Pięć powodów, aby wycofać katechezę ze szkół

Źródło: http://mediumpubliczne.pl/2017/02/piec-powodow-aby-wycofac-katecheze-ze-szkol/

Ten artykuł nie powstał po to, by wyśmiać status Kościoła w życiu codziennym wierzących Polaków. Nie powstał też, by atakować sumiennych nauczycieli katechezy. Powstał dlatego, że bardzo trudno jest nam rozmawiać o katolicyzmie obecnym w polskich szkołach w sposób nie ubliżający nikomu – bez antyklerykalizmu lub poczucia, że porusza się temat tabu, bez zbytniej asekuracyjności, strachu przed zakwestionowaniem autorytetów. A jeśli coś jest trudne, to nierzadko oznacza, że warto (trzeba!) podjąć trud.

Postarałam się napisać ten tekst szczerze i logicznie. Mam nadzieję, że nikt z czytających nie poczuje się urażony, oraz że dostarczę merytorycznych argumentów tym, którzy czują moralny sprzeciw wobec katechezy w szkołach publicznych, ale nie chcą bazować na agresji i kpinie w stosunku do osób wierzących.

Dlatego właśnie piszę niniejszy wstęp, który wygląda jak jedno, przydługie samousprawiedliwienie. Zazwyczaj rozmowie o religii w szkołach towarzyszy lekceważenie: lekceważenie krytykujących jako osób nowomodnych i bez kręgosłupa moralnego albo lekceważenie katolików jako tych krótkowzrocznych i pozbawionych wewnątrzsterowności.

Głęboko wierzę w dyskurs pozbawiony lekceważenia.

  1. Wolna wola dzieci

Przywykliśmy myśleć o szkole jako o systemie opresyjnym. Prywatnie uważam, że to forma współczesnego niewolnictwa, chociaż na pewno nie tylko z winy nauczycieli, a często z winy rodziców – szczególnie w kontekście lekcji religii.

Pamiętam, że raz podczas rekolekcji szkolnych poproszono mnie o uciszenie grupki gimnazjalistów, którzy przeszkadzali księżom w trakcie zajęć rekolekcyjnych. Przycupnęłam więc obok nich i zaczęłam im tłumaczyć, prosić ich. „Chłopcy, czemu jesteście tak głośno, czemu zachowujecie się lekceważąco? Podjęliście zobowiązanie duchowe. Nie musieliście przecież zapisywać się na religię, mogliście wybrać etykę albo nie chodzić na żaden z tych przedmiotów”.

Bo oni tacy są. Mają swoją godność. Zachowują się odpowiednio, kulturalnie, angażują się… O ile sami wybiorą, w czym mają uczestniczyć. To naprawdę mało skomplikowany mechanizm. Każdy z Was funkcjonuje wedle identycznego. Tylko że uczniowie odpowiedzieli: „Ale proszę pani, my się na religię nie zapisywaliśmy. Rodzice nas zapisali”. Przypominam, że to są ludzie, którzy też mają swoje prawa.

Powiedzcie mi, proszę, jak można zmusić świadomego, myślącego człowieka, by uczestniczył w uroczystościach, których nie akceptuje, nie rozumie i nie chce rozumieć? Czy to jest słuszne? W imię czego? Ślubu kościelnego, który potomek być może zechce wziąć za kilkanaście lat? Rozumiem Was. Martwicie się o swoje dzieci. Ale wiedzcie, że nawet jeśli „zaliczanie” bez przekonania kolejnych sakramentów jest dla kogoś wystarczającym pretekstem, by uczęszczać na szkolne zajęcia katechetyczne, to tak się składa, że – wbrew temu, co twierdzą niektórzy proboszczowie – ocena z religii na świadectwie nie jest wymogiem przystąpienia do ślubu kościelnego. Kiedy uznacie, że Wasze dzieci są wystarczająco dorosłe, by decydować o swoim życiu duchowym? Ile muszą mieć lat? 10? 14? 18? A może 22?

Jeśli uczeń nie chce chodzić na katechezę, a jednak został na nią zapisany, zostanie zmuszony do modlitwy. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to obrzydliwe. Zapisanie dziecka na religię powinno być poprzedzone szczerą rozmową, tym bardziej, że rodzice bardzo często sami nie chodzą do kościoła. I tutaj kłania się powód drugi.

2. Poza katolicyzmem i ateizmem

W obiegowej retoryce często się zakłada, że każdy, kto nie chodzi do kościoła, jest ateistą. Więcej – osobom, które głośno mówią, że nie utożsamiają się z wykładnią Kościoła Katolickiego, odmawia się np. prawa do obchodzenia Bożego Narodzenia, które jest przecież niczym innym, jak przekształconym świętem pogańskim, utrzymującym się dziś w wielu domach jako tradycja rodzinna, a nie praktyka sakralna.

Warto tu przypomnieć, że choć przytłaczająca większość Polaków została ochrzczona, to regularnie modli się i uczestniczy w Mszach tylko jedna trzecia społeczeństwa polskiego. A ilu uczniów chodzi na religię? Prawie wszyscy. Dowodzi to, że rodzice albo są hipokrytami, albo… Albo nie mają podstawowej wiedzy religioznawczej (bo i skąd?) i nie zdają sobie sprawy, że można wierzyć w Boga, ale nie godzić się na doktrynę kościelną. Nic nie stoi na przeszkodzie.

Katolicyzm to tylko jeden z odłamów chrześcijaństwa, które zresztą w swych pierwotnych założeniach nie zawsze było zbieżne z dzisiejszymi dogmatami katolickimi. Co więcej, istnieją też agnostycyzm deistyczny, deizm, panteizm. Mamy w kulturze dorobek filozofów i teologów, którzy dowodzili, że człowiek nosi w sobie wrodzone dobro i sam posiada narzędzia moralne, by rozpoznać, co należy w życiu czynić. C. S. Lewis pisał, że jest przekonany, iż każdy człowiek przychodzi na świat świadom nieśmiertelności swojej duszy.

W takim ujęciu religia byłaby czymś rozpoznawalnym indywidualnie, intuicyjnie, bez pomocy z zewnątrz.

Nikogo nie namawiam na ten anarchizm duchowy. Uświadamiam tylko, że nikt nie jest (i nie powinien!) zmuszać innych do uznawania jakiejkolwiek drogi wyznaniowej. Tych dróg jest wiele, a wiążące się z nimi decyzje (Kto jest moim autorytetem duchowym? Czy przyjmuję gotowe wartości, czy próbuję je tworzyć sam?) trzeba podjąć samemu.

3. Kompetencje katechetów

Spotkałam w moim życiu wielu nauczycieli. Dobrych, złych, sumiennych, uprzejmych, wywyższających się. Wielu. Ale wszyscy byli nauczycielami. Nie wszyscy katecheci są nauczycielami.

Nauczyciel to osoba, która uzyskała wykształcenie i odbyła praktyki pozwalające jej na zdobycie uprawnień, dzięki którym może podjąć pracę dydaktyczną. Odbyła rozmowę o pracę, dzięki której została zatrudniona przez dyrektora danej placówki. Katecheta jest osobą oddelegowaną do nauczania przez kurię. Dyrektor nie ma nad tym pracownikiem żadnej władzy. Może wizytować lekcje, udzielać porad albo reprymend. Nie może katechety zastąpić, nie może go zwolnić.

Nie znaczy to oczywiście, że religię w szkołach prowadzą wyłącznie osoby niewykształcone, bez przygotowania pedagogicznego i merytorycznego, ale czasem tak jest. Naprawdę. Każdego dnia do szkół wpuszcza się osoby pozbawione uprawnień, które uczą Wasze dzieci. Osoby bezradne wobec wyzwań wychowawczych, nieprzygotowane merytorycznie i metodycznie, osoby, które zaniżają w oczach dzieci i rodziców status przedmiotu, który jest przecież przedmiotem wyjątkowym.

4. Status lekcji religii w szkole

W szkole dzieją się rzeczy. Uczniowie biegają, rzucają butelkami (każdy nauczyciel wie, że chodzi o tzw. flipy – rzucanie butelką w taki sposób, by upadła na zakrętkę), krzyczą, żartują. Czasem przeklinają, czasem flirtują. Uczą się, dłubią w telefonach, dokazują, śmieją się, płaczą. Istny cyrk na co dzień.

Czy ktokolwiek naprawdę spodziewa się, że dwudziestosześcioosobowa grupa szóstoklasistów wejdzie z godnością do sali lekcyjnej, by tam się skupić, wyciszyć i podjąć dyskurs teologiczny? By szczerze odmówić modlitwę?

No właśnie.

Nieszczęsna katecheza, wrzucona gdzieś pomiędzy geografię i wychowanie fizyczne, traci na wartości. Ośmiesza sama siebie. Oceny z religii? Za co? Za serce wkładane w modlitwę na pokaz? Czy za pamięciowe opanowanie definicji sakramentu albo listy grzechów danego typu?

Wymaga się od uczniów, by odmawiali modlitwę i uczyli się o sakramentach nie dlatego, że mają taką duchową potrzebę, ale dlatego, że zadzwonił dzwonek. Religia nie jest przedmiotem. Religia jest wyzwaniem duchowym. Oczyma wyobraźni widzę zajęcia z religii: ktoś gra na gitarze, ktoś śpiewa. Szczere rozmowy o Bogu. Dzielenie się nadziejami, obawami. Wszyscy siedzą w kole, równi wobec sacrum. Może na łące? A może po prostu na plebanii, w bezpośrednim sąsiedztwie świątyni.

Mało który przewodnik duchowy jest na tyle pewny siebie, swojej wiary i swego autorytetu w oczach dzieci, by postawić to pytanie: po co nam religia? Czemu tu jesteście? Czego ode mnie oczekujecie? Odpowiedź nie byłaby dla przeznaczona niego, lecz dla samych uczniów, by mogli znaleźć w sercach inne miejsce dla religii, niż… Między geografią i wychowaniem fizycznym.

5. Uniwersalizm lekcji etyki

W tej chwili uczniowie (a w praktyce ich rodzice) stają przed wyborem: zapisać dziecko na religię, etykę, oba przedmioty lub żaden z nich.

O czym w ogóle jest ta cała etyka? Mało kto wie, a jeszcze mniej osób próbuje się tego dowiedzieć. Niesłusznie. Lekcje etyki to szlachetny, nieodzowny wkład w rozwój intelektualny i emocjonalny każdego dziecka. Każdego – ochrzczonego, nieochrzczonego, z rodziny tradycyjnej, z rodziny „niepełnej”.

Czym jest piękno? Co to znaczy „dobrze żyć”? Jak być sprawiedliwym? Jakie prawa ma człowiek? Kim jest autorytet?

Filozofowanie jest częścią życia, ale tutaj intuicję trzeba wzbogacić dorobkiem cywilizacyjnym (tekstami filozofów, poetów, wideoreportażami) oraz rozwojem umiejętności myślenia i wypowiadania się. Każdy dobry etyk uwzględnia w procesie dydaktycznym ćwiczenia z logiki, argumentacji, retoryki. Pozwalają one rozwinąć kompetencje potrzebne każdemu człowiekowi. Każdemu. I w tym tkwi przewaga etyki nad religią: etyka jest przedmiotem egalitarnym i potrzebnym każdemu uczniowi. Powinna być obowiązkowa jako element programu wychowawczego każdej placówki edukacyjnej.

Współuczestniczenie całego oddziału klasowego w lekcjach etyki przekładałoby się na integrację między dziećmi oraz budowanie grupowego systemu wartości, być może miałoby też zauważalny wpływ na zmniejszenie się liczby zachowań dyskryminujących w polskich szkołach.

Bo dyskryminacja jest naszym problemem społecznym. Ze względu na płeć, wiek, pochodzenie, wyznanie, stopień zamożności, pełnosprawności, wygląd, orientację seksualną, polityczną. Tak naprawdę każdemu z nas przydałby się solidny kurs etyki.

A religia jest kwestią intymną każdego, również niedorosłego, człowieka.

red. Natalia Wilk-Sobczak, 2017-02-16

 

Ewa Maruszak ·
Niestety odpowiada przez nie robienie nic z tym co robi kościół. Brak wyraźne sprzeciwu wierzących pozwala kościółowi na takie działanie. A co do ataku ma kościół to powiem tak na codzień spotykam się z atakami w mniejszym lub większym stopniu na wyznawców innej wiary na ateistów agnostyków zwał jak zwał robią to właśnie katolicy i nie przepraszaja za to nikogo. Przeciez oni bronia swojej wiary. To oczywiście jest generalizacja bo znam też kilku mądrych katolików ale to są akurat wyjatki. Lekceważenie arogancja brak tolerancji to powszechne praktyki wśród katolików. Wystarczy być innym. Nie mniej zgodzę się z wpisem i uważa że nie wolno się zachować w sposób który zwyczajnie jest zły tylko dlatego że druga strona tak postępuje.

 

Magdalena Ewa Bargieł
dobry tekst – choć zawsze mnie boli, że żeby podjąć taki temat trzeba przeprosić, ukorzyć się , że się „śmiało” go poruszyć – więc już na dzień dobry stawia to autorkę tekstu na pozycji proszącej o uwagę . Generalnie dobrze skonstruowane punkty – ale autorka nie wzięła pod uwagę jednego argumentu – pieniędzy z puli państwa Polskiego – a to jest argument który przesłania wszelkie logiczno- racjonalne myślenie tych którzy celowo dokonali wprowadzenia religii KK w szkołach. Zgadzam się, że dzieci powinny mieć możliwość wyboru – ale to krok dla wielu Rodziców nieosiągalny z ich emocjonalnego pułapu

 

Piotr Wróblewski ·
Pamiętam jak religia wróciła do szkoły. Ucieszyłem się, bo jako chyba 15 latek naiwnie myślałem, że to będzie nauka o religiach – czyli religioznawstwo. Jakże się pomyliłem i zawiodłem jednocześnie. Katecheza przeniesiona z salek kościelnych, która to miała taki niezapomniany klimat i na którą chodzili głównie Ci co chcieli, stała się teraz czymś tak banalnym i społecznie przymusowym.
Oszczędziłem tego swoim synom.
A jaki skutek przynosi nauka religii w szkole? W przeciągu ponad 25 lat, czyli jakby nie patrzeć okresu kiedy to pokolenie ludzi religijnych powinno wprowadzić zasady miłosierdzia w swoim otoczeniu wszystko wygląda zupełnie odwrotnie. Nietolerancja, agresja i śmierć wrogom ojczyzny wznoszone są na piedestały, a pomoc wojennym uchodźcom to lewactwo.

 

Wacław Rogulski ·
Etyka bardziej uczłowiecza nasze czyny,słowa,myśli.Jest skierowana w sronę odpowiedzialności,szacunku,godności,miłości do człowieka.Religia natomiast ubóstwia wszystko,i dobro i zło,ale nie jest skierowana na człowieka wolnego.Nie spętanego chrztem.

 

Maciej Różalski
Niestety tekst w sporej części oderwany od rzeczywistości.

1. Rodzice najczęściej dostają kwity w sprawie religii do podpisu, niejednokrotnie przekonałem się, iż podpisują je bez zaznajomienia z treścią. Szkoły działają na granicy prawa, bo wedle przepisów to rodzice świadomie mają wystąpić do szkoły o organizację religii, a nie szkoła do rodziców (tam, gdzie szkoła nie daje kwitów często reli nie ma). Ale to pikuś, bo pierwsze wywiadówki są pod koniec września / na początku października, ale rela jest już w planie, dzieciaki są na nią prowadzone pomimo, iż nie zostały na nią zapisane, co już jest złamaniem prawa, niejednokrotnie jest to przyczyną konfliktu, gdy w grupie trafi się dziecko niekatolickie. Trafiają się nawiedzone dyrekcje szkół, do tego stopnia, że robią wszystko, by niekatolikom obrzydzić życie. Polega to na choćby umieszczaniu reli pomiędzy normalnymi lekcjami. Znam przypadek, gdzie klasa ze 100% frekwencją na reli miała ją na początku i końcu, natomiast dokładnie równoległa klasa, gdzie kilkoro nie chodziło na relę, „musiała” mieć ją w środku. Oczywiście „nic się nie dało” z tym zrobić, ale tylko do czasu, gdy w sytuacji zorientowali się niekatoliccy rodzice. Oczywiście afera, tym większa, że tylko bodajże dwóch przedmiotów w tych klasach uczyli różni nauczyciele. Pierwszy efekt afery? Dyrekcja zniknęła plan lekcji z www szkoły.

2. Szkoły często organizują imprezy religijne, najczęściej msze w intencji patrona, na rozpoczęcie / zakończenie roku. Odbywa się to kosztem zajęć lekcyjnych (co jest niezgodne z przepisami), o ile na każdą inną wycieczkę poza szkołę rodzic musi wyrazić zgodę, tak o mszach najczęściej jest tylko informowany. A znam przypadek, gdzie takich „mszy w intencji” było w ciągu roku z pięć (plus jeszcze rekolekcje), ale klasa nie dostała zgody na wyjście do teatru, bo „trzeba gonić z programem”. Przy takich imprezach często znowu jest afera, bo dzieciak jest brany za wszarz i prowadzony wbrew woli swojej i rodziców. Znam przypadek, gdzie dzieciak został odesłany do domu, bo nikt w szkole nie wpadł na to, że nie wszyscy pójdą na mszę i trzeba im zapewnić opiekę – oczywiście skończyło się aferą. Rok komunijny jest wręcz groteskowy, bo dokładnie wszystko bywa podporządkowywane pod organizację komuni. Klasówki, sprawdziany, wyjścia (których często brak). Bywa, że co bardziej nawiedzeni rodzice potrafią zrobić nauczycielom awanturę o to, że ten ma czelność robić sprawdzian, a tu dzieci na próby przecież muszą chodzić.

3. Rodzice najczęściej zajmują się narzekaniem, jojczeniem, marudzeniem w szatni, po cichu, tak, by nikt nie słyszał. Nie ma żadnej solidarności między rodzicami, jest tylko wypychanie frajera, który zrobi aferę. I to często nawet w sprawach, które ocierają się o prokuratora – np znęcanie się nad dziećmi. Więc nie ma co liczyć na choćby śladową odwagę, czy choćby minimalne zainteresowanie, co się na reli dzieje (potem jest zdziwienie, że dzieciak zaczyna bzdury opowiadać, np jedynak zaczyna sie dopytywać rodziców, czy to prawda, że mu rodzeństwo zamordowali). Znam przypadek, gdzie dziewczynka zsiusiała się, bo katechetka nie wypuściła jej do ubikacji. Dziecko jest tylko dzieckiem, niemniej rodzic dziewczynki wykazał się wręcz niebywałą dojrzałością, bo nie zrobił z tym kompletnie nic. Rodzic, który zaczyna się dopytywać, grzebać, rzucać przepisami z miejsca dostaje łatkę zadymiarza. I to od innych rodziców, najczęściej tych, którym brak kręgosłupa, by zająć stanowisko w dowolnej sprawie.

4. Nie oczekiwałbym od zdecydowanej większości rodziców motywacji religijnej. Oni nie zapisują swojego dzieciaka na relę dlatego, że są wierzący. Najczęściej nie są, nie chodzą do kościoła, nie uczestniczą w obrządkach – to są „niewierzący, czasem praktykujący”. Zapisują, bo „babci będzie przykro”, „co ludzie powiedzą”, „ojtam, ojtam, co to szkodzi”, „bo wszyscy chodzą”. Takich, którzy zapisują z przekonania jest może kilkoro / kilkanaścioro na szkołę. Niejednokrotnie kwestia sprowadza się do tego, że w danej grupie trafia się kilkoro nawiedzonych i zaczyna się afera np o promocję gender za pomocą malunku tęczy w przedszkolu i tym podobne. Takie coś robi jedna do kilku osób, kilkaset siedzi cicho bojąc się wychylić – „nie chcę się konfliktować”, „ja tam każdemu dzień dobry chcę mówić”. Groteskowe? Tak.

5. Religia w szkole, to nie kwestia przekonań religijnych, tylko częściej wygodnicztwa. Znam przypadek pańci, która straszliwie protestowała przeciwko mszy w godzinach wieczornych, czyli po zajęciach w szkole. Upierała się straszliwie, by ta odbyła się w trakcie zajęć. Dlaczego? Jak się w końcu wysypała, dlatego, że zapisała dzieciaka na angielski, musiałaby to odwołać i przepadłaby jej kasa. Więc można odwołać „darmowe” zajęcia w szkole publicznej robiąc przy tej okazji zamieszanie, bo dziubdziuś pańci musi wieczorkiem potuptusiać na angielski.

Taka jest rzeczywistość. Bezrefleksyjna, chadzająca po najmniejszej linii oporu.

 

Roman Pleszyński ·
Religia powinna być ośmieszana!!! Dlaczego? Ponieważ na to zasługuje. Oburzonym na taką (z pozoru skrajną) postawę, wierzącym lub niewierzącym, opowiadającym się za dialogiem konstruktywnym przypomnę, że ateiści ośmieszają, chrześcijanie kiedyś więzili, torturowali, palili, mordowali. Jest postęp. Przytoczę słowa jednego z największych wspólczesnych naukowców, o gigantycznym dorobku, laureata Nobla, jednego z twóców Modelu Standardowego, Stevena Weinberga: „Jednym z wielkich osiągnięć nauki jest — nie tyle uczynienie wiary religijnej niemożliwą do zaakceptowania dla inteligentnych ludzi, ale przynajmniej umożliwienie im bycie niereligijnymi. Nie powinniśmy z tego rezygnować.”

 

 

Antypolacy chcą majdanu w Polsce

 

Ostatnich dniach nasila się atak na rząd Rzeczypospolitej Polskiej, sam nie jestem jego miłośnikiem, ale to co się dzieje ze strony opozycji przechodzi ludzkie pojęcie, pojawiają się różne wpisy oraz agresywne zachowania przeciwko politykom partii rządzącej.

Mądrość ludowa mówi, że poznać, że polityk kłamie najłatwiej po tym, że rusza ustami. Raz na jakiś czas jednak i tej grupie społecznej zdarza się powiedzieć – zapewne przez przypadek – prawdę. Ostatnio na przykład zdarzyło się to Michałowi Broniatowskiemu, naczelnemu Forbesa.

MAŁA INSTRUKCJA co musi się stać, żeby powstał Majdan.
To było tak:
1. Nośny społecznie powód, który zmobilizuje MŁODZIEŻ. Starzy na mrozie nie wysiedzą. Wystarczy dwa-trzy tysiące gotowych zostać na noc, ale za to dziesiątki tysięcy gotowych wspierać ich na miejscu za dnia
2. Duży PLAC w centrum miasta (Plac Defilad się nie nadaje, bo nie ma go jak obronić), a w sąsiedztwie duży BUDYNEK PUBLICZNY, który można zająć (i obronić). To jest niezbędne ze względów logistycznych, sztabowych, centrum prasowego, toaletowych…
3. Początkowe drobne utarczki z milicją, powstrzymane (jak dzisiaj) przez posłów. POSŁOWIE muszą być gotowi postawić własne namioty z wywieszką „Biuro poselskie”, żeby zapewnić immunitet
4. Namioty należy stawiać jak OBÓZ WAROWNY. Plus przenośne toalety i zapas drewna.
5. Władza bezmyślnie i krwawo atakuje po kilku dniach (i nad ranem) obozującą młodzież. Na drugi dzień MILION ludzi demonstruje na placu i w okolicach.
6. RADA MAJDANU czyli przedstawiciele demonstrantów i LIDERZY ZJEDNOCZONEJ OPOZYCJI, którzy muszą jeszcze zorganizować FUNDUSZE na żywność, opał, wynajęcie sprzętu nagłaśniającego i zbudowanie trybuny, itp.
7. Oddziały SAMOOBRONY. Tu trzeba się mocno pilnować, żeby uniknąć prowokacji
8. Stała obecność ARTYSTÓW na scenie i wsparcie DUCHOWNYCH

Michał Broniatowski


Tak tak, wiem że to dziennikarz, a nie polityk. Ale w tym wypadku nie opisuje rzeczywistości tylko stara się ją kreować – więc przymknijmy na to oko.
Michałek najwyraźniej zapomniał, że nie jest osobą prywatną i wrzucił na swój profil na FB instrukcję, która w punktach tłumaczy jak zrobić w Polsce majdan. Taki sam jak na Ukrainie. A że jego profil śledzi ponad 1000 osób, to się i smrodek zrobił konkretny.
I nie ma się co dziwić. Cóż bowiem czytamy w tej instrukcji?

Zaczyna się niewinnie. Od tego, że trzeba wymyślić jakiś nośny powód. Taki, który na ulicę wyciągnie młodzież. Bo, jak sam przyznaje, pogodę mamy średnią i dziadki długo na mrozie nie wytrzymają. Nawet te z UB.

Już w drugim punkcie robi się ciekawiej. Otóż pan naczelny radzi, aby zająć jakiś duży plac. Najlepiej taki, żeby w pobliżu stał jakiś budynek użyteczności publicznej. Który będzie można potem okupować.

Jednak najciekawiej robi się w punkcie piątym. Otóż według niego władza po kilku dniach krwawo zaatakuje zgromadzoną na placu młodzież. I myślicie, że to go martwi? Wprost przeciwnie – wtedy, mówi otwartym tekstem redaktorek, na ulice wyjdą miliony. I wreszcie ten cały KOD nabierze rozpędu i będą mieli ten swój wymarzony majdan!
Widzicie, KOD ma jeden zasadniczy problem. Nie ma poparcia w społeczeństwie. I to nie tylko, ani nawet nie przede wszystkim przez to kto nimi dowodzi. Otóż wszystkie rewolucje zawsze występowały w obronie proletariatu. Rewolucjoniści francuscy twierdzili, że walczą o poprawę bytu chłopów i mieszczan, ciemiężonych przez szlachtę i kler, chociaż jej liderzy jak jeden mąż wywodzili się z bogatej burżuazji. Bolszewicy twierdzili, że walczą o poprawę bytu robotników – chociaż wśród członków obecnych na pierwszym kongresie nie było ani jednej osoby, która w ogóle widziała fabrykę od środka. Ba, nawet nasza opozycja z lat PRLu – zapoczątkowana przecież głównie przez inteligencję – założyła Komitet Obrony Robotników, a w słynnych już 21 postulatach mieliśmy na jednej tablicy żądanie respektowania wolności słowa, a parę punktów dalej postulat zapewnienia odpowiedniej liczby miejsc w żłobkach dla dzieci kobiet pracujących. Sacrum, ale z odpowiednią dawką profanum.

15590310_1807280066212399_8404986289387459034_n.jpg

A o co walczył KOD? O przestrzeganie konstytucji, poszanowanie trybunału, wolność słowa, etc. Abstrahując nawet od tego, że pod tymi hasłami kryła się obrona bardzo partykularnych interesów, nie jest to coś, co może porwać tłumy. Bo o takich rzeczach fajnie pogadać w kawiarniach Warszawki czy Krakówka, ale zwykły człowiek, który kombinuje jak tu przeżyć do pierwszego za 1800 na rękę i utrzymać z tego rodzinę, to ma takie sprawy, pardon my French, głęboko w dupie. Jego interesuje to, że dzięki 500 plus może dzieciaki zabrać pierwszy raz w życiu nad morze, a na zimę kupić im nowe buty. To, że Tomcia Lisa dobra zmiana wypierdoliła z dobrze płatnej posadki nie interesuje go wcale.
Młodzież to co innego. Młodzież jest idealistyczna, skłonna do poświęceń. Ba, ale jest tylko jeden problem. Taki, że nam się młodzież nam się zbiesiła i zamiast skakać z Giertychem to łazi na jakieś marsze niepodległości i inne faszystowskie spędy. Jak to zmienić? Ano prosto – dać im dobry powód do wkurwu. Taki, który rozgrzeje im serduszka. Liczebność nie musi być duża – ot tyle, żeby władza spanikowała i zaczęła ich pacyfikować. A potem to już pójdzie samo, na ulice wyjdą miliony i będą mieli tą swoją wymarzoną rewolucję. A że przy okazji kilku gówniarzy straci zdrowie a nawet życie?
A kogo to kurwa obchodzi?

„Plan Broniatowskiego” jest realizowany. Mogą zacząć się prowokacje antysemickie. Rosyjska agentura i polscy ubecy na ich usługach dobrze wiedzą, że to najskuteczniejsza metoda wzniecenia oburzenia Zachodu. Robili to już wiele razy. „Pogrom kielecki” urządzili dokładnie wtedy, gdy było trzeba, by świat nie zajmował się tym, kto mordował w Katyniu. Nie twierdzę, że wszyscy uczestnicy manifestacji antyrządowych są świadomi w czym uczestniczą, wręcz przeciwnie – sądzę, że większość nie wie, jakiej akcji jest częścią.

„Plan Broniatowskiego” pomija kilka elementów, które – jak uczy historia – mogą być kolejnymi etapami. Mogą zacząć strzelać snajperzy. Oskarżona zostanie oczywiście władza. Mam nadzieję, że wszystkie służby są w stanie najwyższego alertu. A my przyglądajmy się uważnie wydarzeniom i bądźmy gotowi na reakcję w obronie… tak, w obronie Polski.

Mnie zastanawia dlaczego nie interweniuje prokuratura? Skoro mamy jasne przepisy w stosunku do tego.

Cz-6NF9XgAEWxy5.jpg

A zamiast tego pojawiają się coraz silniej takie akcje w mediach społecznościowych ja ta:

C0BZiw8WIAA5tL5.jpg

Źródła:

To jest inna sytuacja

wPolityce.pl

Broniatowski, Facebook:

instrukcjawgbroniatowskiego

Nie taka Białoruś straszna jak ją malują

Mówi się że prezydent Łukaszenka to sługus Putina. Że Białoruś jest bardziej prorosyjska niż Polska prozachodnia. Ale czy na pewno? Zacznijmy o tego że to nie jest wpis bezwzględnie chwalący Łukaszenkę. A ma pokazać Białoruś jako miejsce gdzie globalizacja nie jest tak rozwinięta w porównaniu z Polską czy Rosją.

lukaszenka_afp_600.jpeg

Ja sam przez wieloletnią obserwację Białorusi i to jeszcze niezbyt wnikliwą, a tylko przez powierzchowną warstwę polityki zauważyłem i uważam, że Białoruś nie jest taka straszna jak ją pokazują w Polsce. Pewnie, Łukaszenka jest dyktatorem, ale czy dyktatura jest naprawdę taka negatywna dla społeczeństwa? Jedni chcą aby rządził ktoś twardą ręką, a Łukaszenka jest dla Białorusinów jak surowy ojciec. Nie chce zguby swoich dzieci. Po latach po rozpadzie Związku Radzieckiego to on jest największym zwycięzcą. Na Ukrainie toczą się wojny, wtrącają się w politykę różni agenci, rządzą tam jawni Żydzi (wystarczy spojrzeć na życiorysy przywódców i co ważniejszych polityków), a nie Ukraińcy. Kraje Bałtyckie, w tym Polska uzależnione zostały od datków z Unii Europejskiej. Każdy przejaw opozycji przeciwko UE jest nagłaśniany i tępiony. Gdyby mogli, to wysyłali by policję a nawet żandarmerię aby tępić opozycję w stosunku do polityki UE. Dokładnie tak samo jak robił to Łukaszenka na początku swojej władzy. Tylko on miał lepsze narzędzia. Po latach ludzie przyzwyczaili się do jedynowładztwa, a  może im naprawdę to się podoba. Może dlatego że nie wyobrażają sobie że może być ktoś lepszy na tym stanowisku. Logiczne jest że Białorusini zarabiają przez to mniej, ale mimo wszystko kraj rozwija się i pensje rosną, chociaż wolniej niż w Polsce. Oczywiście w tym kraju jest też inna mentalność, taka postkomunistyczna. Jednak to się zmienia, a braki cywilizacyjne szczególnie w miastach są nadrabiane bardzo szybko. A zacofanie wiejskie można przyjąć za pozytywną rzecz na Białorusi niż negatywną. Bowiem dzięki temu zachowało się więcej folkloru ludowego niż u nas w Polsce, jest to kopalnia wiedzy dla współczesnych Kolbergów.

 

budzmybelarusy

Inspiracją dla artykułu był film Michała Sikorskiego, a nawet dwa które zamieszczam pod akapitem. Jednakże o tym że coś pozytywnego ruszyło się w relacjach polsko-białoruskich można było już słyszeć od dawna. A owocem tego był dekret z 23 sierpnia prezydenta Łukaszenki o bezwizowym ruchu na Grodzieńszczyźnie (który wszedł w życie 23 października). Oczywiście ograniczone to 5 dni i nie jest to całkowicie zwolnione z opłat, ale zdecydowanie taniej wychodzi niż wykupywanie wizy. Ten zabieg wg mnie jest bardzo racjonalny ze strony Łukaszenki, bo doskonale wie że otwarcie się całkowicie wprowadziłoby do jego kraju wiele elementów dających zły przykład dla Białorusinów. A tak, będą stopniowo zwiększać dostępność kraju dla turystów. Prawdopodobnie kolejnym takim regionem będzie region brześciański.

Ogólnie bardziej szczegółowo na temat wjazdu można przeczytać na portalu belsat.eu.

A ja tymczasem zapraszam serdecznie do obejrzenia relacji z wycieczki Michała Sikorskiego z Olsztyna:

 

Oraz jego poprzedni film:

 

Poniżej dla muzykalnych historia Białorusi w 5 minutach.

 

Adolf Kudliński – oświadczenie przeciw niesprawiedliwości

Adolf Kudliński jest propagatorem słowiańszczyzny i naturalnego żywienia, prowadzi swój kanał na Youtube, a poniżej jego film pożegnalny (ale może uda się że nie będzie ostatni):

 

My oczywiście popieramy posiadanie broni przez Polaków, w myśl zasady wolności obywatelskiej. Bo to nie broń zabija a ludzie, bez względu czy będą mieć pistolety, karabiny, będą zabijać, bo im wystarczy nóż, pałka czy nawet gołe ręce. Jak ktoś chce zabić, to zabije. Broń palna w domu, to broń z którą ludzie będą się oswajać, a wrogowie wiedząc że społeczeństwo jest uzbrojone będzie dużo uważniej przygotowywać się do inwazji, bo prawdziwy sukces wojenny jest wtedy gdy straty własne są jak najmniejsze.

Dlatego Europa przegrywa wojnę z inwazją muzułmańską, przegrywa bo straty w Europie są większe od strat organizacji, pseudopaństw które atakują Europejczyków.

55fb6f6adc56c_o,size,969x565,q,71,h,bbe43a.jpg

Poniżej oświadczenie Zrzeszenia Słowian:

Oświadczenie w związku z wyrokiem i grzywną, nałożoną na A. Kudlińskiego i tzw. „Leśnych Dziadków”

Na wstępie zaznaczamy, że Zrzeszenie Słowian nie popiera łamania prawa.

Adolf Kudliński jest osobą wielce zasłużoną dla całej społeczności słowiańskiej i nie tylko. Bez względu na indywidualne poglądy, dotyczące elementów działań Pana Adolfa, nikt nie ma wątpliwości, że bardziej zacnego i całościowo zaangażowanego w ochronę kraju oraz Słowiańszczyzny człowieka, niż Pan Adolf, trudno jest znaleźć w naszych czasach. Swoją wieloletnią postawą i szerzeniem wiedzy, m. in. o zdrowym żywieniu, samowystarczalności, przetrwaniu w terenie i życiu zgodnie z przyrodą, wielokrotnie udowodnił, że jest jednym z Przywódców naszego ruchu. Aby uniknąć nieporozumień, zaznaczamy, iż Pan Adolf Kudliński nie jest członkiem Zrzeszenia Słowian. Znając jego dokonania, postanowiliśmy jednak nie pozostawiać Brata w kłopotach.

Broń jest nieodzownym oraz legalnym atrybutem ludzi, działających w zarejestrowanych związkach strzeleckich, z którymi Adolf Kudliński jest związany.

Zgodnie z wyjaśnieniami Adolfa Kudlińskiego, w oskarżeniach w stosunku do jego osoby oraz do tzw. „Leśnych Dziadków” (czyli mężczyzn częstokroć w bardzo sędziwym wieku, niektórych, jak twierdzi Pan Adolf, osiemdziesięcio-kilku letnich), chodziło o broń z czasów II wojny światowej, której to na wsiach świętokrzyskich jest dużo, co pokazuje liczba skazanych „Leśnych Dziadków” (około 40 osób). Broń ta została odziedziczona z pokolenia na pokolenie, po ojcach i dziadach walczących za naszą wspólną Ojczyznę, i przez dekady nie została użyta przeciwko nikomu. Władze powinny wziąć więc pod uwagę, że nie dokonano ani nie planowano w rzeczonej sprawie ataku na kogokolwiek, a charakter broni, o której mowa, był sentymentalny. Trzeba zaznaczyć, że nie mamy tutaj do czynienia z żadnymi bandytami, ani z żadną formą agresji. Powinien to wziąć pod uwagę sędzia prowadzący. Jak wyjaśnia Adolf Kudliński, nie wzięto pod uwagę jego zeznań, a dowody w sprawie polegały na pomówieniu jednego świadka. Brak czasu i miejsca rzekomego zakupu broni od Pana Adolfa przez świadka, wskazują jednoznacznie na nierzetelnie prowadzone śledztwo oraz wyrok, wydany na bazie pomówień.

Jak wszyscy wiemy, w dzisiejszych czasach dobra obrona prawna jest bardzo kosztowna.  Człowieka z emeryturą, wynoszącą 600 złotych, nie stać na dobrych prawników. Najprawdopodobniej zaś, nie stać go na prawników wcale.

Dlatego zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc finansową dla Adolfa Kudlińskiego. Nie zbieramy pieniędzy na grzywnę, jest to bowiem wykroczenie. Pragniemy jedynie wspomóc go finansowo, aby ułatwić pokrycie kosztów związanych z życiem codziennym. Planujemy  więc zwrócić się o zezwolenie do MSWIA na zbiórkę publiczną na poprawę tragicznej sytuacji Adolfa Kudlińskiego.

Jakiekolwiek jest ideowe nastawienie odbiorców tej wiadomości, jako jednostek, do obszarów zainteresowań Pana Adolfa (jest ich bowiem wiele), nikt nie powinien mieć wątpliwości, że jest on Prawdziwym Patriotą, zacnym Polakiem, świadomym Słowianinem i dobrym człowiekiem, który nie zasługuje ani na więzienie, ani na finansowe ciemiężenie.

W najbliższym czasie rozpoczniemy konkretne działania, związane ze zbiórką funduszy na poprawę sytuacji materialnej naszego brata. Wystąpimy do Ministra Błaszczaka i, jeśli dostaniemy zezwolenie, zaczynamy. Będziemy wszystkich informować na bieżąco.

Wystąpimy także do odpowiednich władz o wyjątkowe potraktowanie Adolfa Kudlińskiego oraz „Leśnych Dziadków”, ze względu na ich zaawansowany wiek oraz brak przesłanek o popełnieniu jakiegokolwiek aktu agresji. Zwrócimy się więc o kasację wyroku lub Akt Łaski do Prezydenta Andrzeja Dudy. Warto tutaj zaznaczyć, iż lista podpisów pod takim listem byłaby wielce pomocna.

Rozpatrzymy także inne ścieżki działania. Każda pomoc i sugestia będzie dla nas w tej kwestii Pomocą.

Bracia i Siostry – publikujcie nasz apel, gdzie możecie, aby odbiło się to jak najszerszym echem!

Szkoda, że my, prości Obywatele, musimy kolejny raz naprawiać błędy, wynikające

z nadgorliwości urzędniczej.

Liczymy na Was, Przyjaciele! Pamiętajcie, że gdy jednemu z nas dzieje się krzywda, następuje czas na zażegnanie wszelkich różnic i wspólne działanie.

Zrzeszenie Słowian

547780b453f1e.jpg

zdjęcie z filmu YT które wywołało całą tą aferę

Pogaństwo zniknie z kolei czyli zmiana nazw pociągów

Na tą informację trafiłem na stronie Dziennik.pl pod pełną nazwą Czemu nazwy pociągów PKP promują okultyzm i pogaństwo? Oburzenie i agresywne podejście przedstawił poseł KUKIZ’15 oraz szef Młodzieży Wszechpolskiej Adama Andruszkiewicza. Mnie takie zachowanie posła denerwuje i degraduje w moich oczach, i nie tylko moich, ale spójrzmy na to w bardziej racjonalnie, i stwórzmy alternatywę. Zaczynajmy.

Lidera Młodzieży Wszechpolskiej oburzają też nowe nazwy okultystyczne, promujące pogańskie i mityczne bóstwa, czyli Sedina, Świętopełk, Czcibór, Dionizos, Światowid. Poseł krytykuje też przyznanie pociągom łacińskich i mitologicznych nazw. Jego zdaniem, łamie to ustawę o języku polskim. To między innymi następujące nazwy pociągów, będące nazwami obcojęzycznymi: Viadrina, Centaurus, Orion, Antares, Luna, Jupiter, Pomerania, Polaris, Galaxis, Mars, Urania, Tetyda, Ganimedes, Wenus, Prometo, Mercurius, Calipso, Astra, Gemini – pisze.

z21017637IH,Zanim-na-tory-wyjechaly-Wenus-i-Dionizos-jezdzily.jpgZamiast tego chce aby były takie nazwy jak Inka, Pilecki, Haller, Pomarańczarka, Stańczyk itd. Ja osobiście nie mam nic do polskich bohaterów. Ale żądanie posła pod argumentem likwidacji pogańskich nazw jest słabe.

Dlaczego? Przede wszystkim, nie wszystkie z wymienionych imion to bóstwa np. Czcibor czy Świętopełk. Poseł jeżeli już tak bardzo chce reformować nazwy pociągów, to powinien wypracować konkretny plan, ale taki plan już zrobili za niego.

A najlepszym pomysłem jest stosowanie nazw geograficznych, takie które są już spotykane np. Wisła, San, Soła. Wtedy walka z historią Polski i Europy będą ujednolicone do konkretnych nazw. Zamiana imion słowiańskich na imiona bohaterów z XX wieku jest obrazą dla tych postaci. Ew.  zamiast walczyć ze Światowidem, to powinien walczyć z niepolskimi, tj. łacińskimi nazwami.

Mój pomysł to zastąpienie na imiona prosłowiańskie, czyli nie Tomasze, Katarzyny, Izabele, Rafały, Anny, Marie, Dawidy etc. a wspomniani już Świętpełki, Czcibory, Gniewomiry, Wojciechy, Tomisławy, Dragomiry, Mieszkowie/Mieczysławy, Bolesławy, Kazimierze, Mileny itd. Dzięki temu byłyby promowane rdzenne polskie imiona wśród społeczności polskiej.

Na szczęście kolej i pogańskie nazwy to nie jest żaden bastion pogaństwa w Polsce, są lepsze sposoby do promocji tradycji słowiańskich i przedstawiania wiary w Bogów w pozytywny sposób. Więc czy moje oburzenie jest zasadne? I tak, i nie. Miło jest jechać pociągiem który wywodzi się z kultury i tradycji polskiej. Kolej to świetne miejsce do promocji naszej tradycji ludowej dla zagranicznego turysty.

Mnie ciekawi jeszcze jedna rzecz, czy poseł Andruszkiewicz grał w Wiedźmina [1,2,3], bo jako fanatyk narodowy (sam jestem narodowcem, ale polsko-słowiański), raczej ta gra nie podobała mu się, bo w nim jest bardzo dużo pogańskich przesłań. Baaa… jest to bardzo słowiańska gra która wpłynęła na poznanie legend i bóstwa w większy sposób niż nazwy pociągów 😀

Sława!

Wspomnę teraz kilka komentarzy do słów posła:

Anna: Nie zwracam uwagi na to, jak nazywają się pociągi, ale jeśli muszą mieć swoje nazwy, to niech będą w jakiś sposób związane z miastem, do którego dany skład jedzie.

Moim zdaniem poseł popada w ostrą paranoję.Mnie na przykład „Aurora” nie kojarzy się z komunizmem, ale z Kopciuszkiem w disnejowskiej wersji tej bajki. I nie widzę w tym nic złego – mówi Anna. Towarzysząca jej koleżanka, Iwona, pyta:Jeśli pociągi z imionami mitycznych bóstw propagują okultyzm, to co robią nauczyciele w szkole, kiedy uczą historii starożytnej lub omawiają na języku polskim mitologię grecką?

~cafar 2016-04-15 17:23
Alez te bóstwa to nasze, polskie, polańskie, dziedzictwo ty durniu ! Katolicy nawracali Słowian ogniem i mieczem. Paląc, mordujac, torturując, okradając, zmuszając do zakupu goovnianych relikwii takich jak szczebekl z drabiny która sieprzyśniłą JAkubowi czy drzazgi, gwoździe i buteleczki z krwią Chrystusa. Policzono – zebrało by sie tego kilak wagonów i kilka wiader. To samo stało się kilakset lat później w Ameryce Południowej – KAtoliccy konkwistadorzy zniszczyli kulture Inków mordując, paląc, grabiąc
Nigdy o tym nie myślałem, byłem zawsze neutralny światopoglądowo. Uważałem, ze kazdy ma prawo do własnych pzrekonań. Ale czytając ten bełkot katolickich talibów, myślę że trzeba się zaangażować w przypomnienie naszych prawdziwych słowiańskich korzeni. Naszych pierwotnych wyznań. Zanim zostały one zmasakrowane pzrez katolickich krzyżaków ogniem i mieczem. Czas najwyzszy by sie zaangażować przeciw katotalibom.
~Walther 2016-04-15 19:57
Pociągi powinny nosić nazwy świętych a końcowa stacja powinna nazywać się „brama świętego Piotra ” -oczywiście taka przejażdżka byłaby jednorazowa i trochę tych pociągów musielibyśmy kupić, sądzę jednak że dla tego warto by było. Polska zyskałaby na tym 🙂
~Paweł 2016-04-16 13:41
 Zachowałeś się jak PO,Nowoczesna,PSL? Jeżeli tak to nie ma o czym rozmawiać! Popieranie TARGOWICY to jest zapisanie się w historii jako zaprzaństwo! Oni głosowali przeciew Polsce i na to nie ma żadnego wytłumaczenia!!!!!

Paweł Szajner ·  2016-11-27 18:00
Cała polska kultura to synkretyzm pogaństwa z chrześcijaństwem, a wiele obrzędów i zwyczajów z czasów prasłowiańskich jest celebrowanych podczas świąt chrześcijańskich jak święcenie jajek na Wielkanoc, śmigus-dyngus (prasłowiański obrzęd pozimowego oczyszczenia), opłatek bożonarodzenowy i siano pod obrusem (relikt słowiańskich Szczodrych Godów), o Andrzejkach i nocy świętojańskiej nie wspominając.

Likwidacja gimnazjów to konieczność

Zgadzam się całkowicie z autorem i dodam jeszcze to że marsze i protesty nauczycieli, to protesty przeciwko ochronie swoich miejsc pracy. Miejsc pracy ponieważ część nauczycieli straci pracę, bo nie będzie ich za dużo. Nikt z nich, albo prawie nikt nie myśli o tym że to dla nich szansa, szansa na stworzenie konkurencji dla szkół publicznych, mając doświadczenie w oświacie mogą tworzyć szkoły prywatne – nawet gimnazja ( promocje będą wg licznika szkoły podstawowej, a wewnętrzna numeracja wg pomysłu szkoły). Wolny rynek powinien pokazać że czy jest miejsce w oświacie dla takich nauczycieli czy powinni się przekwalifikować.

Zapraszam do czytania.

n_2129_1.jpg

Zaproszenie na protest 27 maja 2008 roku, ZNP protest zawsze i wszędzie.

Przedruk ze strony: http://kontrowersje.net/nauczyciele_kod_ostatecznie_przekonali_e_likwidacja_gimnazj_w_to_konieczno

Ciekawe czy ktoś policzył wszystkie marsze i protesty ORMO II, które dla niepoznaki przechrzciło się na Komitet Obrony Demokracji. Ciekawi mnie to z jednego powodu, a mianowicie chciałbym wiedzieć ile cystern pary poszło w gwizdek. Żadna z tych planowanych prowokacji, udających autentyczny bunt społeczny nie wywarła na mnie najmniejszego wrażenia i nie przekonała, że coś się z tego może narodzić. Dziś po raz pierwszy się przestraszyłem i zasmuciłem jednocześnie, gdy na ulicę wyszedł KOD nauczycielski. Przerażenie i smutek głównie wzięły się stąd, że kilkoro demonstrantów zostało zaczepionych przez reporterów i udzieliło odpowiedzi na żywo.

Nie były to opinie oszlifowane do wieczornych wydań, ale tak zwane setki, czyli co się powiedziało, to już się „nieodpowie”. Na pytanie, dlaczego Pani/Pan protestują, klasyczne ciała pedagogiczne, emocjonalnie, na poziomie klas wczesnoszkolnych, kaleczyły zdania tak nieludzko, że nie przypominało to języka polskiego. Pragnę uspokoić wszystkie nauczycielki i nauczycieli, że nie jest to ocena zawodu i środowiska, ale tej części, która wyległa na ulicę. Naprawdę słabo się człowiekowi robi, gdy pomyśli, że tacy ludzie odpowiadają za edukację naszych dzieci. Przeszedłem przez trzy poziomy szkolnictwa, starą podstawówkę, stare liceum ogólnokształcące i niestety nowe studia, które uważam za żadne osiągnięcie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć że jakieś 70% nauczycieli, to byli święci ludzie. Potrafili z nami wytrzymać i pomimo niesamowitego oporu materii, włożyć nam do głów przynajmniej tyle wiedzy, żebyśmy się nie kompromitowali, jak nauczyciele na marszach ZNP i KOD.

pHyktkqTURBXy9jOTNmZDUyNjg2ZTQwODE0YjgyZDUzNDI3ZTk5ODg5Mi5qcGVnkZMCzQNSAA.jpg

ZNP 2016, 18 lat, a protesty ciągle takie same

Do zawodu nauczyciela mam najwyższy szacunek, jest to naprawdę ciężki kawałek chleba i te wszystkie głupie opinie, że nauczyciel to 4 godziny pracuje i ma 3 miesiące urlopu, są wypowiadane przez ludzi nie mających pojęcia, co to za orka. Obserwuję to każdego dnia, bo mam w najbliższej i dalszej rodzinie nauczycielki i powiem, że za żadne skarby bym się nie zamienił, wolałbym w cementowani taczkami zawracać. Tym smutniej się na sercu robi, że cześć z tych ciężko pracujących ludzi, również fizycznie, o czym mało kto wie, wystawiła tak nędzne świadectwo całemu środowisku. Piszę o całym środowisku, ponieważ we wszystkich serwisach mówi się o „protestach nauczycieli”, co jest oczywiście totalną bzdurą, ale z powodu wygłupów mniejszości, normalna większość musi się tłumaczyć. Protesty przeciw likwidacji gimnazjum w wykonaniu KOD nauczycieli to z całą pewnością jeden z ważniejszych argumentów za przeprowadzeniem reformy.

Z mojej wiedzy wynika, że nauczyciele nie tylko in gremio nie są przeciwnikami likwidacji gimnazjum, ale głośno lub po cichu czekają na ten dzień z utęsknieniem. Nie ma w tym oczekiwaniu na zmianę żadnych motywacji i preferencji politycznych, jedynie lata fatalnych doświadczeń. Głównym argumentem, powtarzającym się wśród myślących nauczycieli, jest szkoła-patologia. Zgromadzić w jednym miejscu burzę hormonów, ze wszystkimi jej zachciankami i pierwszymi doświadczeniami, o których nie mówi się rodzicom, to pomysł czysto szatański. Zupełnym przeciwieństwem jest naturalna ciągłość edukacyjna i środowiskowa, którą daje podstawówka. Osiem lat w jedne szkole to wystarczająco długa perspektywa, aby pochylić się nad własnym rozwojem, nie zapominając o punkcie wyjścia. Ósmoklasista widząc pierwszoklasistę, może sobie uzmysłowić albo chociaż skojarzyć, że w życiu wszystko ma swój czas i swojej miejsce.

30df4703f457cbebf473925c0167f01e.jpg

Nie ma lepszego sposobu na edukację i socjalizację, niż sztafeta pokoleń. Gimnazjum to dżungla najgłupszych rywalizacji, kto przyjdzie w droższych ciuchach, kto więcej wypił, kto się z kim przespał. W podstawówce starsi nie rywalizują z młodszymi, ale podniosą z posadzki, gdy się zaryje „jedynkami”, uśmiechną się na wspomnienie tornistrów i nożyczek do papieru. Po prostu dzieci poruszają się w zupełnie innym i naturalnym dla dzieci środowisku, bo podstawówka to większe i mniejsze dzieci, w przeciwieństwie do gimnazjum, gdzie sami „dorośli”. Nauczyciele KOD, protestujący w tak głupi i żenujący sposób zachowują się jak gimnazjaliści w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Nie widziałem w tym smutnym i przerażającym marszu, cienia racjonalności i troski, jedynie zwyczajną gimnazjalną burzę hormonów. Forma i treść jaką popisali się nauczyciele KOD, daleko wychodzą poza polityczne wygłupy i w sposób bolesny pokazują jak ważna jest edukacja. Mam ten komfort, że oceniając pomysły na reformy edukacji, jak również ich pomysłodawców, nigdy nie kierowałem się politycznymi sympatiami. Do PiS ciągle zgłaszam olbrzymie pretensje za likwidację szkoły dla sześciolatków. Była to szkodliwa decyzja, podjęta w absurdalnie histerycznych warunkach. Zawsze można i trzeba protestować przeciw złym rozwiązaniom, ale szczególnie nauczyciele powinni to robić tak, jak szkoła uczy, czego dziś na ulicach Warszawy nie było ani widać i ani słychać.

 

 

Czym jest sekta?

Ostatnio pewna sekta dokonała oficjalnie duchowej intronizacji swojego bóstwa na króla Polski. Z tej okazji, przedstawię materiał opisujący czym jest sekta wg ów kościoła czyli:

Definicja wg Kościoła Katolickiego

1. Już pierwszy kontakt z grupą otworzył całkowicie nowe widzenie świata (tzw. przeżycie kluczowe).
2. Obraz świata jest bardzo prosty i wyjaśnia rzeczywiście każdy problem.
3. W grupie znajdują Państwo wszystko, czego do tej pory na próżno szukaliście.
4. Grupa ma mistrza lub przywódcę, Ojca, Guru, lub największego myśliciela, który jedynie posiada całą prawdę i często jest czczony jak Bóg.
5. Świat zmierza nieuchronnie ku katastrofie i tylko grupa wie jak go uratować.
6. Grupa jest elitą. Pozostała ludzkość jest chora i zagubiona. Jeżeli nie będzie w grupie współuczestniczyć – nie może się uratować.
7. Grupa odrzuca naukę w szkołach i uczelniach. Jedynie nauka grupy jest uważana za wartościową i prawdziwą.
8. Grupa odrzuca racjonalne myślenie, umysł, rozum, jako negatywne, sataniczne, nieoświecone.
9. Krytyka i odrzucenie przez stojących z zewnątrz jest właśnie dowodem, że grupa ma rację.
10. Grupa ocenia siebie, jako prawdziwą rodzinę lub wspólnotę.
11. Grupa chce by wszelkie dawne relacje z rodziną, przyjaciółmi i środowiskiem zostały zerwane, ponieważ przeszkadzają w Państwa rozwoju.
12. Grupa oddziela się od reszty świata poprzez ubiór, żywienie, własny język, ograniczanie swobody w relacjach międzyludzkich.
13. Grupa żąda ścisłego posłuszeństwa regułom, albo dyscypliny, ponieważ jest to jedyna droga do zbawienia.
14. Grupa narzuca sposób zachowań seksualnych, np. kontakt z partnerami za zgodą kierownictwa, seks grupowy, całkowity zakaz kontaktów seksualnych dla osób  niższych w hierarchii grupy.
15. Cały czas jest wypełniony zadaniami, np. sprzedażą książek, czasopism, werbowaniem nowych członków, udziałem w kolejnych kursach, medytacją.
16. Jeżeli obiecany przez grupę sukces, bądź uzdrowienia nie nastąpią, grupa uzna, że sami Państwo są za to odpowiedzialni, ponieważ nie zaangażowaliście się  dostatecznie, lub nie wierzyliście wystarczająco silnie.
17. Członkiem grupy powinni Państwo zostać natychmiast, już dzisiaj.
18. Nie istnieje możliwość uzyskania obiektywnego obrazu grupy, gdyż ważniejsze od refleksji jest przeżycie, zgodnie z zasadą: Tego nie da się po prostu wyjaśnić. Proszę przyjść do nas i wziąć udział w spotkaniu. Kiedy przeżyjecie – zrozumiecie.

Dodatkowo inspiracją do popełnienia tego artykułu i zarazem przypomnienia ów punktów jest ostatni artykuł Frondy na temat niszczenia figur, symboli pogańskich, ale także symboliki innych innowierców monoteistycznych.

a_night_of_fire_by_dashinvaine.jpg

Więc przedstawmy podobieństwo tej listy z wiodącą organizacją religijną w Polsce jakim jest KK:

2. Biblia, KK wyjaśnia wszystko co jest związane ze światem i stworzeniem.
3. Ludzie znajdują w KK wszystko czego potrzebują, a przynajmniej tak im się wmawia.
4. Papież, Biskupi… Proboszczowie. Ludzie się modlą do papieży, świętych, męczenników.
5. Apokalipsa… i reszta mitów
6. Grupa – księża, duchowni – zawsze byli elitarni w stosunku do biednych, „grzesznych” ludzi
7. Może nie całkowicie, ale gdyby się dało, to nadal wiedza KK była by ważniejsza od wiedzy ludzi świeckich.
8. Myślenie inne niż wg praw KK jest niegodne, złe, błędne.
9. Moralność kościoła ponad inne wiary. Wiara w jednego Boga ponad wiarę w innych religii monoteistycznych i politeistycznych.
10. Ile razy to słyszeliśmy w kościele?
11. Dotyczy to księży, zakonników, zakonnic.
12. Ubiór? oczywiście.
13. Ten kto się nie dostosuje będzie nazwany heretykiem.
14. Wprowadzają moralność w sprawie zachowań seksualnych, mimo że sami są rozwięźli.
15. Misjonarze, wielkie kampanie promujące chrześcijaństwo, a w przypadku ŚJ to chodzenie po domach i namawianie do wiary w Jehowę.
16. Może teraz jest mniej, ale ogólnie dawniejszych czasach było to bardziej widoczne.
17. Rodzice -> Dziecko => Chrzest. I już jest nowa duszyczka w KK.
18. Ile to razy słyszałem te słowa z ust księdza: „Najważniejsze jest godnie przeżyć eucharystię.”

i co z tego wyszło? 17/18 punktów dla KK? To może pomyłka jakaś i chodzi o definicję religii?

Ale identyczna sytuacja jest w przypadku Islamu oraz Judaizmu.

Ogólnie powinniśmy traktować powyższe punkty jako ciekawostkę, bo trzeba trochę zdrowego rozsądku do tego dołożyć. Prawda jest taka, że istnieją takie grupy które są niebezpieczne dla zdrowia, życia, rodziny czy naszego majątku. Nie jest dobrze jeżeli my lub ktoś z naszego otoczenia bez reszty poddaje się osobom z zewnątrz, albo jakimś zewnętrznym czynnikom. Co nie znaczy że zmiana wiary kogoś z naszej rodziny lub jeżeli to my sami zmieniamy punkt kultu to automatycznie wstąpienie do jakiejś sekty. Nie należy popadać w paranoję i tworzyć strachów tam gdzie ich nie ma. Jeżeli widzimy że ktoś zmienić kult, to porozmawiajmy z tą osobą, porozmawiajmy, ale nie wyrzucajmy od razu wiarołomstwa. Ta osoba doskonale wie, że sprzeniewierzyła się wierze w której dorastała. A spokojna i rzeczowa rozmowa da nam światło poznania skąd u tej osoby ta zmiana. Dlaczego idą inną drogą niż rodzice, dziadkowie czy lwia część społeczeństwa. Należy dążyć do poznania ich obrzędowości, ta z kolei powinna być jawna, bo za tajemniczymi obrzędami może się kryć coś co powoduje nadużycie wiary takiego człowieka w złych celach. Otwarte, jawne obrzędy, często udokumentowane nie powinny powodować zgorszenia i powinniśmy sami je poznać, a nawet w uczestniczyć w nich, niekoniecznie w duchowy sposób. W każdej wierze jest jakaś prawda, a brak kultywowania wiary to wysłanie jej w zapomnienie. Wiara może zniknąć, ale prawdę w końcu ktoś odkryje tworząc swoją sektę, prawą lub nie. Podsumowując: Wystarczy zatrzymać się i podumać na temat własnej wiary, i może zobaczymy dlaczego ktoś inny wierzy w Boga lub Bogów, a kto inny w ogóle w nic nie wierzy.

Źródło: https://papierowyeter.wordpress.com/2014/07/03/czym-jest-sekta/

Co do innych znaczeń sekty, bardziej racjonalnych to mamy następującą definicję:

Pojęcie „sekta” ma wielorakie znaczenie. Dotyczy jednak zawsze określonej wspólnoty, związku, grupy ludzi, która wyodrębniła się z jakiejś wielkiej religii, ruchu społecznego czy światopoglądowego. Pojęcie sekty trzeba więc rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Pojęcie „sekta” pochodzi z języka łacińskiego. SECTA wywodzi się z czasownika „sequor” – iść, podążać za kimś. Stąd wyjaśnienie dotyczące sekty: droga którą się podąża, sposób postępowania.

Zakon-Świątyni-Słońca.jpg

DEFINICJE SEKTY:

1 – grupa religijna, która oderwała się od któregoś z wielkich kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne.

2 – grupa społeczna izolująca się od reszty społeczeństwa, mająca własną hierarchię wartości, zespół norm zachowania się, silnie akcentująca przywódcy.

3 – to ugrupowanie lub ruch, wyróżniający się przesadnym oddaniem jakiejś idei i posługujące się nieetyczną perswazją i manipulacją w celu uzyskania poparcia dla zamierzeń przywódców.

UNIWERSALNA DEFINICJA SEKTY :

Sekta (CULT) – jest to grupa ludzi, która posiada strukturę typu piramidowego i autorytarne kierownictwo. Charakterystyczne dla niej jest nauczanie i przewodnictwo pochodzące od osoby lub osób znajdujących się na szczycie tej hierarchii. Grupa tego typu zazwyczaj uzurpuje sobie prawo do posiadania wiedzy na temat jedynej drogi do Boga, Nirwany, Raju, Ostatecznej Rzeczywistości, Pełnego potencjału, Drogi do szczęścia itd. Celem takiego oddziaływania jest uzyskanie pełnego panowania nad swoimi członkami i zatrzymanie ich na stałe wewnątrz grupy.

Definicja ta obejmuje sekty istniejące w obrębie wielkich religii świata, łącznie z sektami nie mającymi podłoża religijnego – sekty ekonomiczne, edukacyjne i psychologiczne.

niebezpieczne_sekty.jpg

Czy także z Wikipedii:

Współczesna socjologia nie określiła jednoznacznych kryteriów klasyfikacji sekt. Obecnie, z powodu potocznego pejoratywnego znaczenia tego terminu (głównie na skutek działalności sekt destrukcyjnych i terrorystycznych), bardzo rzadko jest ono używane w znaczeniu etymologicznym. W celu uwolnienia np. nowo powstających grup religijnych (pozostających poza tradycyjnymi i współcześnie dominującymi wyznaniami) od tego wartościującego negatywnie sformułowania, socjologia stworzyła m.in. pojęcie „nowe ruchy religijne”. Od połowy lat 80. XX wieku, odkąd aktywność takich grup znacznie wzrosła, wokół ich nazewnictwa toczą się jednak intensywne dyskusje i spory. Charakterystyczne są dwa skrajne stanowiska. Pierwszy, tradycyjny pogląd, wychodzi z założenia, iż na gruncie socjologii powinno się nadal stosować określenia „sekta” i „kult” w stosunku do powstających grup religijnych o stosunkowo krótkiej historii. Drugi pogląd konsekwentnie upowszechnia w ich miejsce określenie „nowy ruch religijny” (np. profesor socjologii Eileen Barker). Nie wyczerpuje to jednak zagadnienia, np. w stosunku do mniejszościowych grup wyznaniowych czerpiących choćby z tradycji wierzeń etnicznych (wobec których termin „nowe ruchy wyznaniowe” jest nieadekwatny), które często również klasyfikowane są jako sekty.

sect

Ogólnie mamy do czynienia z degradacją znaczeniową słowa sekta, dzisiaj kojarzy się pejoratywnie z racji działania ruchów parareligijnych które są szkodliwe dla grup i jednostek. Żaden kościół, związek wyznaniowy który jest w poważaniu będzie walczył ze szkodliwymi sektami. Pozostałe to co najwyżej odłamy od większych struktur religijnych lub małe tworzące własne zasady bytu doczesnego i duchowego. W dzisiejszym języku słowem najbardziej neutralnym jest: KULT. Bowiem każdy ma swój obiekt kultu. Jak nie bytu wyższego, to w postaci człowieka, gwiazdy nauki, showbiznesu, polityki czy  w postaci własnego rodzica.

Jednak pamiętać należy, że kult bezpieczny przestaje być wtedy gdy staje się FANATYCZNY lub obiekt kultu ŻĄDA różne dobra od człowieka który go wielbi.

0001B19SBBL6YF7S-C122-F4.jpg