cierpień, prześladowań, przelanej krwi, ucisku, wyzysku i okaleczonych strachem ludzkich psychik. Jej spustoszenie sieje ona i dzisiaj. Choć jej wpływy na szczęście maleją.

Odrzucenie tej kaleczącej psychikę ludzi zbrodniczej, antyludzkiej, antyhumanitarnej i antyhumanistycznej ideologii zrodzonej nad Jordanem (niedawno pewien katolik w dyskusji mailowej pisał, że wartości humanistyczne wywodzą się z katolicyzmu – czysty obłęd)  jest pierwszym krokiem na drodze do duchowej wolności. A aby świat stał się normalny, musi odrzucić wszystkie religie abrahamowe i wszystkie inne szkodliwe wymysły żydowskie (banksteryzm, globalizm, poprawność polityczną) jako dżumy duchowe ludzkości.

Tylko świat zbudowany na wartościach pogańskich panujących u Słowian przed najazdem rzymskiej szubienicy może stać się światem lepszym i bardziej sprawiedliwym, wolnym od fanatyzmu, nietolerancji, nierówności, biedy i nienawiści.

.
.
opolczyk

https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/

Reklamy

Całowanie w rękę

Na próżno szukać na świecie gestu, który by tak odróżniał mężczyzn z Polski jak właśnie całowanie w rękę. Zwyczaj ten wywodzi się jeszcze z mrocznych czasów średniowiecza, gdy to rycerz oddawał po przez pocałunek cześć swojemu suwerenowi, lecz niemalże od razu gest ten został przeniesiony na kobiety, które od zawsze były traktowane z należytym szacunkiem. Niestety od dość dawna, coraz to mocniej następuje rozprężenie obyczajów na świecie i gest ten ostał się już w nielicznych krajach, w tym w Polsce, z czego możemy być dumni. Wyróżnia nas on na tle innych państw i zdecydowanie powinniśmy dalej hołdować naszym paniom w ten sposób. Jest to jedna z przyczyn, przez którą Polacy są uważani za dżentelmenów i szarmantów w niemal całej Europie. Lecz jeśli zwyczaj ma przetrwać musimy wiedzieć jak go należycie wykonywać, aby nie popełnić faux pas w towarzystwie.

Jest niesłychane jak bardzo gest ten można oszpecić i jakich karygodnych sytuacji byłem świadkiem. Nieraz widzę jak ktoś składający ten pocałunek wyrywa rękę madame do swojej twarzy, nie zwracając uwagi, nie daj Bożę, że na przykład dzieli ich spora różnica wzrostu. Innym fatalnym zwyczajem jest wykonywanie tego powitania w pośpiechu i bez szacunku dla kobiety, który jest esencją tego gestu. Lecz najgorszym widowiskiem, jakie dano mi zobaczyć ostatnimi czasy była sytuacja, gdy najpewniej nieumyślnie jakiś „dżentelmen” nie dość, że obślinił rękę swojej towarzyszce do jeszcze przykleił się do jej ręki również nosem. Jest to niewybaczalne, ale mam jednak nadzieję, że od takich sytuacji nie muszę nikogo wystrzegać.
Natomiast zacznijmy od początku. Najpierw warto wiedzieć w jakich sytuacjach ów gest jest na miejscu. Przede wszystkim w rękę całujemy jedynie w pomieszczeniach. Nigdy na dworze! Będąc pod gołym niebem wystarczy zdjąć nakrycie głowy i delikatnie ukłonić się nie zapominając o uśmiechu, taki gest jest jak najbardziej na miejscu i zapewniam, że będzie mile widziany. Druga istotna kwestia to fakt, że mężczyzna nigdy nie powinien się witać pierwszy z damą i nie ma tu nic zdrożnego, gdyż jakaś pani mogłaby sobie nie życzyć naszego towarzystwa, a nam nie wypada nagabywać. Gdy już madame zechce się z nami przywitać ważne jest wyczucie, gdyż nie wszyscy życzą sobie tak szarmanckiego gestu. Gdy pani podnosi dłoń wierzchem do góry jest to dobry sygnał do pocałunku, lecz jak trzyma rękę nisko, poziomo i do tego sztywno to, wiedz że coś się dzieje nie tak.

Co do samego pocałunku, nigdy nie powinien się on odbywać w pośpiechu, czy tak w tak zwanym przelocie. To znaczy, na przykład siedząc na widowni całować rękę pani nad jakimś innym indywiduum, jak nie raz przytrafiło się wielce czcigodnemu Jarosławowi Kaczyńskiemu w sejmie. Powinno się stanąć na wprost damy delikatnie ująć dłoń i zamiast nazbyt podnosić ją do góry, schylić się i wykonać markowany pocałunek. Ważnym jest, aby nie dotknąć ustami ręki osoby witanej, chyba że ma rękawiczki, co nie jest niezgodne z savoir vivre’m. Pocałunek w gołą dłoń mógłby świadczyć o pewnej zażyłości, co do której pani mogłaby mieć wątpliwości. Należy również pamiętać, aby nie omieszkać w podobny sposób przywitać resztę dam w otoczeniu, zaczynając od seniorki. Nietaktem by było pocałować jedynie damę, której staramy się przypodobać, a reszcie rzucić jedyne „cześć”. Byłoby to już jednoznaczne z pewnego rodzaju flirtem, który w przypadku dżentelmena nie powinien być aż tak oczywisty.

Na koniec pragnę dodać w ramach ciekawostki, że gest ten może być również stosowany wobec seniora domu na imprezie rodzinnej. W tej konkretnie sytuacji, senior powinien być powitany jako pierwszy, lecz jest to już nawet jak na mnie wyjątkowa ekstrawagancja, ale jak najbardziej zgodna z polską tradycją. Tak więc, życzę wszystkim czytelnikom pewności siebie, gdyż ani razu jeszcze nie napotkałem damy, która by odebrała ten gest negatywnie, wręcz przeciwnie, zawsze był bardzo pozytywnie interpretowany.

Autor: Damian Adam Romuald Marks

Źródło: https://www.facebook.com/profile.php?id=100002068129490&fref=ufi

Prawo tożsamości

Manifest etnopluralistyczny

I. Człowiek ma naturalną potrzebę identyfikacji z jakąś grupą. Jedynie część swojej osobowości jesteśmy w stanie wytworzyć sami, resztę przejmujemy od innych ludzi w formie kultury. Człowiek wykorzeniony, tj. wyrwany z kultury charakterystycznej dla swojej społeczności, jest zagubiony w świecie, a taka akulturacja zubaża jego osobowość. Nie mając oparcia w kulturze
– zbiorowej tożsamości – może być łatwo manipulowany przez władzę i bezmyślnie ulega modom.

II. Wolność człowieka wyraża się w prawie do zachowania swojej tożsamości i odmienności. Różnorodność rodzaju ludzkiego, manifestująca się we wszystkich sferach jego egzystencji, jest faktem, który nie podlega dyskusji. Bogactwo bytu wynikające ze zróżnicowania ludzkości jest jedną z podstawowych wartości godnych obrony.

III. Prawo do zachowania zbiorowej tożsamości kulturowej wynika więc niejako z prawa każdej jednostki do zachowania swej tożsamości indywidualnej; tożsamość zbiorowa jest zarazem wartością samoistną jako niezbędne spoiwo solidarności społecznej. Nieograniczona swoboda zmieniania tożsamości wprowadza chaos w życie grupy, osłabia jej spoistość i ułatwia asymilację zbiorowości małych przez wielkie. Wybór tożsamości nie powinien więc być wyłącznym prawem jednostki – jej opcja winna być też akceptowana przez innych.

IV. Tożsamości zbiorowe (kultury) mogą się tworzyć na różnych fundamentach, ale najbardziej rozpowszechnioną formą grupowej tożsamości jest tożsamość etniczna (narodowa, plemienna, regionalna). Broniąc jej, bronimy zarówno bogactwa i różnorodności otaczającego nas świata, jak i realnej wolności grupy (zbiorowość nie może być wolna, jeśli nie jest świadoma swojej odrębności). Co więcej, będąc zakorzenionymi w jakiejś kulturze, tym bardziej uwrażliwieni jesteśmy na odmienność innych kultur. Dla człowieka wykorzenionego wszystkie kultury są jednako obce i obojętne, nie można więc mówić w jego przypadku o „tolerancji”, tylko o braku własnej tożsamości.

V. Kultury wytworzonych w toku przemian dziejowych wspólnot naturalnych opierają się na TRADYCJI. Zerwanie z tradycją prowadzi nieuchronnie do utraty własnej tożsamości kulturowej, a to jest równoznaczne z alienacją jednostek i dezintegracją zbiorowości. Dlatego, nie pragnąc bynajmniej stagnacji ani nie tęskniąc za petryfikacją status quo, domagamy się zrewidowania bałwochwalczego stosunku do Postępu, który bynajmniej nie jest dobry sam przez się. Lepsze są sprawdzone tradycyjne formy niż eksperymentowanie na żywym organizmie: społeczeństwo musi się rozwijać, ale zmiany muszą mieć charakter ewolucyjny i niewymuszony, nie mogą doprowadzić do zerwania ciągłości kulturowej.

Źródło: http://www.zakorzenianie.most.org.pl/za1/01.htm
Zakorzenienie nr 1/1998

Nowa Prawica – Idea przeciwko równości i demokracji

PRZECIWKO RÓWNOŚCI I DEMOKRACJI


Nowa Prawica we Francji

„Wprawdzie póki co nie można o Nowej Prawicy powiedzieć, że znacząco wpływa na bieg wydarzeń politycznych we Francji, ale jeżeli chodzi o kształtowanie obrazu świata u czytających i myślących Francuzów z ‚górnych dziesięciu tysięcy’, to zakres jego oddziaływania jest znaczący i rośnie.”
[Tomasz Gabiś, „Stańczyk” nr 15-16]

Nowa Prawica, która budzi strach, prawica idei, kultury negatywnej, pesymizmu, pojawia się jak przypływ czarnego morza – bije na alarm włoski komunistyczny tygodnik „La Republica”. Także organ francuskiej lewicy katolickiej „Esprit” ostrzega: „Dzięki swej zręczności, cichym machinacjom, a także – jest to faktem – swym wpływom, pozycjom oraz inteligencji, ludzie GRECE wywierają bezsprzecznie coraz większy wpływ na ośrodki władzy ekonomicznej, na wyższych urzędników, w łonie niektórych partii politycznych”. Nawet katolicka integrystyczna prawica włącza się w chór krytykujący Nową Prawicę, którą umieszcza pośród „adeptów masońskiej Rewolucji szatańskiej przeciwko Bogu żywemu w Trójcy Przenajświętszej Jedynemu”. Czymże jest ów nieznany szerokiej opinii, a tak gorącą kontrowersję budzący ruch?
Cofnijmy się nieco w czasie, by zobaczyć, jaka była jego  geneza.

Geneza

W roku 1968 popularność lewicy osiąga szczyt: studenci demonstrują pod czerwonymi i czarnymi sztandarami, profesorowie i artyści unisono sławią marksizm. Być intelektualistą oznaczało eo ipso być lewicowcem. Prawica bezustannie atakowana przez wszechobecne lewactwo dała się zepchnąć do defensywy i poddała się nastrojowi totalnej rezygnacji, wstydząc się wręcz własnej prawicowości i ukrywając ją. W takich to warunkach grupa młodych nonkonformistów wywodzących się na ogół z bardzo konserwatywnych rodzin („ostatnich wierzących w totemy swego szczepu” – jak pisał Jean Despert) postanawia się przeciwstawić intelektualnemu terrorowi lewicy, ale też – samobójczemu antyintelektualizmowi prawicy.

5 maja 1968 r. w Lyonie powstaje GRECE (Groupement de Recherche et d’Etudes pour la Civilisation Europeenne – Grupa Badań i Studiów nad Cywilizacją Europejską), „stowarzyszenie myśli”, wśród założycieli którego znajdują się m.in. Alain de Benoist, Louis (Luc) Pauwels, Jean Anouilh, Jean Giono, Marcel Jouhandeau, Jean Jacques Mourreau, Michel Poniatowski, Michel Marmin, Pierre Vial, pierwszy sekretarz generalny GRECE Jean-Claude Valla. W tym samym jeszcze roku filie Grupy zawiązują się w Nantes, Tuluzie i Paryżu. 17 stycznia 1969 prefektura departamentu Alpes-Maritimes dokonuje rejestracji GRECE.

Na rynku wydawniczym pojawiają się związane z Nową Prawicą czasopisma: „Elements pour la Civilisation Europeenne” (1968), „Nouvelle ecole” (1973), Metapo” (organ Nouvelle Droite Jeunesse), „3 millenaire”, „Contrepoint” (pismo skupiające technokratów Klubu Zegarowego), „Etudes et Recherches”; ludzie GRECE zdobywają także przyczółki w prasie masowej: „Valeurs actuel”, periodyki „Histoire Magazine” i „Planete” oraz wydawany przez Hersanta w nakładzie 1,5 miliona egzemplarzy „Figaro-Magazine”. Na orbitę GRECE wchodzą nowi ludzie – w komitecie patronackim „Nouvelle ecole” znajdziemy takie postacie jak historyk religii Mircea Eliade, filozof i psycholog Hans Eysenck, politolog Julian Freund, pisarz Pierre Gaxotte, historyk David Irving, psycholog Arthur Jensen, pisarz Arthur Koestler, epistemolog Louis Rougier, pisarz Thierry Maulnier, archeolog Frank Altheim, pisarz Jean Cau, botanik C. D. Darlington, neuropsycholog Pierre Debray-Ritzen, historyk sztuki Rene Huyghe, etolog Konrad Lorenz…

Po XII kolokwium GRECE („Iluzje równości” – 1977), zlewaczony świat intelektualny Francji nie może już dłużej ignorować istnienia Nowej Prawicy. Istna burza rozpętuje się w 1979 r., kiedy w ciągu jednego tylko półrocza ukazało się ok. 500 artykułów prasowych i programów radiowych atakujących GRECE, co tylko przydaje większego rozgłosu XIV konferencji Grupy „Przeciwko wszystkim totalitaryzmom”. Liczba członków tego elitarnego stowarzyszenia (członkostwo jest przywilejem zarezerwowanym dla ludzi osobiście znanych członkom GRECE) wzrasta do 1500. Oprócz grupy studentów (głównie filozofii, historii, szkół ekonomicznych i ENA) są to ludzie w wieku 25-50 lat, posiadający rodziny, w większości z wykształceniem uniwersyteckim, nauczyciele, urzędnicy.

Myśl Nowej Prawicy promieniuje poza granice Francji. Na terenie Niemiec GRECE wchodzi w kontakt z grupą młodych konserwatystów skupionych wokół wydawanego od 1964 r. „Junges Forum”. W Belgii Robert Steuckers przystąpił do wydawania pism „Orientations” i „Vouloir”, zaś Luc Pauwels podjął się redagowania „Teksten, kommentaren en studies”. We Włoszech pojawiły się periodyki „Diorama Letterario” (Marco Tarchi) i „Elementi” (Alessandro Campi). W świecie anglojęzycznym idee Nowej Prawicy poczęły propagować: magazyn „Scorpion” Michaela Walkera i grupa IONA, której spadkobiercą jest dziś pismo „Perspectives”… W ostatnim czasie sympatycy Nowej Prawicy pojawili się nawet w Rosji („Arctogaia”).

Czemu zawdzięcza swój niewątpliwy sukces szczupłe grono intelektualistów z GRECE? Wyciągnęli oni wnioski z pism Antonio Gramsciego, który twierdził, że zanim sięgnie się po władzę trzeba zdobyć najpierw umysły ludzi, i na tej bazie rozwinęli swoją oryginalną teorię metapolityki. 

Metapolityka

Valla zdefiniował metapolitykę jako „domenę wartości, które nie dotyczą doraźnych kwestii politycznych lecz które pośrednio oddziaływują na polityczny consensus”. „Innymi słowy” – napisał Michael Walker – „władza polityczna może być zdobyta tylko PO wygraniu batalii o kulturę, a nie PRZED tym”. Dlatego celem Nowej Prawicy stało się zdobycie wpływu na opinię publiczną a zwłaszcza na kulturotwórcze elity społeczeństwa.

Nowa Prawica zrozumiała wszakże, że nie uda się tego dokonać, jeśli przemawiać będzie językiem nie trafiającym do społeczeństwa, jeśli budzić będzie drwinę, przerażenie lub wstręt. Benoist pisał: „Musimy być ostrożni w posługiwaniu się słownictwem. (…) należy porzucić przestarzałą frazeologię, trzeba otworzyć nowe przyzwyczajenie”. Dlatego w publikacjach Nowej Prawicy nie ma przynudzania ani dydaktyki. Tradycję przedstawia się w całej palecie barw (w przenośni i dosłownie – GRECE bardzo dba o poziom edytorski i oprawę graficzną swych wydawnictw), ze szczyptą ezoteryzmu i egzotyki, jeśli trzeba i z pomocą fotek uroczych dziewcząt. Nawet adwersarze Nowej Prawicy przyznają: „(…) treść ‚Nouvelle ecole’ objawia się jako humanistyczna, otwarta i pełna sprzeczności (…)”.

Ów otwarty charakter Nowej Prawicy, ten programowy antydogmatyzm pozwala jej zdobywać sympatyków w bardzo różnych obozach. Ludzi GRECE znaleźć więc można w gaullistowskim Zgromadzeniu dla Republiki (RPR), w giscardystowskiej Partii Republikańskiej, w lepenowskim Froncie Narodowym; potrafią oni współpracować z ekologistami i regionalistami. Należy tu jednak pamiętać – co podkreślił w komunikacie z 19 kwietnia 1990 r. prezydent GRECE Jacques Marlaud („Vouloir” nr 63-63) – że większość pozostaje wierna „metapolitycznemu” programowi stowarzyszenia i dystansuje się od doraźnego akcjonizmu politycznego.

Idee Nowej Prawicy

Nowa Prawica zrozumiała również, że same idee prawicy także trzeba poddać gruntownej odnowie, by dostosować je do wymogów współczesności. Nowa Prawica bowiem nie chce być ideologiczną skamieliną i nie boi się epoki, w której przyszło jej działać. Feminizm, kontrkultura, Nowa Lewica, obrońcy środowiska, ruch regionalistyczny – to wszystko świadczy o odrzuceniu jednolitego społeczeństwa konsumpcyjnego w imię odrębności i specyfiki, a więc zbieżne jest z tradycją prawicową zwalczającą wszelkie formy zrównania i ujednolicenia. Dlatego Nowa Prawica śmiało podejmuje takie tematy jak seksualność (zrywając przy tym z pruderią „starej” prawicy) czy ekologia.

Rzeka ideologii Nowej Prawicy wypływa z trzech głównych źródeł: filozofii Reakcji (Fryderyk Nietzsche, Julius Evola, Oswald Spengler, Ernst Jünger, Rene Guenon, Carl Schmitt), najnowszych osiągnięć naukowych etologii, socjobiologii, antropologii, których dokonali Konrad Lorenz, Arthur Jensen, Edward E. Wilson, Hans Eysenck, Richard Dawkins, i wreszcie indoeuropejskiej mitologii, skodyfikowanej przez Mircea Eliade, Roberta Gravesa, Louisa Rougiera i Georgesa Dumezila. Nowa Prawica szuka natchnienia przede wszystkim w starożytnej Grecji (nazwa stowarzyszenia nieprzypadkowo odwołuje się do tradycji tej kolebki cywilizacji europejskiej!), ale pociągają ją również mity barbarzyńskich ludów Północy.

Credo Nowej Prawicy wyłożył de Benoist w książce „Vu de droite”: „Prawicową nazywam – uważając to za czystą konwencję – taką postawę która zróżnicowanie świata i wynikającą z tego (…) względną nierówność, uważa za rzecz słuszną, zaś stopniową homogenizację świata, głoszoną i realizowaną przez tysiącletnią ideologię egalitaryzmu, za postawę niepożądaną. Jako prawicowe oceniam doktryny głoszące, że względne nierówności bytu tworzą układ sił, którego produktem jest proces historyczny, oraz przyjmujące konieczność kontynuacji ciągu historycznego. (…) Oznacza to, że dla mnie wrogiem nie jest ‚lewica’ (…), lecz wszelkie idee egalitarystyczne, które (…) plenią się nieprzerwanie od dwóch tysiącleci (…)”.

W imię tak rozumianej istoty prawicowości Nowa Prawica poddała rewizji przyjmowane dotąd na prawicy wartości Chrześcijaństwa, Cywilizacji Zachodniej i Białej Rasy. Nowa Prawica kontestuje wszelkie filozofie „redukcjonistyczne”, sprowadzające całą historię do jednego wymiaru. „Charakterystyczne dla wszystkich członków GRECE (…) jest odrzucenie wszelkich form ekonomicznego czy biologicznego determinizmu” – napisał Walker.„Ani rasa, ani klasa nie są odrzucane jako czynniki współtworzące historię (…), lecz odrzucane jest takie wyobrażenie historii i (…) polityki, które redukuje ją do poziomu jednego z tych czynników”.

Nowa Prawica wychodzi z założenia, że „człowiek jest zwierzęciem takim jak wszystkie inne, które żyją między niebem a ziemią” (Lorenz), jego zachowania, których żadna akulturacja nie może zmienić, są zwierzęce. Człowiek jest z natury agresywny, broni swego terytorium, tworzy elity władzy, które umacniają się na drodze dziedziczenia. W walce o życie mogą przetrwać tylko najlepsi, naturalnym jest więc podporządkowywać słabych i wielbić silnych. „Nasi przodkowie, żyjący w stanie natury, w owych błogosławionych czasach, poprzedzających ich rzymsko-żydowsko-chrześcijańską tresurę, zaznawali jeszcze wolności nieposkromionej i niepohamowanej w świecie, w którym liczyło się jedynie prawo silniejszego” – ironizuje Yves Plasseraud na łamach „Esprit”.

Odrzucenie idei nierówności

Nowa Prawica odrzuca więc ideę równości jako sprzeczną z naturą. Prawem przyrody jest nierówność dlatego demokracja jest systemem nierealnym. Egalitaryzm nie zastąpił naturalnych, arystokratycznych elit rządami wszystkich – bo takowe są niemożliwe – lecz elitami biurokracji lub biznesu wyłonionymi w drodze selekcji negatywnej, która preferuje cwaniaków, nikczemników i słabeuszy. Demokracja okazała się tyranią miernot, dlatego Nowa Prawica proponuje powrót do porządku arystokratycznego, do naturalnej władzy heroicznych jednostek i elit. Alain de Benoist podkreślał w wywiadzie dla „Der Spiegel”: „Chcemy ukształtować nową myśl elitocentryczną”.
Nowa Prawica broni nie tylko nierówności, ale różnorodności w ogóle. De Benoist twierdzi za Robertem Jaulinem: „ludzkość istnieje w liczbie mnogiej”. Każdy naród ma własną osobowość, każda kultura własne wartości moralne, tradycje polityczne i reguły zachowania.

Nowa Prawica broni więc kulturowej tożsamości Starego Kontynentu przed inwazją milionów „kolonistów” z Trzeciego Świata, którzy na ruinach europejskiej cywilizacji ukształtują „społeczeństwo wielokulturowe”. Nowa Prawica dystansuje się jednak od rasizmu, kładąc nacisk raczej na różnice kulturowe niż biologiczne (de Benoist: „Istnieje konieczność, pilna konieczność demaskowania szkodliwości i głębokiej błędności postaw rasistowskich, aby z tymi ostatnimi nie była identyfikowana uzasadniona obrona specyficznych cech tożsamości zbiorowych”).

Nienawistnym Nowej Prawicy jest ujednolicony egalitaryzm każdej proweniencji. Jeden z uczestników GRECE powiedział tygodnikowi „Le Point”: „GRECE potępia tak model marksistowski jak amerykański. Powiedziałbym nawet, że potępia bardziej drugi niż pierwszy…”. Według Walkera: „Czołowym nośnikiem egalitaryzmu nie jest komunizm, a Zachód”. Szczególna niechęć Nowej Prawicy budzi w modelu amerykańskim wszechobecny ekonomizm, który zdominował wszystko – politykę, kulturę, religię – do tego stopnia, że uczyniło to z człowieka jedynie konsumenta. Dlatego Benoist głosi konieczność ograniczenia dynamiki gospodarczej, zniesienia ponadnarodowej władzy ekonomicznej i podporządkowania życia gospodarczego polityce. W czasie XV seminarium GRECE w maju 1981 r. Guillaume Faye otwarcie głosił: „By przeciwstawić się panoszeniu cywilizacji amerykańsko-zachodniej, umacnianiu się owej Międzynarodówki Lodówek, pragniemy obudzić w świadomości Europejczyków pojęcie wojny kulturalnej… Jutro każdy powinien być Celtem!”.

„Arystokratyzm”

Nowej Prawicy, jej niechęć do masy, uniformizmu, zniewolenia sprawia, że ruch ten dystansuje się również od faszyzmu. „Nazizm jest potępiany jako wynaturzenie” – powiedział dziennikarzowi „Le Point” były członek stowarzyszenia – „Często słyszałem, jak przywódcy GRECE wyrażali obawy, że zbyt wielu ludzi z faszyzującej Partii Nowych Sił wciska się do ich szeregów”. Hasło GRECE stwierdza dobitnie: „Dla Nowej Kultury – przeciwko totalitaryzmowi, egalitaryzmowi, rasizmowi”. Nawet lewicowy socjolog Alain Touraine musiał przyznać: „Nowa Prawica łączy się z politycznym i ekonomicznym elitaryzmem, w przeciwieństwie do narodowego socjalizmu, który był antyarystokratyczny i chciał być ludowy”.

Wrogość wobec uniwersalizmu nadaje Nowej Prawicy antychrześcijański charakter. Pauwels napisał w „Figaro-Magazine”: „Dziedzictwo kulturalne chrystianizmu nie jest naszym dziedzictwem, kultura chrześcijańska jest nam obca”. Nowa Prawica chętnie powołuje się na Nietzschego: „Monoteizm był, być może, największym jak dotąd niebezpieczeństwem dla ludzkości. Aby obronić się przed tą groźbą trzeba odnaleźć naszą najdalszą przeszłość, posłanie wolności, które pozwala ludom indoeuropejskim uzewnętrznić swą osobowość”. Benoist rozwija tę myśl twierdząc, że monoteizm jest źródłem totalitaryzmu i egalitarnej utopii.

Nie od rzeczy wszakże będzie tu zaznaczyć, że stosunek Nowej Prawicy do chrześcijaństwa nie jest bynajmniej jednoznaczny. O ile na przykład Peter Drew z IONA podziela pogląd Benoista, określając w swym liście z 18 maja 1990 r. chrześcijaństwo mianem „religii antyeuropejskiej”, o tyle Marco Tarchi napisał: „(…) nie podzielamy zainteresowania francuskiej Nouvelle Droite religijnymi sporami (…). Zmagania między chrześcijaństwem a pogaństwem nie są dla nas w ogóle istotne…” (list z 23 sierpnia 1990 r.).

Pragnąc oprzeć życie społeczne na podstawach naturalnych Nowa Prawica propaguje powrót do nieskażonej obcymi wpływami indoeuropejskiej przeszłości. Benoist powiada: „Najodleglejsza przeszłość stanowi najpotężniejszą siłę inspirującą przyszłość”. I kontynuuje: „Jeśli by należało szukać idei nowych, zwrócić by się należało na pewno nie w stronę większości, lecz w stronę mniejszości, które pozostają pośród nas zapomnianymi świadkami autochtonicznej antycznej cywilizacji”. Stąd pośród Nowej Prawicy tak wielkie zainteresowanie małymi nacjonalizmami regionalnymi, które najwyraziściej urzeczywistniają nowoprawicowe ideały małych społeczności, odrębności kulturowej i zakorzenienia. Z drugiej strony Nowa Prawica silnie akcentuje ideę jedności europejskiej, potępiając anachroniczną ksenofobię (Pierre Vial: „Europa, a ściślej mówiąc kultura europejska jako dziedzictwo noszące w sobie zalążek przyszłości – powołanie imperialne, jest dla nas mitem o fundamentalnym znaczeniu, zdolnym mobilizować w perspektywie historycznej młode pokolenie narodów europejskich”).

Roli GRECE w dziele rewaloryzacji myśli prawicowej nie sposób przecenić. Lewica, dotąd uzurpująca sobie monopol na „naukowość” i narzucająca wszystkim swoją wizję przyszłości, nie podniesie się już po zadanych jej ciosach. Ale i sama prawica uległa daleko idącym przeobrażeniom, wykorzystując wiele wypracowanych przez GRECE idei. Te rolę GRECE, rolę Feniksa odradzającego myśl prawicy, dostrzegają jej wrogowie: „Nowa Prawica, która jest zresztą prawicą istniejącą od zawsze, prawicą wieczną, nie do wykorzenienia, to prawica pojmowana jako kultura, jako odwrotność kultury postępowej przeżywającej wyraźny kryzys; jest to odkrywanie co jakiś czas, że istnieje sposób myślenia i odnoszenia się do świata odmienny od oświeceniowego, demokratycznego, nastawionego na postęp gospodarczy i naukowy, skłonnego do żywienia wielkich pacyfistycznych i egalitarnych nadziei, czyli sposobu myślenia wywodzącego się z wielkich rewolucji burżuazyjnych”.

„Myśl Polska” nr 21/1993; „Graal” nr 3

Jarosław Tomasiewicz

http://adnikiel.republika.pl/nowa%20prawica.html

GRECE

http://www.wikiwand.com/en/Groupement_de_recherche_et_d%27%C3%A9tudes_pour_la_civilisation_europ%C3%A9enne