Archiwa miesięczne: Marzec 2016

Co oznacza słowo: ciapaty?

Ostatnio ktoś zapytał mnie, co oznacza słowo ciapaty przy określeniu muzułmanów tj. arabów bliskiego wschodu? Poszukałem i znalazłem poniższą odpowiedź:

Nazwa pochodzi z języka urdu i odnosi się do nazwy mąki, z której pakistańskie kobiety smażą (na specjalnie grubych patelniach) placki podobne do naszych naleśnikowych zwane tsiapaty bread lub ćapati, czapati, lub chapati, lub w języku urdu: چپاتی (wymowa IPA: cəpa:t̪i). Bardzo zbliżona do tej nazwy jest włoska ciabatta, z tą różnicą że włosi dodają drożdże, dlatego ich chlebek jest pulchny, a nie płaski.

025-chapati-1.jpg

Placki te wyrabiają z samej mąki i wody, z odrobiną oleju. Wyobraźcie sobie, że kobieta smażąca te placki odwraca je na drugą stronę palcami i robi to tak sprytnie że nie poparzy się. Ciekawe jest również zastosowanie tych placków – służą one zamiast sztućców. Należy palcami urwać kawałek placka i za jego pomocą wybierać z talerza kęsy pikantnego mięsa polane sosem curry.

Natomiast nazwa ciapaty oznacza obecnie każdego Azjatę, który nie jest skośnooki, czyli oprócz Pakistańczyków, także Hindusów, Arabów itp. Wynika to z tego, że po samym wyglądzie trudno jest ich odróżnić i stąd ta uniwersalna nazwa – ciapaty. Nie zawsze jest to nazwa pogardliwa, gdyż poprzez swoją uniwersalność stała się bardzo użyteczna. Nie ma po prostu w języku polskim innego rzeczownika oznaczającego Azjatę, który nie jest rasy żółtej.

Ciekawostką jest to że to nie jest ciasto rdzennie azjatyckie, na naszym podwórku w Polsce też takie ciasto jest robione, a u nas zwie się podpłomyki. Także służą jako sztućce i są znane od wieków. Wszędzie tam gdzie rozwinęło się rolnictwo. U nas zwykle się też je z czymś pikatnym np. z sosami czosnkowymi.

 

cc55121356dc770afad84b852117a02fd152ded105081f31acpimgpsh_fullsize_distr.jpg

Reklamy

Przewodnik młodego rasisty 3: Trzy kolory

Jestem rasistą. To znaczy uznaję pojęcie rasy jako jednego z kryteriów podziału ludzkości. Tak jak i uznaje je 75% polskich antropologów. Ci amerykańscy są bardziej bojaźliwi i 56% nie chciało udzielić odpowiedzi na pytanie, czy uznają ten niepoprawny politycznie podział. I tak – rasy różnią się między sobą zarówno predyspozycjami fizycznymi jak i intelektualnymi. Wiem, że to nieładnie tak mówić, ale… takie są fakty.

Niezależnie jaki mamy kolor skóry, jedno jest pewne – wszyscy współcześnie żyjący ludzie należą do jednego gatunku. Choć… nie wszyscy w równym stopniu. W czasach, kiedy jeszcze byłem na studiach (studiowałem przez chwilę antropologię kulturową), obowiązywała wykładnia, że wczesne hominidy („małpoludy”) raczej nie mieszały się z Homo sapiens. Badania genetyczne udowodniły niedawno, że jednak tak się działo (tu podziękowania dla mojego dyskutanta z poprzedniego wpisu z tej serii za podlinkowanie tego tekstu). Otóż współcześni ludzie, poza rdzennymi Afrykanami, posiadają pewien wkład genów Neandertalczyków, gdzieś tak między 1 a 4%. Te grupy Homo sapiens, które pozostały w Afryce, nigdy nie kontaktowały się ze wspomnianym wymarłym gatunkiem. Ale wedle wszelkiego prawdopodobieństwa krzyżowały się z innymi hominidami, które zamieszkiwały wtedy czarny ląd. Musimy bowiem pamiętać, że setki i dziesiątki tysięcy lat temu nie byliśmy jednymi przedstawicielami gatunku homo i do kontaktów – także seksualnych – zapewne dochodziło dość często. Tym bardziej więc różnice rasowe nie powinny nas dziwić – dziwne byłoby raczej to, gdybyśmy nie potrafili ich zaobserwować.

Rasizm kojarzy się z segregacja rasową i innymi mrocznymi kartami historii ludzkości. W imię walki z przeszłością zaczęto więc walczyć z faktami. Niemniej trzon rasizmu jest neutralny światopoglądowo – to po prostu podział uwarunkowany obserwacjami natury antropologicznej i wcale nie musi iść za nim dyskryminacja. Zrozumienie różnic nie jest przecież grzechem, jest nim raczej zacieranie prawdy w imię jakichś politycznych interesów.

No dobrze, skąd się jednak wzięły te wszystkie rasy i typy antropologiczne? Odpowiedź jest o tyle banalna, co i skomplikowana – są efektem działania procesów ewolucyjnych. Cechy korzystne w danych warunkach bytowych (klimat, choroby, sposób zdobywania pożywienia) kumulują się w lokalnej populacji, zmieniając jej cechy takie jak wygląd, układ immunologiczny, sprawność, wytrzymałość, a także te nieszczęsne zdolności intelektualne, do których jeszcze wrócimy.

Kiedyś wszyscy byliśmy czarni. Wynika to z prostego faktu, że Homo sapiens wyewoluował na południu Afryki. Jednak wraz z migracją na północ cecha ta zaczynała nam przeszkadzać. Ciemna skóra chroni przed słońcem, ale utrudnia syntezę witaminy D, której brak prowadzi do poważnych powikłań zdrowotnych. Zatem osoby o jasnej skórze (która pojawiła się jako przypadkowa mutacja) zyskały przewagę ewolucyjną nad ciemnoskórymi i rzadziej chorowały np. na krzywicę. W konsekwencji to one zdominowały populacje, bo były lepiej przystosowane do warunków panujących na mniej nasłonecznionej północy. Nawet w obrębie rasy białej mamy przecież jasnych Skandynawów i ciemnych południowców. Biała skóra Norwegów czy dajmy na to Brytyjczyków jest wynikiem przystosowania do klimatu, który w okresie zimowym oferuje bardzo mało słońca niezbędnego do syntezy witaminy D. Ciemny pigment blokuje promieniowanie UV, ale w regionach o stałym, dużym nasłonecznieniu nie niesie to ze sobą żadnych negatywnych konsekwencji. Tam bardziej przydaje się wzmocniona ochrona przed oparzeniami słonecznymi, którą zapewnia ciemna karnacja. To często proces stopniowany – tym czarniejsza skóra, im bliżej równika dana społeczność zwykła żyć.

Ok, a skąd się w takim razie wzięła skóra żółta? Przez zwykły przypadek. Rasa żółta wyewoluowała na zimnej Syberii, gdzie także przez lwią część roku brakuje słońca. Żółtawa skóra jest tak samo dobra jak biała i to po prostu inny wariant jasnej karnacji, która chroni przed ryzykiem niedoboru witaminy D. Skośne oczy są natomiast adaptacją do… wszechobecnego zimą śniegu. Przodkowie współczesnych Chińczyków czerpali korzyści z wąskich oczu, bo ich kształt pozwalał im chronić wzrok. Słońce odbite od śniegu i lodu po prostu oślepia. Osoby o wąskich oczach były więc lepiej przystosowane do tych trudnych północnych warunków i w efekcie były skuteczniejszymi myśliwymi, co dawało im przewagę ewolucyjną na tyle silną, że ostatecznie cecha ta zdominowała całą populację. W tym odległym czasie tereny współczesnych Chin zamieszkiwały ludy miejscowe, należące do grupy Austronezyjczyków. Ich współczesnymi potomkami są typowi mieszkańcy Filipin, Malezji, Indonezji, Nowej Zelandii, Hawajów a nawet Madagaskaru. Zresztą do dzisiaj niedobitki tubylców – zwane Aborygenami Tajwańskimi – można spotkać na generalnie skośnookim Tajwanie.

Typowi przedstawiciele rasy żółtej z czasem wyparli tych ostatnich z Azji kontynentalnej z powodu swojego większego zaawansowania „technologicznego”. Prachińczycy, musząc sprostać trudnym warunkom mroźnej północy, nauczyli się wytwarzać cięższą broń, zdatną do polowania na grubego zwierza. Prawdopodobnie te umiejętności przeważyły o sukcesie ich zwycięskiego marszu na południe. Marszu, który trwał wciąż w czasach samurajów, walczących z tubylcami o władanie nad Wyspami Japońskimi jeszcze kilkaset lat temu. To mało eksponowana część historii Kraju Kwitnącej Wiśni, ale tak jak Amerykanie mieli swój dziki zachód z kowbojami i Indianami, tak Japończycy mieli swój dziki (północny) wschód. Tyle, że funkcję kowbojów przejęli samurajowie z klanu Matsumae, a w roli wybijanych Indian wystąpili miejscowi aborygeni, zwani tam Ajnami. Pochodzenie tych ostatnich do dzisiaj jest zagadką, bo nie pasują oni za bardzo ani do rasy żółtej, ani do białej czy czarnej. Jasna skóra, przy braku opalenizny praktycznie nierozróżnialna od europejskiej, okrągłe oczy, wydatne kości policzkowe, duże usta o grubych wargach i szerokie nosy są dość dziwaczną mieszanką. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Ajnowie są jakąś żywą skamieliną po czasach, kiedy rasa żółta dopiero się formowała. I co ciekawe – ich potomkowie żyją do dzisiaj w całkiem sporej liczbie na Hokkaido oraz na skrawku rosyjskiego Sachalinu.

AinuGroup.JPG

Ajnowie w tradycyjnych strojach

Skoro już wspomnieliśmy o Indianach, to należą oni do rasy żółtej i są w pewien sposób spokrewnieni ze współczesnymi Azjatami. Pierwotni mieszkańcy Ameryki przeszli po zamarzniętej Cieśninie Beringa gdzieś tak między 40 a 15 tysięcy lat temu. Dokładna data nie jest znana, ale badania genetyczne dowiodły, że Indianie generalnie wywodzą się z terenów Syberii, podobnie jak i inni przedstawiciele rasy żółtej. Z czasem grupy, które zasiedliły nowy kontynent, oczywiście też się zróżnicowały – pociemniały lub zmieniły swoje gabaryty, dostosowując się do lokalnych warunków klimatycznych.

Wróćmy jednak do rasy czarnej. To niepoprawne politycznie stwierdzenie, ale ludzie czarni są najbliżsi wyglądem naszym pradawnym przodkom. Przypominają ich nie tylko z koloru skóry, ale także pod względem budowy włosów (kręcone) oraz z… twarzy. U rasy białej i żółtej prognatyzm (wysunięcie ku przodowi kości szczęk i żuchwy) określa się jako zaburzenie. Wśród rasy czarnej jest to cecha częsta, normalna. U naszych małpich przodków – typowa. Prawdziwym kuriozum są natomiast „żywe skamieniałości”, izolowane grupy ludzi, którzy pozostali na poziomie naszych pradawnych przodków. Choć to szokujące, ale w czasach, kiedy Europejczycy zaczęli już budować urządzenia elektryczne, pewne grupy ludzi nie wynalazły jeszcze… metod krzesania ognia. Dla tych archaicznych, pigmejskich plemion czas zatrzymał się dziesiątki tysięcy lat temu. Choć świat wkraczał już w erę nowoczesności, wciąż żyły one tak, jak nasi bardzo, bardzo odlegli przodkowie, pielęgnując płomień rozpalony przez przypadkową błyskawicę. Mowa m.in. o rodowitych mieszkańcach Andamanów, wysp na Oceanie Indyjskim, którzy do dzisiaj znajdują się w epoce kamienia łupanego. Choć w ciągu wieków bywali odwiedzani przez podróżników z Persji czy Indonezji, raczej nie chcieli zaczerpnąć od nich „nowinek technologicznych”, a jedynie odwiedzających… wymordować.

A teraz niespodzianka – współcześni ludzie zafundowali rdzennym Andamanom rezerwat i każą dalej żyć w epoce kamiennej w imię… dbałości o różnorodność. W efekcie na jednej w wysp archipelagu mamy enklawę dzikich ludzi, którzy żyją sobie tak jak nasi przodkowie 30 tysięcy lat temu, choć kilkadziesiąt kilometrów dalej lądują samoloty wiozące turystów do nowoczesnych, wakacyjnych kurortów. I kiedy ci plażowicze siedzą sobie nad morzem z iPhone`ami w rękach, dosłownie 3 km dalej (tyle dzieli rezerwat od najbliższego kurortu), pozostałości po naszych przodkach latają z drewnianymi dzidami za małymi, włochatymi świniami. I żeby było śmieszniej – utrzymywanie tych odosobnionych populacji z dala od cywilizacji uważa się na humanitarne i zgodne z prawami człowieka.

 

Great_Andamanese_-_two_men_-_1875.jpg

Dwójka Andamanów

Trzeba tu jednak uczciwie dodać, że wspomniani tubylcy za gośćmi nie przepadali i na każdą próbę kontaktu odpowiadali gradem strzał i oszczepów. W latach siedemdziesiątych pewien antropolog chciał nawiązać przyjacielską relację z wciąż kompletnie dzikimi Andamanami, obdarowując ich błyskotkami i przywiązanym na sznurku świniakiem. Gest nie został przyjęty ze zrozumieniem i ciekawski badacz wrócił ze strzałą tkwiącą w udzie, co i tak było pewnym osobistym sukcesem, bo lista ubitych (i być może zjedzonych) przez wspomniane plemię jest długa. Obejmuje nieostrożnych kłusowników, robotników budujących nieodległą drogę i całą masę żeglarzy z dawnych czasów. W sumie nie zawsze dawnych, bo jeszcze w latach osiemdziesiątych marynarze ze statku, który miał pecha osiąść na mieliźnie w pobliżu wyspy, raportowali przez radio widok grupy dzikich zaopatrzonych w łuki, którzy budowali łódź, najwyraźniej w celu odbycia mało przyjacielskiej wizyty. Na szczęście rozbitków ewakuował helikopter, zanim dotarła do nich wojenna ekspedycja Andamanów. Znany jest jednak przypadek, kiedy ta izolacja została złamana. W pobliżu granicy rezerwatu znaleziono tubylca ze złamaną nogą, którego zabrano do szpitala. Wyobrażam sobie, że człowiek ten przeżył coś, co można porównać tylko do porwania przez UFO. Choć nie sądzę nawet, by hipotetyczni kosmici byli bardziej zaawansowani technologicznie od nas, niż współcześni ludzie od tubylców z Andamanów.

Dlaczego właśnie to tam ludzkość została w epoce paleolitu? Ano przez pewien zbieg okoliczności. Kiedyś Andamany były półwyspem połączonym ze stałym lądem. Morze odcięło ten skrawek świata, zostawiając zamieszkujących go ludzi na takim poziomie, na jakim wtedy byli. To ważne o tyle, że skolonizowanie tych wysp nie wymagało dość zaawansowanej przecież umiejętności żeglugi. A że wszystkie próby kontaktu owocowały próbą zjedzenia przybyszów, Andamanie nie za bardzo mieli od kogo zdobyć nowe umiejętności, o nowych genach już nie wspominając.

Jeśli chodzi o poziom rozwoju, to nowożytna historia zna jeszcze jeden przypadek plemienia, które nie potrafiło wytwarzać ognia, ani nawet… prostych narzędzi z kości. Tasmanowie także zawędrowali w dawnych czasach na ziemie, które na skutek podnoszenia się poziomu morza zamieniły się w wyspę. W efekcie mieszkańcy Tasmanii położonej u południowych brzegów Australii pozostawali odcięci od reszty ludzkości przez dziesiątki tysięcy lat. Ciekawe jest też to, że nawet ich wygląd był dość hmm… pierwotny. Co prawda do dzisiaj nie zachował się przy życiu żaden Tasman czystej krwi, wymarli oni (choć w sumie to bardziej ich wybito) jednak na tyle niedawno, by zostali uwiecznieni na zdjęciach.

616px-Truganini_and_last_4_tasmanian_aborigines

Zniewoleni Tasmańczycy

Choć ludy czarne wydają nam się typowe tylko dla Afryki, zamieszkiwały one kiedyś całą południową Azję. Jednak nawet poza odizolowanymi Andamanami dalej możemy spotkać rdzennych Azjatów o skórze w kolorze mahoniu. Czarni jak smoła Semangowie zamieszkują północna Malezję i południową Tajlandię, rdzennych Murzynów można wciąż spotkać też na Nowej Gwinei czy na Filipinach. Owszem, podziały rasowe nie są jednolite – tacy na przykład Etiopczycy są czarni, choć ich przodkowie przybili z Bliskiego Wschodu i należeli do rasy białej. Rdzenni mieszkańcy należącego do kontynentu Afrykańskiego Madagaskaru są mieszanką czarnych Afrykanów i… Azjatów (żeglarzy z Borneo, spokrewnionych ze wspomnianymi Aborygenami Tajwańskimi), którzy zasiedlili wyspę ponad tysiąc lat przed odkryciem jej przez europejskich kolonizatorów. Hindusi są dla odmiany zupełnie pomieszani – są mieszanką rasy białej, czarnej i żółtej, choć proporcje te zależą od konkretnego regionu. Na Sri Lance żyje nawet rdzenne plemię murzyńskie, które zachowało swój pierwotny wygląd i styl życia, choć jego obecnym językiem ojczystym jest dialekt przejęty niegdyś od przybyłych na ich tereny Indo-Aryjczyków. Tak więc mamy Murzynów-Azjatów gadających po „naszemu” – antropologia bywa naprawdę zaskakująca.

 

Idźmy jednak dalej. Oczywiście rasy także różnią się między sobą, ponieważ różne grupy, mimo spokrewnienia, muszą adaptować się do innych warunków. Niski wzrost przystosowuje Pigmejów do gęstych lasów Afryki równikowej. Jednak ludy mieszkające we wschodnim pasie kontynentu cechują się dla odmiany bardzo wysokim wzrostem. Są też bardzo wytrzymałymi biegaczami. To też przystosowanie, bo na terenie sawanny polowanie polegało często na „zabieganiu” ofiary na śmierć. Myśliwy tak długo gonił uciekającą antylopę, aż w końcu padała ona z wyczerpania. Nic więc dziwnego, że biegacze w krajów tego regionu święcą triumfy na maratonach – do wygrywania biegów na królewskim dystansie predysponują ich tysiące lat ewolucji.

Niestety – coś za coś. Czarni Afrykanie są ponadprzeciętnie wytrzymali, ustępują jednak… inteligencją. Wiem, że to „rasistowskie”, ale – jak już mówiłem – takie są fakty. Badania przeprowadzane w USA wykazały następujące wyniki średniego ilorazu inteligencji. Afroamerykanie – 85, Latynosi – 89, biali – 103, Amerykanie azjatyckiego pochodzenia – 106, Żydzi – 113. I trzeba przyznać, że to są bardzo zróżnicowane wyniki. Żeby to unaocznić odwołajmy się do przykładu. W społeczeństwie, w którym skala IQ byłaby dostosowana do Żydów, blisko połowa Afroamerykanów zostałaby zdiagnozowana jako „intelektualnie upośledzeni”(!), ponieważ dwa odchylenia standardowe od średniej populacyjnej, czyli 30 punktów IQ, już do takiej diagnozy predysponują. Rodzi się pytanie, na ile jest to efekt obciążenia genetycznego, a na ile dziedzictwo kultury. Różni badacze różnie się do tego ustosunkowują, panuje jednak zgoda, że prawda leży gdzieś w połowie drogi. Predyspozycje mamy zapisane w genach, ale do rozwoju naszych potencjalnych zdolności potrzeba też sprzyjającego otoczenia. Faktycznie – typowa kultura Afroamerykanów jest raczej mało intelektualna. Rap, „easy money”, kult siły fizycznej i uproszczony slangowo język raczej nie predysponują do rozwijania zdolności poznawczych, ani nawet pracowitości, niezbędnej do osiągania dobrych wyników w szkole. Być może istnieją mniej i bardziej inteligentne grupy amerykańskich Murzynów, tak jak mamy „przeciętnych” białych Amerykanów i wybitnie inteligentnych Żydów, jak dotąd nie zostało to jednak stwierdzone.

O fenomenie tej ostatniej grupy już kiedyś pisałem i wyjaśnienie wybitnej inteligencji Żydów aszkenazyjskich także prowadzi nas w stronę ewolucjonizmu. Te same procesy, które premiowały bardziej sprawnych umysłowo wyznawców Jahwe, kumulowały też wytrzymałość fizyczną u Afrykanów. Na czarnym lądzie po prostu nie wykształciły się warunki sprzyjające rozwojowi intelektu. To brutalne, ale nigdy wśród rasy czarnej nie zrodziła się zaawansowana kultura miejska, która rozwijałaby pismo, astronomię, kapłaństwo czy inne profesje wymagające myślenia. Znaczy się, pojawiały się lokalnie takie epizody, ale zawsze były one w jakiś sposób inspirowane „cywilizacją białego człowieka” – wiem, to strasznie rasistowskie, ale co ja mogę, że takie są fakty. Było dajmy na to starożytne państwo Etiopskie, które zostało założone przez emigrantów z Półwyspu Arabskiego, było Mali, założone przy współudziale Berberów z Sahary, było Wielkie Zimbabwe, które zbudowali potomkowie Żydów, były wreszcie państwa-miasta jak Zanzibar czy Mogadiszu, ustanowione przez Arabów. Buszmeni, Masajowie i reszta tubylców poszli inną drogą, która nie przewidywała premii ewolucyjnej dla osób może i mniej sprawnych fizycznie, ale za to bardziej poznawczo.

Pojawia się jednak pytanie, jak szybko działa ewolucja. Przecież cywilizacje miejskie, w których część ludzi może oddawać się „bezproduktywnemu” kapłaństwu, filozofii czy prowadzonemu na szeroką skalę handlowi, są produktem szalenie młodym, mającym góra 3-4 tysiące lat. W skali rozwoju gatunku mającego 200 tysięcy lat to przecież zaledwie ułamek sekundy. Wszystko zależy jednak od presji ewolucyjnej, czyli tego, jak bardzo obecność pewnych cech jest pożyteczna, a innych szkodliwa. Otóż okazuje się, że wystarczy 300 lat od przeprowadzki na inne terytorium, by całkowicie odmienić pewne genetyczne cechy populacji.

Zacznijmy od tego, że Afryka Zachodnia jest regionem o największym współczynniku zachorowalności na malarię. Tę często śmiertelną chorobę wywołuje pasożyt, który po wstrzyknięciu przez komara-nosiciela, przywiera do czerwonych krwinek zakażonego i upośledza ich działanie. Aby się przed tym chronić, w populacji czarnych Afrykanów wykształciła się specyficzna mutacja. Dzięki niej część czerwonych krwinek ma kształt takich małych sierpów, do których nie jest się w stanie podczepić zarodziec malarii. Niestety ma to swoją cenę. Kiedy wspomniana mutacja jest dziedziczona po obojgu rodzicach, jej konsekwencją może być choroba zwana anemią sierpowatą lub jedna z innych poważnych dolegliwości związanych ze zbyt wadliwą budową krwinek. Jednak te ostatnie choroby zwykle nie są śmiertelne – w odróżnieniu od malarii. Dlatego z punktu wiedzenia ewolucji korzystniej jest, kiedy część populacji odczuwa problemy związane z anemią, niż jest martwa w wyniku braku odporności na malarię.

Afryka zachodnia była swego czasu głównym źródłem niewolników, zmuszanych do pracy w koloniach zakładanych w Ameryce. W pewnych rejonach Nowego Świata występuje malarnia, a w innych nie. Jednymi z najstarszych kolonii były te zakładane przez Holendrów. Należała do nich wyspa Curacao leżąca na Morzu Karaibskim jak i kontynentalny Surinam. Na Curacao nie ma malarii, więc chorowanie na anemię nie niosło ze sobą żadnych korzyści, a jedynie problemy. Po 300 latach geny kodujące sierpowatość czerwonych krwinek zostały z tej populacji niemal całkowicie wyparte. Przetrwały jednak w Surinamie, gdzie ich posiadanie ratowało życie, bo w tym regionie – podobnie jak w Afryce zachodniej – malaria endemiczna występuje i jest śmiertelnie niebezpieczna.

W podobny sposób zachodziły też zapewne procesy dotyczące inteligencji, które w ciągu kilkuset lat mogły doprowadzić Żydów aszkenazyjskich do absolutnej dominacji w zakresie wysokości IQ. Znamienne jest to, że Aszenazyjczycy odstawiają nas (i Azjatów) o podobną odległość, o jaką my przewyższamy Afroamerykanów. Innymi słowy – gdyby ktoś na podstawie tych danych chciał dowodzić, że biali powinni dominować nad czarnymi, automatycznie powinien też chcieć, by nami zarządzali z kolei Żydzi. Ale zaraz… W sumie pewna grupa – związana choćby z Radiem Maryja – tak właśnie widzi nasz świat. A może w świetle tych badań, do których przecież Ojciec Dyrektor nie miał dostępu, należałoby sławnemu Redemptoryście pogratulować intuicji? W końcu psychologia poniekąd potwierdza to, co środowisko Radia Maryja głosi po cichu od lat.

Trzeba jednak pamiętać o pewnej fundamentalnej rzeczy. Wysokość IQ czy wytrzymałość fizyczna danej populacji to cechy oparte na prawdopodobieństwie. Jasne, że więcej jest bardzo inteligentnych Żydów niż Murzynów, ale to wcale nie wyklucza możliwości istnienia czarnego Einsteina. Idąc dalej – na pewno wśród rasistowskich szowinistów upajających się myślą o swojej wyższości nad czarnymi jest spora część takich, którzy nie dorastają do pięt inteligencją niektórym ciemnoskórym myślicielom. To tylko probabilistyka, bo od średniej wartości IQ danej populacji są przecież wyjątki wybiegające daleko w obu kierunkach.

Idąc jednak dalej, napiszę coś przewrotnego. W USA podczas przyjmowania na studia stosuje się specjalne bonusy dla osób pochodzących z mniejszości etnicznych. W efekcie zdarza się, że bardziej inteligentny kandydat (mający wyższy wynik punktowy na egzaminie) zostaje odrzucony, by zrobić miejsce Murzynowi albo Latynosowi, co dzieje się dzięki tym dodatkowym punktom. Wydawałoby się, że w efekcie obniża się poziom uczelni. Ale badania potwierdziły, że wcale tak nie jest. Istnieje jakaś dolna granica IQ, która pozwala skończyć studia i to, o ile ktoś ma wynik wyższy od tych niezbędnych 115 punktów, nie robi już istotnej różnicy dla zdawalności egzaminów, ani dla odnoszenia sukcesów w późniejszej karierze zawodowej. Wyznaczono nawet granicę, która pozwala na zdobycie nagrody Nobla. Jeśli masz iloraz wyższy od 130 – możesz startować w tych zawodach. Do czego zmierzam, dodatkowe punkty dla mniejszości wcale nie rujnują poziomu uczelni, a pozwalają zachować spójność państwa. Jedyną skuteczną drogą do utrzymania jedności kraju jest asymilacja i pewne ujednolicenie kulturowe. Gdyby na studia przyjmować tylko naprawdę najinteligentniejszych, szybko mogłoby się okazać, że Ameryka podzieli się na wysoko postawionych i wykształconych białych (no i żółtych) oraz odrzuconych, sfrustrowanych czarnych i Latynosów. Kilkadziesiąt lat takiej intelektualnej dżungli sprzyjającej jeszcze większemu rozwarstwieniu i mielibyśmy murowaną wojnę domową. Temu właśnie próbuje przeciwstawiać się rząd USA poprzez wspomniane programy wyrównywania szans. Może mało to sprawiedliwe z punktu widzenia odrzuconych białych studentów, ale z punktu widzenia interesu narodowego – całkiem zrozumiałe.

Rasa to tylko jeden z podziałów ludzkości, wcale nie najważniejszy. Jestem zdania, że warto uczciwie mówić o różnicach, nawet kiedy są niewygodne. Ale nie mamy żadnych podstaw, by na podstawie tych historycznych lub statystycznych rozbieżności dzielić współczesnych ludzi na bardziej i mniej wartościowych. A już na pewno nie mamy do tego prawa my, Europejczycy. Jesteśmy typowymi średniakami. Mamy średnią inteligencję, jesteśmy średnio wytrzymali fizycznie, a nawet mamy średniej długości fiutki – seksuologia potwierdza. Wspólne pocieszanie się (poprzez szowinistyczne poczucie wyższości), że Azjaci mają jeszcze mniejsze, nie wydaje mi się szczególnie godne dojrzałego mężczyzny.

Źródło: http://3dno.pl/przewodnik-mlodego-rasisty-3-trzy-kolory/

Autor: Adam Gabryelów

 


 

CHENRYK:

Nalezy zaznaczyc ze IQ testy sa testami bazujacymi na kulturze i technologi tych co je ukladaja. To jest fakt. Testy te zostaly wymyslone na poczatku XXw we Francji by ocenic mozliwosci uczenia sie i pomoc tym ktorzy maja problemy z wchlonienciem wiedzy. Z zalozenia wiec chodzilo o kulturowe podloze. Amerykanie zastosowali je do wszystkiego, czesto przesadzajac i to ze strasznymi skutkami. Testy IQ robione w USA na Zydach na poczatku 20-ego wieku pokazywaly ze sa duzo mniej inteligentni niz anglosasi. Amerykanie wprowadzili nawet limity na emigracje Zydow do USA co mialo tragiczne skutki gdy Hitler doszedl do wladzy. Szacowanie inteligencji jest probowane od dawna. Przed wynalezieniem IQ znane historycznie jest jak to paryscy i berlinscy naukowcy udowadniali nawzajem kto jest inteligentniejszy.

Nalezy jednak uznac, w zwiazku z tym ze technologia decyduje o rozwoju, to IQ jest w jakims stopniu wskaznikiem umiejetnosci w cywilizacji technologicznej. Brzmi to niepoprawnie politycznie ale nalezy to stwierdzic.

Wracajac do Zydow. Mozna ewolucyjnie uzasadniac ze sa podstawy do tego by byli bardziej zaawasowani niz inne rasy za wyjatkiem Arabow. Otoz cywilizacja rozpoczela sie w fertile crescent (urodzajnym polksiezycu) w Azji mniejszej (Eufrat i Tygrys). To sa ziemie zamieszkiwane przez Arabow od tysiecy lat. Zydzi tez pochodza z tamtych stron. To oznacza ze rozwojowo Arabowie i Zydzi sa tacy sami. Roznice zaczela sie jak Chrzescijanstwo stalo sie dominujaca religia w Europie, a wiec nie tak dawno. Tak sie zlozylo ze od 12 wieku, a wiec zupelni niedawno, od upadku Rzymu do dwunastego wieku Arabowie dyktowali nauke i technologie – tak zwany „dark ages” w Europie. A wiec w 12 w a byc moze do 14 wieku najbardziej rozwinieci byli Arabowie (niektorym bedzie to ciezko przelknac). Zydzi wygnani z Israela byli bardzo zle traktowani w Europie, czesto masakrowani, nie wolno im bylo nic posiadac. Jedyne co mogli zdzialac to w pozyczaniu pieniedzy i innych zawodach ktore uznawano za malo istotne albo ponizajace (karczmarze bo sie klaniali wszystkim i zawod niegodny chrzescijanina). Przesladowania Zydow mogly doprowadzic do szybszego rozwoju mozgu bo stress by przezyc byl wiekszy. Trzeba sobie jednak uswiadomic ze to co najwyzej ostatnie kilkaset lat. Logicznie to intelektualnie Zydzi i Arabowie powinni byc podobnie rozwinieci.

Teraz spojrzmy na Chiny. Chinczycy wynalezli papierowe pieniadze, restauracje, budowali zaglowce wieksze od europejskich, wynalezli proch, kompas, produkcje seryjna opanowali dwa tysiace late temu. I co na to IQ testing w USA? Wyglada ze IQ bazuje na ostatnich 50, co najwyzej 100 latach.

Tak samo jak Anglicy uznali w polowie XiX w ze sa najbardziej rozwinieci (technologiczni i cywilizacyjnie niewatpliwie byl), tak samo jak berlinczycy i paryzjanie udowadniali kto jest inteligentniejszy (II polowa XIXw) tak samo jak anglosasi w USA udowadniali ze sa nainteligentniejsi w I polowie XXw (IQ tests – Zydzi wychodzili na zupelnych niedorozwojow w tych testach), tak samo ze Zydzi sa najinteligentniejsi teraz, tak samo mozna wniskowac ze to jest politycznie motywowane. To ostatnie stwierdzenie jest chyba najblizsze prawdzie.

Artykul bazuje na popularnych medialnych doniesieniach a nie naukowych badaniach. Trzeba przyznac ze, chociaz bardzo nieumiejetnie, to jednak proponuje uznanie IQ jako forme badania rozwoju cywilizacyjno-technologicznego. Pewien problem w tym ze wiadomo jaki wynik takiego testu bedzie a wiec test jest bezuzyteczny do tego celu.

Nigdy nie powinno uzywac sie IQ do mierzenia ras z innych kulturowych rejonow czy grup zamknietych przez bariery spoleczne. Dlaczego? Test jest przygotowywany przez ludzi z okreslonej grupy spoleczno kulturowej. A w roznych grupach warunki decydujace o sukcesie czy przetrwaniu zawsze sa w pewnym stopniu inne. To jest ewolucja a nie IQ.

 

JOWISZ:

Hey! Dlaczego nie mielibyśmy jako Europejczycy, traktować wielodzietne rodziny murzyńskie bądź z muzułmańskiej kultury arabskiej, żyjące na zachodzie europy z naszych podatków jak szkodniki. Kiedy szczury w spichlerzu nadmiernie się rozmnożą i wyjadają nasze ziarno czyniąc nam stratę, pozbywamy się ich zdecydowani i ostatecznie. Dlaczego mamy stosować taryfę ulgową dla innych, byś może jeszcze bardziej drenujących nasze kieszenie i szargających nasze nerwy, wreszcie zagrażających naszemu życiu. Czy z racji bycia zwierzęciem zaliczającym się do ludzi, mamy stosować dla nich taryfę ulgową?

 

Jesli chodzi o różnice razowe ktore rozpatruja cechy fizyczne (autor powiedzieal ze nie bedzie pisal o roznicach w krwi czy inteligencji ze wzgleddu na to ze te moga sluzyc jako uzasadniene do segregacji ) polecam ksiezke pisana w latach 1950-tych „The races of man” bylo to pisane w czasach kiedy nie bylo masowej nagonki do polityczne poprawnych wypowiedzi, ale i ksiazka nie nma zadnych podstaw razistowskich – polecam. Jest w jezyku angielskim.
Arni: 
Niezły tekst, ale są pewne błędy. Nie będę wszystkich wymieniał. Chwali Ci się, że założyłeś taką stronę www, napisałeś dobry artykuł.To ocena ogólna, teraz poruszę pewne kwestie z artykułu. Po pierwsze to używasz pojęć Biali i Żydzi rozłącznie. Tymczasem Biali ze 103 IQ to Indoeuropejczycy. Żydzi też są Biali, to inna odmiana białego człowieka, są jeszcze Ugrofinowie – część ludów ugrofińskich to inna odmiana Białych, a także biali Arabowie . Po drugie przesadziłeś trochę z tymi Żydami.
Pierwszy cytat : „Afroamerykanie – 85, Latynosi – 89, biali – 103, Amerykanie azjatyckiego pochodzenia – 106, Żydzi – 113.
 Drugi cytat : „Znamienne jest to, że Aszenazyjczycy odstawiają nas (i Azjatów) o  podobną odległość, o jaką my przewyższamy Afroamerykanów. Innymi słowy – gdyby ktoś na podstawie tych danych chciał dowodzić, że biali powinni  dominować nad czarnymi, automatycznie powinien też chcieć, by nami  zarządzali z kolei Żydzi.
Policzmy, 113 – 103 = 10 , 103 – 85 = 18. Jak widać, przewaga Żydów aszkenazyjskich jest około połowę mniejsza, niż Indoeuropejczyków nad Czarnymi . Dodaj do tego, że w USA żyją Mulaci zwani Afroamerykanami, mają część genów po Białych, co podwyższa ich IQ. Prawdziwi Murzyni bez genów Białych mieli by pewnie około 80 IQ w cywilizacji Białych. Murzyni w Afryce, w swojej kulturze mają średnio 67 IQ. Ponadto są jeszcze inne odmiany Żydów już nie tak inteligentne. Czyli przewaga Żydów w IQ nad Indoeu istnieje, ale nie aż taka, żeby uzasadniać ich rządy. Tylko taka, że istnieje ich nadreprezentacja w rządach. Przykład: W społeczeństwie Żyd jest jeden na 100-u, a u władzy lub w nauce jest co 20-ty. Jest jeden minus takiego podejścia. Otóż nadreprezentacja poglądów lewicowych wśród Żydów wynikająca z prześladowań, które ich spotkały przez ok. 2000 lat bycia „mniejszością” (od wypędzenia z Palestyny przez Rzymian). Lewicowe poglądy wg mnie są szkodliwe dla kraju na ogół (deficyt patriotyzmu, ekonomiczna utopia). Czyli Żydzi tacy jak Bronisław Wildstein (Polak), Woody Allen, Albert Einstein (Amerykanie) są korzystni dla swojego kraju. Dr Środa (przypuszczam, że „mieszaniec słowiańsko-żydowski”), czy Adam Michnik wg mnie przez swoją lewicowość (integracja z UE kosztem Polski – A.M, promocja aborcji i antykoncepcji w kraju gdzie rodzi się za mało dzieci – M.Środa) głoszą w wielu sprawach szkodliwe wg mnie poglądy, Lewicowi Indoeuropejczycy też szkodzą, Miller, Oleksy, Tusk („liberał”) nie są lepsi, ich szkodliwość wynika z lewicowości (u Tuska zakamuflowanej), nie z pochodzenia. Podsumowując, jeśli chodzi o Żydów należy wg mnie stosować tolerancję, zwalczać antysemityzm, i promować patriotyczną postawę u nich. Jednocześnie należy zwalczać lewicowość u Żydów, osób takich jak dr Środa nie dopuszczać do władzy. Właściwie lewicowych Indoeuropejczyków też nie należy dopuszczać do władzy. 🙂 Rządzenie Czarnymi raczej nie ma sensu, nie należy wracać do czasów niewolnictwa, nie należy krzywdzić Czarnych. Z kolei jak Czarni mężczyźni są sprowadzeni do krajów Białych jako wolni i równouprawnieni ludzie to oni krzywdzą Białych. Przyjrzyjcie się co robią Czarni mężczyźni z Białymi w RPA. Gwałty, pobicia, kradzieże, morderstwa. Biali są oblężeni. Chcecie tego samego dla Polski ? Po trzecie to nie jesteś rasistą, tylko częściowo pasujesz do definicji.
DKC: 
A bo Słowianie nie mieli swoich kapłanów? Mieli wedyminów i wiedymy (wiedzmini i wiedzmy, od Vedy, czyli Wiedzy – patrz: religia ariów, np. ramini hinduscy i Iran). Zarzucanie przodkom, że nie trudzili się filozofią jest trochę przesadne. Zresztą, Słowianie to ta sama haplogrupa co Persowie, a więc czemu mieliby się niby gorzej od tych Persów rozwijać? W Polsce jest w sumie brak źródeł z epoki słowiańskiej, ale w zagranicznych kronikach jest tego od groma. Zupełnie nie rozumiem dosrywania Słowianom i robienia z nich dzikich debili. Może weźmiemy w końcu się za pielęgnowanie swojej wartości, bo tacy Żydzi których zginęło kilka milionów w XX wieku dziś wojują antysemityzmem, a Słowian, których w tymze wieku zginęło kilkadziesiąt milionów, można bezkarnie mieszać z 💩.

Mariusz Płuciennik

Trochę przestrzał z tymi Słowianami. W okresie formowania się państw słowiańskich które znamy dzisiaj, mieszkańcy tych terenów byli na dokładnie takim samym poziomie rozwoju jak ludy germańskie (jeszcze nie Niemcy i nie Francuzi) i ludy skandynawskie. Najwymowniej świadczy o tym m.in. fakt że nie wyparli nas z zajmowanych terenów. Podpieranie się liczbą podwójną też za bardzo nie ma sensu, bo taka konstrukcja odzwierciedla inny sposób liczenia (tak można liczyć w innym systemie niż dziesiętny. Jeszcze niedawno zacofani Anglicy dzielili 1 funta na 12 szylingów, a 1 szylinga na 12 pensów). Skandynawowie założyli a raczej zdobyli 1 (słownie: jedno) państwo ruskie (Polecam lekturę „Powieść minionych lat” – można czepiać się o detale, ale daje już jakiś obraz). Co do pisma też są wątpliwości: w każdym języku słowiańskim jest słowo „pisać”, zachodnie źródła (oczywiście oprócz niemieckich) wskazują, że Słowianie posługiwali się pismem. Zresztą pierwszy „podręcznik” cyrylicy/głagolicy wspomina o fakcie posiadania pisma przed chrystianizacją. A murowane budowle? Fakt, przyszły z zewnątrz, ale dziwne byłoby gdyby mieszkańcy „nieskończonego lasu” budowali z cegły. Co modlenia się do ognia i woła: Nikt nie modlił się do ognia. Religia prasłowiańska opiera się na założeniu że świat rządzi się pewnym porządkiem: dlatego rolą człowieka jest nieprzeszkadzanie naturze w jej „bycie”. Najbardziej znanym symbolem, a jednocześnie najwięcej mówiącym był kult drzewa – dębu. Przy czym nikt nie modlił się do drzewa: drzewo (im większe tym lepsze) symbolizowało wieczny i niezmienny porządek. Jak to mówił mój teść „nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las”. Warto w tym miejscu wspomnieć, że ludy słowiańskie przyjmując chrzest, zrobiły coś na kształt wstąpienia do UE. Skończyło się to wyplenieniem rdzennej kultury i zastąpienia jej zachodnimi wzorcami. Mówienie o jakimś skoku cywilizacyjnym jest grubą przesadą, ale historię piszą zwycięzcy. Ja wiem że jest bardzo mało źródeł, ale są coraz lepiej dostępne, więc można (nikogo nie zmuszam) zdobyć trochę wiedzy, zanim się niechcący rozpocznie „gównoburzę” w internecie

Nie twierdzę że była to jakaś zaawansowana cywilizacja, ale sąsiedzi też się raczej nie wyróżniali. Dwa: akurat struktura eksportu nie świadczy o kondycji gospodarki. Przyjmując hipotetycznie, że wyraz „słowianie” to ludzie rozumiejący słowa, a wyraz „niemcy” to ludzie nie rozumiejący słów, wypada postawić pytanie: a co oni mieli tym barbarzyńcom sprzedawać? W drugą stronę widać to wyraźniej: jak bogobojni niemcy mieli utrzymywać kontakty z jakimiś barbarzyńcami? Do tego uwarunkowania historyczne: pogan można, a nawet trzeba podbijać i nawracać, ewentualnie wytępić (przykład Prusowie). No i trzy: nie system binarny tylko inny system liczenia. Piszesz, że liczba podwójna, bo mieli dwie ręce i dwoje oczu. A w systemie dziesiętnym? Bo mieli 10 palców

Radek: 
Mariuszu, bardzo słusznie piszesz, że do dziejów Słowian praktycznie nie ma źródeł. Tzn. są ale tylko archeologiczne. A te przez prawie sto lat były interpretowane na dwa sposoby. W dużym uproszczeniu:niemieccy archeolodzy twierdzili, że Słowianie to nie liczący się zupełnie dzikusy a polscy archeolodzy, że wręcz przeciwnie. Wtedy powstały te pseudoteorie o autochtonicznym pochodzeniu Słowian. A że nie byliśmy autochtonami najlepiej świadczą o tym języki słowiańskie. Są bardzo mało zróżnicowane – czyli Słowianie jako lud podzielili się stosunkowo niedawno. I dlatego Polak z Czechem od biedy się dogada ( choć raczej Czesi rozumieją nas niż my ich). No niestety, ale historia Słowian to bardzo krótka historia na tle innych ludów Europy. W każdym razie, miej świadomość, że ta nacjonalistyczna walka archeologów niemieckich i polskich jest wciąż widoczna w całej literaturze przedmiotu. Wciąż na uniwersytetach pracują i wykładają profesorowie, którzy uczestniczyli w tym boju „o słowiańskość Biskupina” itp. Wciąż ich prace są drukowane i cytowane. Dlatego jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o początkach państwowości Słowian – musisz analizować źródła archeologiczne sam. A i to z dużą ostrożnością. Wykopaliska prowadzą często doktoranci tychże profesorów…
A system oparty na tuzinie czyli 12 to nie jest kwestia zacofania. Tak łatwiej było prowadzić handel. 12 jest podzielne przez 2,3,4,6 natomiast 10 jest podzielne tylko przez 2 i 5. Dlatego, praktycznie do XIX wieku w handlu lepiej sprawdzał się tuzin. Wiem, w dobie iphonów ciężko to zrozumieć 😉